RSS
 

Notki z tagiem ‘małżeństwo’

Orzeczenie rozwodu na pierwszej rozprawie?

08 sie

Wojna została zakończona , a przynajmniej tak mi sie wydaje.

Do Sądu wybrałam sie z przyjaciółką. Potrzebowałam wsparcia, to akurat nie podlega dyskusjom – sama dotarlabym na miejsce zalana łzami i rozdygotana. Rozwód niósł ze sobą wiele dziwnych, czasami sprzecznych emocji. Cieszę sie, ze mialam obok kogoś, kto wierzył w powodzenie bardziej niż ja sama. Czekając na „spowiedź” z naszego wspólnego życia przed Sędzią poczułam uderzenie gorąca, kiedy zobaczyłam, ze nadchodzi przyczyna moich wszystkich problemów. Zerknął jedynie w nasza stronę z tym swoim cwanym uśmiechem. Zgodnie z prawdą szepnęłam do przyjaciółki, ze rozstanie mu służy, wyglądał o dziwo bardzo dobrze. Nieważne. W koncu zawołano nas do sali rozpraw. Sposob w jaki adwokat męża zaczęła przedstawiać ich stanowisko odrazu dał mi odrobinę przewagi. Na 2 tygodnie przed rozprawa Sedzina zwołała posiedzenie , spotkała sie z naszymi prawnikami i zasugerowała odpuszczenie orzekania o winie. Wtedy tez doszliśmy do porozumienia przez co termin rozprawy był bardzo szybki. Według tego co ustalono na posiedzeniu – mieliśmy szybko zamknąć sprawę, podtrzymać stanowiska przedstawione na posiedzeniu i szybciutko zakonczyc małżeństwo. Adwokat męża okazała sie waleczną kobieta. Nie zważając na poprzednie ustalenia zaczęła od tego, iż jednak podtrzymują wszystko co jest w ich odpowiedzi na pozew. Nim to powiedziała, mąż z cwana miną pokręcił do mnie głowa dając znak,ze jednak nie zamierza sie dogadać. Wtedy poleciały pierwsze łzy.

Sędzina nie kryła niezadowolenia, mogłabym powiedziec,ze była po prostu zła… Wspomniała o wymuszeniu szybkiego terminu i manipulacji. Nie tyczylo sie to mnie i mojego adwokata, my wywiazalismy sie z umowy. Poprawiliśmy pozew, odpuscilismy orzekanie o winie (w zanadrzu jednak mając ewentualne poprawki do pozwu i listę świadków – wlasnie na wypadek jesli ich odpowiedz na pozew zostanie podtrzymana). Oni zaś , najpierw godząc sie na to i owo, nagle wyskoczyli z orzekaniem o winie, żadnej próby dogadania sie, wszystko tak, jak napisali wczesniej. Po tym jak Sędzina wściekła dała do zrozumienia adwokatowi męża, ze nie tak miało byc- przeszła do pytania o paszport córki. Problem wynikł w trakcie pierwszej mowy adwokata męża. Mąż chciał, żebym podczas pobytu w Polsce (polecialam do Polski na 2 dni, na sam rozwód) wybrała sie z nim do Urzędu Wojewódzkiego w innym miescie niz mieszkamy i innym niz to, gdzie znajdował sie Sąd Okręgowy i wyrobiła z nim paszport dla córki. Ja oczywiście się z tym nie zgodziłam biorąc pod uwagę czas jakim dysponowałem, brak chęci spędzenia z nim czasu i …. Szczerze mówiąc… Prosiłam go o zgodę na paszport dla córki ponad rok, takiej zgody nie otrzymałam, wiec czemu mialam tracic teraz swój czas i nerwy,bo on tego chciał? Miał ponad rok,zeby wysłać mi zgodę, nie zrobił tego, a ja dłużej nie zamierzałam tańczyć jak mi zagra. Wyjaśniłam jak z mojej strony wyglada ta kwestia i nie została ona juz pozniej więcej poruszona. Ostatecznie Sędzina zarządziła przerwę i najzwyczajniej w świecie kazała nam sie dogadać. Dyskutowalismy kilka minut na korytarzu. Poruszaliśmy kwestie ograniczenia praw o czym mąż w ogóle nie chciał słuchać, ustalenia kontaktów (tu wściekałam sie kiedy adwokat męża nie dał dojść mu do słowa, tylko targowala sie ze mna jak jakas przekupa na targu o czas mojego dziecka!!) , wtedy tez jej profesjonalizm niemal mnie powalił, kiedy to położyła dłoń na klatce piersiowej mojego męża i zwracając sie do niego po imieniu powiedziała „ja bym sie zgodziła” (na ograniczenie praw). Wczesniej bowiem kwestia ograniczenia została poruszona. Mąż nie chciał ograniczonych praw, a dodatkowo życzył sobie, zeby podróż córki za granice wymagała jego pisemnej zgody. Sedzina uznała to za żart, skoro dziecko mieszka za granica i wiadomo,ze musi mieć możliwość swobodnego podrozwołania poza granice kraju, przy czym padło,ze maz chce miec cos do powiedzenia jesli np.zechce zabrac corke do stanow zjednoczonych, on chce miec możliwość po prostu sie na to nie zgodzić, nie chciał, żebym mogła bez jego zgody wyrabiać dziecku paszport/dowod, co tez uznała za niedorzeczne, bo jesli dziecko zechcialabym zabrać do stanów bez zgody ojca, miałabym na to 5 lat od wyrobienia jednego dokumentu do potrzeby wyrobienia nowego. Dodatkowo uznała tez, ze miedzy mna, a mężem jest duży konflikt przez co nie widzi mozliwosci powierzenia władzy rodzicielskiej obydwu z nas. Ograniczyła mu wiec prawa rodzicielskie do wspoldecydowania o kierunku kształcenia (do czego w praktyce nie dojdzie, córka chodzi juz do szkoły, a kiedy ją skończy , bedzie musiala sama wybrać co dalej). Kontakty zostały ściśle określone, alimenty o tej samej wysokości co zabezpieczenie na czas trwania sprawy , zwrot części kosztów sądowych dla mnie…

Nie pomogły mu próby wmówienia, ze odeszłam, bo poznałam kogoś innego, mój nowy związek nie miał żadnego wpływu na przebieg rozwodu. Na nic zdały sie kłamstwa, wszystkie próby zastraszania mnie… Wszystko poszło po mojej myśli. I dopiero kilka tygodni po rozprawie dopadły mnie wspomnienia tego dnia. Dopiero wtedy dotarło do mnie,ze poza jego panią adwokat były z nim jakieś inne dwie kobiety i dziecko w wieku 2,5 może 3ech lat(?) Nie przyjrzałam sie, nie mam pojęcia kto to był. Nawet na rozwód przyprowadził ze sobą stadko… Aaaaah, niezmiernie sie cieszę, ze mam to za sobą.

Dodatkowo mamy juz za sobą pierwsze wakacje, w które mógł zabrać córkę. Co prawda Sąd ustalił dla nich w tym roku dwa tygodnie , ostatecznie (jako,ze wstrzelil mi sie z data w sam środek mojego urlopu) były mąż zgodził sie na tydzien, po czym odwiózł córkę po 6 dniach, a po dwóch dzwonił i się skarżył – nie dawał sobie rady. To już nie ta sama, malutka , bezbronna 3 letnia dziewczynka, a niespełna 5 letnia , mądra i cwana panienka, ktora była przekonana, że z tata bedzie jej lepiej niz ze mna, ze on pozwoli na wszystko (sam coś wspominał,że pozwoli)… Pojechała więc z zamiarem opanowania świata i doszło miedzy nimi do starć, co ja mam z nią na codzień. Od jakiegoś czasu żyje w przekonaniu,ze jest juz dorosła i moze sama decydować o wszystkim co jej dotyczy. Ot zwykła 5 latka, ktora chce byc dorosła, co zaostrza fakt, ze w tym roku szkolnym bedzie najstarsza w grupie 1/2. Mała kombinatorka.

Rozwód na pierwszej rozprawie mając wspólne małoletnie dziecko? bez wątpienia TAK , ale…. Nie wszystkim moze pójść tak gładko. Zależy od Sędziego i upartosci malzonkow.

 

Zamiana nazwiska po rozwodzie okazała sie latwiejsza niz myślałam. Odebrałam uprawomocnienie wyroku i poszłam do Urzędu Stanu Cywilnego. Ogólnie rzecz biorąc – kierownik urzędu powinien miec juz w systemie kwestie rozwodu. Niestety nie dostali jeszcze uprawomocnionego wyroku, ale wystarczył mój. Co prawda musiałam go tam zostawić, ale moge go odebrac jak tylko dojdzie do nich informacja o orzeczeniu rozwodu. Napisałam wniosek o powrót do nazwiska noszonego przed zawarciem związku małżeńskiego . Uiściłam oplate skarbowa w wysokości 11 złotych i od ręki dostałam akt małżeństwa z adnotacja o rozwodzie i powrocie do nazwiska panieńskiego. Z tym aktem złożyłam wniosek o nowy dowód osobisty. Z pewnego punktu widzenia wyglada to jak ogromny krok wstecz, powrót do przeszłości, do tego co juz było , ale w rzeczywistości był to niezły trucht w przyszłość . Przebyłam ogromny dystans od dnia kiedy doszlam do wniosku,ze to małżeństwo nie ma juz cienia szans do dzis, kiedy leżę w łóżku obok wspaniałego mezczyzny, a za ściana śpi moja cudowna córeczka ,a ja ze spokojem i uśmiechem pisze tutaj o tym jak zamknęłam jeden rozdzial życia, by moc rozpoczac nowy, oby tym razem lepszy.

 

Mąż… na papierze.

03 wrz

Odbyłam wczoraj niespełna 30-minutową rozmowę z byłym mężem pod nieobecność córki,co by nie dopuścić do tego,żeby słyszała o czym rozmawiamy.
Przeprosił co prawda za niedzielną rozmowę, wypierając się jednak iż nazwał mnie GŁUPIĄ. „Nie powiedziałej TEJ GŁUPIEJ, powiedziałem GŁUPOLOWI”. Jak dla mnie różnicy nie ma, głupia to głupia niezależnie od tego,którego z dwóch podanych słów użyjesz. Interesowało go bardzo,czy zamierzam orzec o jego winie. Nie, nie zamierzam. Nie chce mi się w to bawić, nic mi po tym, a do tego cena pełnomocnika pewnie podwoiła by się,albo potroiła nawet  ! A na to więcej pieniędzy wydawać nie chcę, nie opłaca mi się. Poza tym nie chcę słuchać wymyślonych przez męża historii o tym,iż wina leży po mojej stronie,bo ja kogoś w Holandii znalazłam. Zapomina dodać,iż wtedy już twierdził,że nic do mnie nie czuje, nie chciał być ze mną, proponował rozwód, a w najgorszym przypadku – otwraty związek, że już nie mieszkaliśmy razem,bo oddał wszystko czego się dorobiliśmy i że to było już po tym,kiedy z jego ust usłyszałam słowo aborcja.
Czego on więc wymagał ode mnie? Był moim mężem, to fakt, nadal jest… NA PAPIERZE! A nijak ma się to do rzeczywistości, do życia razem. Na papierze to może i jest moim mężem,ale życiowo to jest niestety jednym z moich wrogów , jedynym z najpodlejszych osób jakie przeplatały się przez moje życie.
„Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię i nazwisko pani młodej / pana młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.”
Nie było ani zgodne, ani szcześliwe i jak się okazało – trwałe też nie było. Jedyne co pozostało trwałe,to akt małżeństwa, kartka urzędowego papieru,mówiąca o tym,iż z panny staję się mężatką i przyjmuję jego nazwisko.
Podstawową zasadą małżeństwa jest równość praw i obowiązków. Może i by tak było, bo mój ex, młody człowiek – nadawał się może do „wychowania” , do wypracowania jakiegoś kompromisu, „systemu”, ale… Przecież jest jeszcze jego matka, która miała już swój „system” i wmówiła synkowi,że TAK W DOMU POWINNO BYĆ. A jak? No więc, kobieta – mimo,iż pracuje, ma po pracy ugotować, posprzątać, zająć się domem i dzieckiem – niezależnie od tego,czy chora, zmęczona, czy pracuje ciężej od męża czy nie. Mąż początkowo nie brał tego do siebie, czasem coś ugotował,pomógł posprzątać,czy wykąpał córkę, ale co doszło to do KOCHANEJ mamusi, to zaraz dostawał rempremendę,że tak być nie powinno,że co za żona, skoro ON GOTUJE. Ugotował może 5 razy podczas naszego wspólnego życia. A ugotował,bo sam chciał. Niejednokrotnie pytał ją jak coś przyrządzić, wiadomo – smaku się uczymy, smak wynosimy z domu. Chciał więc przpisy od matki,żeby żona mogła mu ugotować. Raz zapytał o jedno z dań, a ta zerknęła na mnie „A czego to Ty wiecznie pytasz? Żona Ci powinna gotować”. No błagam! Jakby conajmniej nie po to pytał,żebym ja ugotowała.
No więc, początkowo było i sprawiedliwie i dobrze, on zajmował się jednym pokojem (jeśli o sprzątanie chodzi), a ja kuchnią, łazienką, przedpokojem, ubikacją i pokojem córki. Sprawiedliwie,co? Ale lepsze coś niż nic. Później jednak i ten jeden pokój zaczął mu ciążyć okrutnie i zaczęły się wyrzuty nie z tej ziemii ! Bo „TY NIC NIE ROBISZ”.
Później były jego wyjazdy, byłam sama z córką i wszystkimi obowiązkami, a jeszcze i jedyne auto jakie mieliśmy, któro na pewno się przydawało,bo córki przedszkole było w odmiennym końcu miasta niż moja praca – starał się zabierać, skazując nas zimą na komunikację miejską, a jeszcze jego matka twierdziła,iże auto mi niepotrzebne,przecież są autobusy i zawsze mogę kogoś poprosić o pomoc. No tak , ja wiecznie z dzieckiem na łasce innych, a on pan  i władca. Dodam,że on jako jedyny zawsze jeździł autem na wyjazdy służbowe, inni wybierali pociąg, autobus. Czasem sobie jakiegoś kolegę zabierał – dla rozrywki.
Z czasem naprawdę miałam dość. Był sknerą okrutnym. Z moich pieniędzy płaciliśmy za mieszkanie i rachunki, a z jego mieliśmy żyć. Niestety moje potrzeby i potrzeby dziecka zawsze były nieważne, dosłownie NIC kupić nie mogłam bez konsultacji z nim. Poczynając od ubrań , a na głupim tuszu do rzęs kończąc. Jako kobiecie nie należało mi się nic. Nie byłam tego warta. Więc ani równość praw,ani obowiązków.
A gdzie wierność? Uczciwość? Zaspokajanie potrzeb rodziny? Wpólne rozstrzyganie o sprawach ważny dla rodziny? Każdą decyzję podejmował sam, ja byłam stawiana „przed faktem dokonanym”, nie miałam prawa głosu, nie mogłam mieć swojego zdania. Byłam nikim. Liczył się on i jego matka. Jej zdanie było priorytetem, moje było niczym.
Nigdy nikomu nie mówiłam o tym jak było naprawdę… To niby były błahostki,ale z czasem czułam sie ubezwłasnowolnionia. Nie miałam prawa wziąć kluczy do auta i pojechać gdzieś,jeśli on mi na to nie pozwolił. A pozwalał bardzo rzadko ! Nie mogłam nawet wykąpać się dopóki córka nie zasnęła – musiałam czekać,aż zmoży ją sen. Jeśli wbrew jego zakazon zamykałam się w łazience – on zezwalał na to,żeby dziecko stukało i kopało mi w drzwi, krzyczało,że chce wejść, a on zamykał się w pokoju i grał w swoje idiotyczne gry komputerowe, nie interesując się własnym dzieckiem ! Nie mogłam nigdzie wyjść – poza pracą lub spacerem z dzieckiem. Jeśli chciałam wyjść sama – spotykałam się z dezaprobatą. A każdorazowa próba wyjścia kończyła się jego słowami „To ja wyjdę, a Ty zaproś znajomych do domu”. I ostatecznie to ja zostawałam w domu z dzieckiem, pozbawiona możliwości wyjścia, oderwania się choć na chwilę. I jeszcze kwestia,że coś chciałam, coś było mi potrzebne, coś mi się spodobało. Jestem kobietą, taką samą jak inne kobiety. Też mam potrzeby, też lubię zakupy, nowe rzeczy. Jeśli czegoś chciałam, nawet jeśli chodziło o jakiś drobiazg z okazji walentynek,czy rocznicy, było to możliwe do osiągnięcia tylko jedną drogą. O tym też wcześniej nie myslałam, nie zastanawiałam się nad tym – przecież był moim mężem! Teraz już wiem,czemu przestałam lubić sex… Jeśli własnemu małżonkowi musisz w ten sposób odpłacać za każdy drobiazg, za każdą zgodę na cokolwiek, za choćby głupia farbę do włosów to przestajesz traktować sex jak coś dobrego, traktujesz to jako zapłatę, przemiotowo. Bezsens zupełny wkradł mi się do życia. A zrozumiałam to,dopiero jak od tego uciekłam.

Już od dawna jest tylko MĘŻEM NA PAPIERZE.

 

…by wyrzucić to z siebie.

15 sie

Kolejne podejście do prowadzenia bloga. Chyba przez kolejny gorszy dzień. Po co mi ten blog?

Moje życie ostatnio uległo wielkiej zmianie. Z przerażeniem jednak stwierdzam,że nie do końca sobie z tym wszystkim radzę, a już na pewno nie tak dobrze jak mi się wydawało. Rozstanie zawsze daje w kość. A co jeśli mowa o małżeństwie? Co jeśli trzeba podjąć decyzję o rozwodzie? I co jeśli mimo,iż miało się męża idiotę – czuje się żal, troszczy się o niego. I nie chciałam do tej pory przyznać się przed samą sobą,że jest ciężko, że sobie nie radzę, że jest mi tego podłego mężczyzny w dalszym ciągu żal. I myślę o tym co mieliśmy, a co straciliśmy. I zastanawiam się jak potoczyłoby się nasze życie,gdybym podjęła kilka innych decyzji w przeszłości. A najważniejsze pytanie – czy naprawdę tak musiało się stać? Gdzie został popełniony błąd?

Cieszę się tym co mam. Mam spokojne życie, wspaniałego mężczyznę, ale niestety mam też przeszłość,która nie chce ode mnie odejść. Chowa się gdzieś w kącie, a kiedy jestem wystarczająco słaba – wypełza, wypełnia mnie i przypomina,że dobre życie teraz to nie wszystko,bo przecież miałam już swoje ułożone życie. Patrzyłam na nie kiedy pękało,kleiłam każde pęknięcie,aż w końcu zabrakło siły, zabrakło drugiej osoby ogarniającej część pęknięć i pozwoliłam mojemu życiu by się rozpadło… I wszystko szlag trafił. Może nie byłam wystarczająco dobra? Obym teraz była! Nie pozwolę nigdy,by moje życie znów się złamało. Nie chcę znów zawisnąć w próżni i czekać biernie,bo ‚ być może coś się zmieni, coś się samo zrobi, naprawi’. Tylko w dni takie jak dziś widzę jak jestem słaba, jak dużo rolę odgrywa w moim życiu przeszłość. Naprawdę myślałam,że sobie z tym poradziłam. Odnoszę jednak wrażenie,że nie do końca jest to rozdział zamknięty.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii malzenstwo, rozstanie, uczucia