RSS
 

Notki z tagiem ‘rozwód’

Orzeczenie rozwodu na pierwszej rozprawie?

08 sie

Wojna została zakończona , a przynajmniej tak mi sie wydaje.

Do Sądu wybrałam sie z przyjaciółką. Potrzebowałam wsparcia, to akurat nie podlega dyskusjom – sama dotarlabym na miejsce zalana łzami i rozdygotana. Rozwód niósł ze sobą wiele dziwnych, czasami sprzecznych emocji. Cieszę sie, ze mialam obok kogoś, kto wierzył w powodzenie bardziej niż ja sama. Czekając na „spowiedź” z naszego wspólnego życia przed Sędzią poczułam uderzenie gorąca, kiedy zobaczyłam, ze nadchodzi przyczyna moich wszystkich problemów. Zerknął jedynie w nasza stronę z tym swoim cwanym uśmiechem. Zgodnie z prawdą szepnęłam do przyjaciółki, ze rozstanie mu służy, wyglądał o dziwo bardzo dobrze. Nieważne. W koncu zawołano nas do sali rozpraw. Sposob w jaki adwokat męża zaczęła przedstawiać ich stanowisko odrazu dał mi odrobinę przewagi. Na 2 tygodnie przed rozprawa Sedzina zwołała posiedzenie , spotkała sie z naszymi prawnikami i zasugerowała odpuszczenie orzekania o winie. Wtedy tez doszliśmy do porozumienia przez co termin rozprawy był bardzo szybki. Według tego co ustalono na posiedzeniu – mieliśmy szybko zamknąć sprawę, podtrzymać stanowiska przedstawione na posiedzeniu i szybciutko zakonczyc małżeństwo. Adwokat męża okazała sie waleczną kobieta. Nie zważając na poprzednie ustalenia zaczęła od tego, iż jednak podtrzymują wszystko co jest w ich odpowiedzi na pozew. Nim to powiedziała, mąż z cwana miną pokręcił do mnie głowa dając znak,ze jednak nie zamierza sie dogadać. Wtedy poleciały pierwsze łzy.

Sędzina nie kryła niezadowolenia, mogłabym powiedziec,ze była po prostu zła… Wspomniała o wymuszeniu szybkiego terminu i manipulacji. Nie tyczylo sie to mnie i mojego adwokata, my wywiazalismy sie z umowy. Poprawiliśmy pozew, odpuscilismy orzekanie o winie (w zanadrzu jednak mając ewentualne poprawki do pozwu i listę świadków – wlasnie na wypadek jesli ich odpowiedz na pozew zostanie podtrzymana). Oni zaś , najpierw godząc sie na to i owo, nagle wyskoczyli z orzekaniem o winie, żadnej próby dogadania sie, wszystko tak, jak napisali wczesniej. Po tym jak Sędzina wściekła dała do zrozumienia adwokatowi męża, ze nie tak miało byc- przeszła do pytania o paszport córki. Problem wynikł w trakcie pierwszej mowy adwokata męża. Mąż chciał, żebym podczas pobytu w Polsce (polecialam do Polski na 2 dni, na sam rozwód) wybrała sie z nim do Urzędu Wojewódzkiego w innym miescie niz mieszkamy i innym niz to, gdzie znajdował sie Sąd Okręgowy i wyrobiła z nim paszport dla córki. Ja oczywiście się z tym nie zgodziłam biorąc pod uwagę czas jakim dysponowałem, brak chęci spędzenia z nim czasu i …. Szczerze mówiąc… Prosiłam go o zgodę na paszport dla córki ponad rok, takiej zgody nie otrzymałam, wiec czemu mialam tracic teraz swój czas i nerwy,bo on tego chciał? Miał ponad rok,zeby wysłać mi zgodę, nie zrobił tego, a ja dłużej nie zamierzałam tańczyć jak mi zagra. Wyjaśniłam jak z mojej strony wyglada ta kwestia i nie została ona juz pozniej więcej poruszona. Ostatecznie Sędzina zarządziła przerwę i najzwyczajniej w świecie kazała nam sie dogadać. Dyskutowalismy kilka minut na korytarzu. Poruszaliśmy kwestie ograniczenia praw o czym mąż w ogóle nie chciał słuchać, ustalenia kontaktów (tu wściekałam sie kiedy adwokat męża nie dał dojść mu do słowa, tylko targowala sie ze mna jak jakas przekupa na targu o czas mojego dziecka!!) , wtedy tez jej profesjonalizm niemal mnie powalił, kiedy to położyła dłoń na klatce piersiowej mojego męża i zwracając sie do niego po imieniu powiedziała „ja bym sie zgodziła” (na ograniczenie praw). Wczesniej bowiem kwestia ograniczenia została poruszona. Mąż nie chciał ograniczonych praw, a dodatkowo życzył sobie, zeby podróż córki za granice wymagała jego pisemnej zgody. Sedzina uznała to za żart, skoro dziecko mieszka za granica i wiadomo,ze musi mieć możliwość swobodnego podrozwołania poza granice kraju, przy czym padło,ze maz chce miec cos do powiedzenia jesli np.zechce zabrac corke do stanow zjednoczonych, on chce miec możliwość po prostu sie na to nie zgodzić, nie chciał, żebym mogła bez jego zgody wyrabiać dziecku paszport/dowod, co tez uznała za niedorzeczne, bo jesli dziecko zechcialabym zabrać do stanów bez zgody ojca, miałabym na to 5 lat od wyrobienia jednego dokumentu do potrzeby wyrobienia nowego. Dodatkowo uznała tez, ze miedzy mna, a mężem jest duży konflikt przez co nie widzi mozliwosci powierzenia władzy rodzicielskiej obydwu z nas. Ograniczyła mu wiec prawa rodzicielskie do wspoldecydowania o kierunku kształcenia (do czego w praktyce nie dojdzie, córka chodzi juz do szkoły, a kiedy ją skończy , bedzie musiala sama wybrać co dalej). Kontakty zostały ściśle określone, alimenty o tej samej wysokości co zabezpieczenie na czas trwania sprawy , zwrot części kosztów sądowych dla mnie…

Nie pomogły mu próby wmówienia, ze odeszłam, bo poznałam kogoś innego, mój nowy związek nie miał żadnego wpływu na przebieg rozwodu. Na nic zdały sie kłamstwa, wszystkie próby zastraszania mnie… Wszystko poszło po mojej myśli. I dopiero kilka tygodni po rozprawie dopadły mnie wspomnienia tego dnia. Dopiero wtedy dotarło do mnie,ze poza jego panią adwokat były z nim jakieś inne dwie kobiety i dziecko w wieku 2,5 może 3ech lat(?) Nie przyjrzałam sie, nie mam pojęcia kto to był. Nawet na rozwód przyprowadził ze sobą stadko… Aaaaah, niezmiernie sie cieszę, ze mam to za sobą.

Dodatkowo mamy juz za sobą pierwsze wakacje, w które mógł zabrać córkę. Co prawda Sąd ustalił dla nich w tym roku dwa tygodnie , ostatecznie (jako,ze wstrzelil mi sie z data w sam środek mojego urlopu) były mąż zgodził sie na tydzien, po czym odwiózł córkę po 6 dniach, a po dwóch dzwonił i się skarżył – nie dawał sobie rady. To już nie ta sama, malutka , bezbronna 3 letnia dziewczynka, a niespełna 5 letnia , mądra i cwana panienka, ktora była przekonana, że z tata bedzie jej lepiej niz ze mna, ze on pozwoli na wszystko (sam coś wspominał,że pozwoli)… Pojechała więc z zamiarem opanowania świata i doszło miedzy nimi do starć, co ja mam z nią na codzień. Od jakiegoś czasu żyje w przekonaniu,ze jest juz dorosła i moze sama decydować o wszystkim co jej dotyczy. Ot zwykła 5 latka, ktora chce byc dorosła, co zaostrza fakt, ze w tym roku szkolnym bedzie najstarsza w grupie 1/2. Mała kombinatorka.

Rozwód na pierwszej rozprawie mając wspólne małoletnie dziecko? bez wątpienia TAK , ale…. Nie wszystkim moze pójść tak gładko. Zależy od Sędziego i upartosci malzonkow.

 

Zamiana nazwiska po rozwodzie okazała sie latwiejsza niz myślałam. Odebrałam uprawomocnienie wyroku i poszłam do Urzędu Stanu Cywilnego. Ogólnie rzecz biorąc – kierownik urzędu powinien miec juz w systemie kwestie rozwodu. Niestety nie dostali jeszcze uprawomocnionego wyroku, ale wystarczył mój. Co prawda musiałam go tam zostawić, ale moge go odebrac jak tylko dojdzie do nich informacja o orzeczeniu rozwodu. Napisałam wniosek o powrót do nazwiska noszonego przed zawarciem związku małżeńskiego . Uiściłam oplate skarbowa w wysokości 11 złotych i od ręki dostałam akt małżeństwa z adnotacja o rozwodzie i powrocie do nazwiska panieńskiego. Z tym aktem złożyłam wniosek o nowy dowód osobisty. Z pewnego punktu widzenia wyglada to jak ogromny krok wstecz, powrót do przeszłości, do tego co juz było , ale w rzeczywistości był to niezły trucht w przyszłość . Przebyłam ogromny dystans od dnia kiedy doszlam do wniosku,ze to małżeństwo nie ma juz cienia szans do dzis, kiedy leżę w łóżku obok wspaniałego mezczyzny, a za ściana śpi moja cudowna córeczka ,a ja ze spokojem i uśmiechem pisze tutaj o tym jak zamknęłam jeden rozdzial życia, by moc rozpoczac nowy, oby tym razem lepszy.

 

Pełnomocnik – czego możemy wymagać od adwokata ?

25 lut

Jak wiemy, a jeśli nie wiemy to na pewno się domyślamy,że pełnomocnik to spory koszt. Koszta sądowe plus usługa adwokata sporo kosztuje i taka jest prawda. Czego więc za te pieniądze możemy wymagać??

Mój konatkt z adwokatem był świetny, choć „e-mail’owy”. Zanim przelałam pieniądze odpowiadał on na każde zadane pytanie. Później kontakt troszkę się zmienił. Trudno było o jakieś informacje, a wszystko co mogłam usłyszeć to „musimy czekać”. Z początkiem, przed podpisaniem umowy o pełnomocnictwie powiedziałam czego oczekuję. Najbardziej zależało mi na czasie. Miało być możliwie szybko,dlatego poproszono mnie o wpłatę,żeby móc zacząć działać. Nie bawiłam się w połowę ‚przed’ i połowę ‚po’. Zaufałam. Wtedy po tygodniu,czy dwóch od przelania podanej kwoty musiałam prosić o konatkt,by w ogóle dowiedzieć się,czy przelew doszedł na wskazane konto. Po kilku próbach kontaktu dowiedziałam się,że tak – pieniądze są. Niedługo później został złożony pozew (na jakieś 2-3 tygodnie od przelewu). Początkiem września 2013 roku. Od tego momentu wszystko co robiliśmy to CZEKALIŚMY. Nagle na przełomie listopada/grudnia przyszło pismo o uzupełnienie danych w pozwie. No pięknie… Zostało to sprostowane i tak po pięciu miesiącach od złożenia pozwu doczekałam się zabezpieczenia alimentacyjnego. Ale co z rozprawą?! Okazuje się,że listy sądowe w Polsce znikają. Jakieś zmiany z doręczycielami i punktami odbioru w przypadku awizo. Na miesiąc po przesłaniu pism do mojego ex, nikt nie jest w stanie powiedzieć,czy pisma zostały odebrane,czy nie. Nie wiedzą więc (jak to zostało ujęte) czy adres jest adresem „skutecznym”. Miesiąc czasu próbowałam skontaktować się z adwokatem w celu poznania jakichkolwiek informacji, czemu sprawa stoi,czemu nie odpisuje na e-mail’e ,może coś się stało, może ma wakacje, o których nie wiem (?) Dzwoniłam,ale telefon nie został odebrany. Zadzwoniłam więc bezpośrednio do Sądu. Dowiedziałam się jak wygląda sprawa, kiedy ostatni raz było jakieś ‚działanie’ pełnomocnika i przy okazji w międzyczasie usłyszałam,że wiele ludzi skarży się na adwokatów, bo zamiast coś robić – CZEKAJĄ. I na 90% z nich motywująco działa wspomnienie o Radzie Adwokackiej, bo biorą pieniądze, a później ani telefonu nie odbiorą,ani nie odpiszą.
Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się, wysłalam e-mail. Tym razem oburzona. Bo przecież ileż można się prosić o kontakt?! Nawet jeśli nie ma nowych informacji w sprawie,to chciałabym to usłyszeć od niego. Ja wiem,że najłatwiej nie odbierać i udawać,że nic się nie dzieje. Tylko,że dla mnie dzieje się wiele, bo dla mnie rozwód jest bardzo ważny, poza tym brak dokumentu córki od maja ubiegłego roku przypomina mi bz przerwy,że sprawa jest nie załatwiona, a tymczasem Pan uznał,że najlepiej nie odbierać i nie odpisywać. Napisałam więc,że zapłaciłam za to niemałe pieniądze, a teraz muszę prosić się o kontakt, a jedyne co mogę usłyszeć,to że musimy czekać. I wtedy oddzwonił. Tym razem on był oburzony. Jak mogę wspominać o Radzie Adwokackiej, jak mogę wymagać od niego ciągłego kontaktu,że on w ogóle nie zwykł kontaktować się drogą e-mail’owąm ewentualnie spotkanie w biurze lub telefonicznie. Dodam,że to on jako pierwszy wysłał mi e-mail, bo kontaktowałam się z innym prawnikiem, który zasugerował mi swojego kolegę „specjalizującego się w tego typu sprawach” i podał mu mój e-mail, na który dostałam wiadomość z propozycją współpracy. Wszystko było drogą elektroniczną,bo nie mam możliwości przyjechać do biura, dodatkowo telefonicznie,ale przecież i telefony przestał odbierać. Uznał,że skoro mamy tak rozmawiać,to możemy rozwiązać współpracę, bo przecież on robi wszystko co do niego należy i WCALE NIE MUSI MI NA KAŻDEGO E-MIALA ODPISYWAĆ. A telefonów to też odbierać nie musi? Informować mnie o stanie rzeczy? Dlaczego muszę dzwonić po informacje do Sądu? Dlaczego nie od niego dowiedziałam się o możliwości wyznaczenia kuratora i wyroku zaocznym? Najłatwiej powiedzieć „musimy czekać” i zasłaniać się tym,że ma się po kilkadziesiąt spraw miesięcznie. A czy to moja wina,że Pan w pogoni za pieniędzmi nabrał za dużo spraw i teraz nie jest w stanie tego ogarnąć i cierpi na tym interes klienta, bo nie ma on czasu skupić się i z należytym zainteresowaniem zająć się sprawą? Spuścił z tonu jak oznajmiłam,że niedługo przyjadę do Polski i zaczął tłumaczyć się bardziej na spokojnie. Nie mniej jednak wciąż zastanawia mnie fakt czego klient ma prawo wymagać od pełnomocnika? Przecież ja go do współpracy nie zmusiłam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Adwokat, rozwód

 

„Nigdy Cię nie zdradziłem”

05 lut

Sprawa rozwodu powoli ruszyła do przodu. Po 5 miesiącach oczekiwań dopiero przyznano nam zabezpieczenie alimentacyjne na czas trwania sprawy. Od maja 2013r. razem z córką odeszłam od męża, od tej pory nie zapytał ani razu,czy dziecko ma wszystko,czy niczego jej nie brakuje. Nigdy nie przesłał dla niej żadnych pieniędzy, ani prezentu na urodziny czy święta. Po prostu nic. Stawiał jedynie wymagania i awanturował się kiedy nie godziłam się na jego warunki.
List z Sądu poszedł do jego rodziców, podobno go nie odebrali,bo nie mogli (sam prosił,żeby podać jego adres zameldowania w Polsce, nie podał swojego aktualnego miejsca pobytu – nie było więc innej możliwości jak uraczać listami z Sądu jego rodziców). Twierdzi,że nie listy nie odebrali,ale bardzo dobrze wiedział ile musi przelać i do kiedy, najwyraźniej wiedział także o rosnących odsetkach w razie spóźnienia się z wpłatą,bo 5 dni od listu pieniądze były na moim koncie.
Ale wróćmy do momentu,kiedy dowiedział się,że był list,że chodzi o alimenty. Oburzył się okrutnie, bo przecież dlaczego on na dziecko ma płacić?! Do tej pory nie płacił i było fajnie, znów mógł szaleć i pieniądze mogły topić mu się w rękach, a teraz wpadło nowe zobowiązanie i trzeba się tym martwić. Dodam jeszcze,że jak na Polskie realia, suma całkiem przyzwoita została nam przyznana. W międzyczasie zdążył powiadomić policję,że nie wie co dzieje się z dzieckiem, choć wygląda na to,że nikt się tym nie zajął,bo póki co odwiedzin policji jeszcze nie mieliśmy. Córka boi się policji, zawsze jak są w pobliżu ona bardzo się stresuje, więc jeśli przyjdą, zafunduje to stres córce, za co podziękuję mojemu ex, bo znów ani przez moment nie pomyślał o dziecku. Oczywiście mamy kontakt i wie,że dziecku nic złego się nie dzieje. Takiemu nie wytłumaczysz,że zemsta na mnie dotyka też córkę.

Wielce oburzony pisał mi różne głupoty, starał się wyprowadzić mnie z równowagi, prowokował do kłótni, a ja w takich momentach czuję się bezsilna i nie potrafię dotrzeć do niego, wyjaśnić,że postępuje głupio, idiotycznie wręcz i powinien sie zastanowić zanim coś napisze. Sięgnęłam więc po pomoc. W jego rodzinie mam jednego sprzymierzeńca, który w gruncie rzeczy zawsze był poniekąd wzorem do naśladowania dla mojego męża. Poprosiłam o wsparcie… O zwykłą rozmowę z moim ex, wytłumaczenie mu,że robi źle, że musi się z tym pogodzić, przestać walczyć,bo nic mu to nie da,bo tylko pogarsza sytuację. Wieczorem tego dnia dostałam informację od brata mojego ex,że z nim rozmawiał, wyjaśnił jak najlepiej potrafił,że rozwody się zdarzają i świat się na tym nie kończy, a teraz nie pozostaje nic jak sie po ludzku i z kulturą dogadać i wziąć na siebie odpowiedzialność za to co się zrobiło, zaakceptować skutki czynów i przejść przez to bez kłótni,bo ucierpi na tym nie tylko nasza dwójka,ale i córka. Nastęonego dnia rano dostałam wiadomość od ex,że chce się dogadać, że nie będzie już walczył ze mną.
Porozmawialiśmy, on próbował się dowiedzieć co go czeka na rozprawie, bał się odebrania praw, utrudnionych kontaktów. Miał kilka swoich pomysłów co do tego,ale kolidowały one z moimi. Próbował stawiać na swoim, a po chwili się opamiętywał i odpuszczał. Mam nadzieję,że jesteśmy na dobrej drodze do zakończenia szybko i sprawnie tego małżeństwa.

 

Zawsze mi powtarza,że nigdy mnie nie zdradził. Nie mam jednak powodów,żeby mu wierzyć. Nie docierało i do tej pory nie dociera do niego,że dla mnie zdrada to nie tylko fizyczność.
Zastanawiam się nad tym jeszcze bardziej po przeczytaniu wpisu na jednym z blogów (
http://dylematywrednejbaby.blog.pl/2014/01/18/zdradzil-czy-nie-zdradzil/
). Sama nie wiem co jest dla mnie gorsze. Czy fakt,że patrzył na inne, obce kobiety i w głowie wertował myśli jakby ją brał,gdyby mógł, czy fakt,że pod moją nieobecność spotykał się, niby po przyjacielsku ze swoją dawną miłością, rozmawiał z nią o swoich uczuciach- czego nie robił ze mną od dawna, że ponowienie znajomości z nią ożywiło dawne uczucia,że nastąpił moment kiedy czuł się przez nią odrzucony i jej mówił o tych uczuciach o tym,że go to smuci, nie myśląc w tym czasie o tym,że nasze małżeństwo sypało się coraz to bardziej i szło ku końcowi. I do tej pory boli mnie myśl o tym,bo żyję w przekonaniu,że nigdy mnie nie kochał. Byłam osobą dość zaborczą i długo starałam się o jego sympatię. Później tłumaczył mi,że bał się związku ze mną,bo wiedział,że „zakocha się po uszy i nic go przed tym nie obroni”. Kilka razy zostawiał mnie,bo ONA tego od niego wymagała,bo to było jej widzi-mi-się i odchodził. Młoda byłam,głupia, jak wrócił – dawałam kolejną i kolejną szansę. Po 6ciu latach razem nagle ona się pojawia, wracają jego uczucia. Co to znaczy? Prawda jest taka,że ona nigdy nie chciała z nim być, napatoczyłam się ja i zostałam taką „zapchaj-dziurą” w miejscu,gdzie został brak po niej. Takie pocieszenie, zastępstwo. A kiedy pojawiła się iskierka nadziei,żeby zdobyć -  w moment żona i córka przestały się liczyć. Nie ważne były wspólnie spędzona lata, nieważna była maleńka, cudowna istotka, która w moim mniemaniu – zrodziła się z miłości. Nic nie było ważne. I nawet jeśli prawdę mówi,że NIGDY z nią nie spał, nie zdradził, dla mnie to była gorsza zdrada od tych wcześniejszych, przelotnych fizyczności. Cały ten epizod z nią przekreślił wszystko,co było między nami. Wszystko wydało mi się kłamstwem, jakąś kpiną, zagraniem. Jego uczucia do innej kobiety były o wiele gorsze niż jednorazowy stosunek z obcą mu kobietą. Gyby wyszedł do baru i w tolalecie przeleciał obcą kobietę byłaby większa szansa na wybaczenie mu i pojednanie po tym, niż po uczuciach jakie wciąż żywił do swojej dawnej miłości, bo one tliły się nie od tego dnia, nie od tygodnia wcześniej, a od zawsze i nie było w tym wszystkim miejsca na miłość do mnie. Chyba sam sobie to uświadomił już wcześniej,bo od dawna już i tak na pytanie czy mnie kocha po prostu nie odpowiadał.

 

Rozwód.

10 wrz

No i stało się… Zadzwonił adwokat i przeczytał mi pozew rozwodowy, który sporządził… Przeczytał mi krótki opis mojego życia, naszego życia. Rozdrapał wszelkie zabliźnione rany! Przypomniał,że życie nam nie wyszło…
Stałam tak z telefonem przy uchu i słuchałam jak streszcze moje dawne życie małżeńskie. Jak z mocą napiera, wytyka krzywdy jakie wyrządził mój mąż. Jego głos jakby nadał tym wspomnieniom inny, bardziej dramatyczny wyraz. Nawet z tego wszystkiego nie pamiętam co dokładnie mówił, moja pamięć zgubiła kilka, może kilkanaście zdań, a on i tak mówił,że czyta w skrócie to co napisał. Głowa mnie boli, a myśli wirują. Moje małżeństwo teraz naprawdę się kończy.
Skupiam się dalej na tym,co Pan Mecenas ma mi do powiedzenia. I wtedy wpada mi w ucho „ograniczenie praw rodzicielskich pozwanemu” no i ukłucie… On się wścieknie. Niestety, tak musi być. Jakoś może by się dało to pogodzić,gdybyśmy mieszkali w tym samym mieście, choćby w tym samym kraju,ale niestety nie. Później mi mówi,że jest jedna Sędzina,co to domaga się ustalenia kontaktów. „Co Pani proponuje? Może np. pierwszy weekend w miesiącu?” , o zgrozo… że jak? „Nie, tak się nie da… Ja nie chcę go tutaj, córki on zabrać też nie może” , zaproponował więc pierwszy weekend miesiąca w obecności matki, co i tak uznał za niewykonalne „ale musimy coś napisać, bo ta Sędzina jest przekonana,że jest nakaz Sądu Najwyższego o konieczności ustalenia kontaktów”. I mówił,że na wniosek obydwojga rodziców można by zaniechać ustalania kontaktów,ale mój mąż na to nie pójdzie, nie mam szans na żadne układy czy porozumienia z mężem.
Mimo,iż nie chcę orzekać o winie, ten pozew brzmi jednoznacznie WINNY. I nie wspomniał,że teraz z kimś jestem, że żyję z innym mężczyzną. Skupiamy się na tym, co robił mąż, co doprowadziło do rozpadu małżeństwa, a nie na tym,co jest teraz.
Na koniec wspomina o obojętności ojca na dziecko o braku pomocy w utrzymaniu dziecka… Takie to zagmatwane wszystko i okropne. W tym pozwie zawarł wszystko,co doprowadziło nas do miejsca, w którym teraz jesteśmy.
Witaj, koszmarze. Otwiera się przede mną moje prywatne piekło na ziemii. Przetrwam to i mam nadzieję,że razem z Nowym Rokiem będę świętowała moje NOWE ŻYCIE.

 

„Mamo, chcę do tatusia!” oczami matki.

29 sie

Przeczytałam artykuł odnośnie matek oskarżających ex mężów bezpodstawnie o gwałty na dziecku, znęcanie się fizyczne,czy psychiczne. Sam tytuł ‚ Mamo,chcę do tatusia!” sprawił,że napłynęły mi łzy do oczu.
Czemu rozstanie rodziców w większości przypadków niesie tyle problemów, kłótni i cierpienia, przede wszystkim dla dziecka? Czemu często nie potrafimy się dogadać?

Z mężem zaczęło być źle mniej więcej pół roku po narodzinach córki. Do pół roku bardzo się starał,dużo mi pomagał i byłam bardzo szczęśliwa! Mam nadzieję,że i mąż był wówczas szczęśliwym człowiekiem.
Później niestety rodzina zaczęła go nudzić i szukał przygód. Zdradzał, wyrzucał nas z domu, mnie traktował źle. Zarzucał mi wszystko, każdy krok postawiony przeze mnie był zły! Wszystko… Szukał problemów, wymyślał. Ze swoimi urojonymi problemami lądował u matki i wyrzucał z siebie bóle,zapominając przy tym wspomnieć,że może odmówiłam sexu,bo spotyka się z inną? Ale zapomniał wspomnieć,że naczyń nie pozmywałam,bo prosto po pracy najpierw odebrałam córkę z przedszkola? Albo,że wściekła jestem dlatego,że dostał kolejną wiadomość od jakiejś kobiety? I wtedy na głowie miałam nie tylko niewiernego męża,ale i jego matkę. Kiedy podejrzewałam,że mogę być w ciąży bez ogródek zasugerował,że ‚nie czas na dziecko’ i padło z jego ust słowo ‚aborcja’ . Po jednym z wyjazdów służbowych uznał,iż już mnie nie kocha, a dziecko mam wziąć ze sobą,bo miejsce córki jest przy matce. Dwa tygodnie walki,żeby nasze małżeństwo się nie rozpadło. W końcu kolejne zdrady,kiedy to pod moją nieobecność przychodziła do niego nocą jego młodzieńcza miłość. Dość.
Wtedy też,jako iż chciałam z dzieckiem zamieszkać za granicą – teściowa schowała paszport córki. Poszłam do niej z dyktafonem, mając nadzieję,że przyzna się do posiadania paszportu i że z tym będę mogła pójść na policję w celu odebrania dokumentu dziecka od tej kobiety. Nie przyznała się. Później w telefonie męża znalazłam wiadomość od niej ” Powiedziałam jej,że to Ty schowałeś paszport,więc trzymaj się jednej wersji” . No tak, ojciec dziecka miał takie samo prawo do paszportu co i ja , więc ta WERSJA była o wiele lepsza.
W końcu odzyskałam paszport, wyjechałam za granicę z córką. Mąż już od dawna nas nie utrzymywał. Ze swojej pensji opłacałam mieszkanie, w którym mieszkaliśmy we trójkę, a z jego (o wiele większej niż moja) żyliśmy na poziomie dość niskim – mimo wysokich zarobków mi i córce nie należało się prawie nic, a jemu pieniądze rozpływały się w rękach. Później pracowałam za granicą, mąż miał dostęp do konta – kiedy chciał,to jechał i dobierał. Zrezygnował z wynajmu mieszkania pod moją nieobecność i sprzedał wszystkie sprzęty domowe, które kupiłam ja z wziętej wcześniej pożyczki! Nie był w stanie powiedzieć za jaką kwotę sprzedał to na co ja zapracowałam. Lodówka jakimś przypadkiem stanęła w kuchni teściowej. Moja lodówka!
Jestem z córką za granicą od maja. Jej ojciec także mieszka poza granicami Polski. Nie przesyła żadnych pieniędzy dla córki,’bo nie’ . Na początku miał z nią dobry kontakt za pośrednictwem internetu, ale zaczął ją buntować. Po rozmowach z ojcem córka była rozdrażniona, zdenerwowana, godzinami musiałam z nią rozmawiać, uspokajać. Kontakt się urwał,tak – ja nie chciałam kontaktu, ale po prostu dość miałam napadów agresji u córki po rozmowie z tatą. Nastawiał ją też negatywnie w stosunku do mojego partnera. Kontakt się w końcu odnowił – no tak, spróbujmy jeszcze raz, w końcu jest jej ojcem. I nagle TATUŚ zniknął na miesiąc… Zmienił numer, adres, zablokował mnie na portalu społecznościowym. Odciął się,gdyż przeszłość przeszkadzała mu w relacji z młodzieńczą miłością,z którą wcześniej mnie zdradzał. I nagle wrócił! I to jak! Zadzwonił (nie ze swojego telefonu) i mnie zwyzywał. Twierdził,że robię córce krzywdę i mam z tego satysfakcję. I mówię tutaj o krzywdzeniu fizycznym! I tu – jak widać, mężczyzna oskarża bezpodstawnie matkę. Po miesiącu od incydentu przeprosił uznając,że go wtedy poniosło. Kontakt wznowiliśmy. Szło nawet dobrze! Byłam zadowolona. Jego rozmowy z naszą córką były spokojne, nie reagował już agresywnie kiedy wspominała mu o zabawie z moim partnerem, wysłuchał, skomentował – zero problemów. Na kolejną szansę zgodziłam się za namową naszej wspólnej znajomej, która zadzwoniła do mnie mówiąc,że on bardzo cierpi,że pije,że sobie nie radzi. I nagle znów coś pękło! Stwierdził,że wciąż mnie kocha i to wyznanie mnie odstraszyło. Prosiłam już wcześniej,żeby swoje ‚uczucia’ zostawiał dla siebie. On wytrzymać nie może faktu,że jestem szczęśliwa. Mam u boku dobrego mężczyznę i jestem naprawdę szczęśliwą kobietą! Córka jest również szczęśliwa, choć na pewno tęskni za tatą. Miał szansę ją zobaczyć – nie skorzystał, zrobił z tego problem i na planach się skończyło.
Boję się jego kontaktu z córką. On jest i nagle znika, zawodzi. Obiecuje i nie dotrzymuje słowa. Kłamie, oszukuje i tylko warunki stawia! Nigdy przez myśl mi nie przyszło,żeby go oczerniać. Nigdy mnie nie uderzył i mówię o tym głośno! Choć szarpnął, odepchnął czy obraził słownie – nigdy nie uderzył. Dla córki był różny. Miał lepsze i gorsze dni. Raz był świetnym ojcem, a raz jak przełożony w wojsku wydawał rozkazy, a za nieposłuszeństwo wymyślał kary (to siedzenie w pokoju, to w łazience przy zgaszonym świetle), wrzeszczał na nią, przeklinał i bił. Nie miał wyczucia, uderzając taką kruszynkę z taką siłą… A maleńka była,kiedy zdarzało mu się uderzyć ją w głowę, już nie z taką siłą jak w tyłek,ale zdarzało się… I o tym nie mówię, nie chcę tego wyciągać w sądzie, nie chcę o tym mówić głośno! Bo choć kończyło się to naszą kłótnią , wrzaskiem, to wychodzi na to,że trwając 3,5 roku z tym mężczyzną – godziłam się na jego zachowania. Nie chcę też mówić o tym, rozdrapywać ran. Tym bardziej nigdy nie skłamię,że zrobił coś,czego tak naprawdę nie zrobił.
Tylko ten kontakt. Co jeśli staram się to ograniczyć tylko dlatego,że wiem,że on zawiedzie… Na czym ucierpi córka. Bo on w końcu znów zniknie na jakiś czas. Taki typ człowieka ‚pan życia’ , bo dużo zarabia i wolny jest,to może wszystko.
Naskakujemy na matki, już nie te co kłamią – a wszystkie rozwódki z dziećmi,bo dzieci zabrały. Ale jeśli naprawdę matka byłaby taka zła, a ojciec taki dobry,to znalazłby się sposób,żeby to ojcu przyznano opiekę,nie matce.
Uważajmy więc na słowa i nie wrzucajmy wszystkich ‚do jednego worka’ .

 


http://wiadomosci.onet.pl/prasa/mamo-chce-do-tatusia/nfmet