RSS
 

Koniec nadchodzi wielkimi krokami.

08 cze

Udało mi się w końcu poznać długo oczekiwaną datę naszej rozprawy rozwodowej. Informację dostałam na dwa tygodnie przed rozprawą i teraz odliczamy dni. W międzyczasie małżonek wraz z mecenasem złożył w Sądzie odpowiedź na mój pozew. Po przeczytaniu 8 stronnicowych „wypocin” męża i jego adwokata długo nie mogłam wyjść z szoku. Mąż pięknie poprzekręcał fakty, wyparł się kilku wyskoków i powołał na silną więź z córką jaka rzekomo miała miejsce 3 lata temu. Zapomniał jednak o tym,że przez ostatnie 3 lata wiele się zmieniło. Ostatecznie poszedł jednak po rozum do głowy, albo miał też chwilę niepoczytalności,bo odpuścił sobie wojnę i znaleźliśmy (a przynajmniej tak mi się wydaje) kompromis. Prawda jest taka,że mój prawie były mąż mógł brać to,co mu się oferuje, albo z własnej głupoty znów stracić wszystko. Póki co pozostaje mi wierzyć,że podczas rozprawy nie będzie żadnych niespodzianek. Mąż odstąpił od orzekania o mojej winie, nie chce też zabrać już córki, ale np. chce płacić mniej.
Sama myśl o rozprawie przywołuje ból głowy. Nie tego oczekiwałam po naszym małżeństwie godząc się wyjść za niego. Nie spodziewałam się,że przyjdzie nam spotkać się w sądzie i tłumaczyć z naszego nieudanego pożycia małżeńskiego. W złych momentach myślałam,że „po burzy zawsze świeci słońce”, ale jak się okazało – myliłam się.

Ta moja porażka nauczyła mnie jednak wiele, doprowadziła mnie tutaj,gdzie teraz jestem. Dzięki temu jestem teraz szczęśliwa i potrafię to szczęście doceniać. Sądzę,że nic nie dzieje się bez przyczyny i oczywiście – po tej burzy zaświeciło słońce ! Już nie dla nas razem,ale dla każdego z osobna i tak jest lepiej dla naszej trójki. Mam tylko nadzieję,że z czasem znajdziemy z mężem sposób na swobodne porozumiewanie się bez wylewania żalu przy każdej rozmowie. Oby po wyjściu z sali sądowej napięcie minęło i obyśmy mogli podać sobie ręce w geście pojednania i rozejść się każdy w swoją stronę i nigdy,ale to nigdy więcej,żeby żadne z nas nie zakłóciło spokoju i szczęścia drugiego.

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii malzenstwo, rozstanie, rozwód

 

…by nie było zbyt miło.

31 mar

Niestety wojna między mną, a byłym wciąż trwa. Bitwa za bitwą, które raz udaje mi się wygrać, a czasem niestety daję się sprowokować,bo każdy ma przecież jakieś granice wytrzymałości.
Chwilę to nawet jakos się układało, całkiem łatwo było się dogadać, a przynajmniej tak się wydawało. Oczywiście wtedy powtórka z rozrywki – starał się wykorzystać to,że byłam miła,że próbowałam pójść na kompromis – znów zaczął stawiać wymagania i kwestia dogadania się znów się oddaliła.

Zgoda na dowód, którą przesłał przeleżała swoje w Ambasadzie. Udało mi się natomiast uzyskać paszport tymaczasowy,więc wykorzystując miesiąc „wolności” córki – wybraliśmy się do Polski. Każdy potrzebuje odetchnąć, a mi było to już naprawdę potrzebne. Tak też wybraliśmy się do Polski. Odwiedziliśmy rodzinę, moich przyjaciół – baterie naładowane, może nie na kolejny rok, ale na kolejne kilka miesięcy na pewno. Urlop „od życia” byłby nawet udany,gdyby nie kilka niespodzianek.  Niestety w połowie pobytu natknęłam się na moją byłą teściową. Sam fakt,że nie odpuściła i zaczepiła mnie w autobusie uznałam za szczyt, ale nie… przy tym co wydarzyło się później – incydent w autobusie okazał się niczym. Po natknięciu się na mnie w autobusie odrazu wykonała telefon do mojego szwagra licząc na to,że on udzieli jej kilka informacji, a przede wszystkim,że powie jej,czy jest ze mną córka. Rok czasu zero kontaktu, nie wiedzieli czy żyjemy, nic ich nie interesowało, a wtedy nagle wielkie poruszenie i wydzwanianie. Nagle zaczął dzwonić telefon mojej mamy, zobaczyłam numer i wiedziałam kto dzwoni. Za drugim razem odebrałam. Oczywiście pytanie,czy jest ze mną córka, prze miły ton, użyła nawet zdrobnienia mojego imienia! Zapytałam ją jak myśli, skoro córka nie ma paszportu,bo ojciec nie wyraził zgody. Zaatakowała mnie więc z kim zostawiłam dziecko. Przypomniałam jej,że to już nie jej problem i się rozłączyłam. BABCIA , która przez rok nie wiedziała czy dziecko żyje,bo się nie interesowała. Myślałam,że dadzą mi spokój, a już na pewno byłam przekonana,że się nie zjawią myśląc,że córki ze mną nie ma. Ale ten typ człowieka tak szybko nie odpuszcza. Niedługo później na telefon mojej mamy zadzwoniła jakaś kobieta, chciała rozmawiać ze mną. Przedstawiła mi się, powiedziała,że pracuje w policji i… że zgłoszono zaginięcie dziecka ! Po krótkiej wymianie zdań pani policjantka wiedziała już,że jest to pomówenie, ale kiedy zapytała,czy jest ze mną córka, nie udzieliłam odpowiedzi. A skąd mogłam wiedzieć,że rozmawiam z pracownikiem policji, a nie kolejną „nawiedzoną” koleżanką ex-teściowej? Zaprosiłam więc panią do nas. Przyjechały we dwie. Pokazałam im Maję, porozmawiałam, wyjaśniłam i skończyło się na notatce,że dziecko jest całe i zdrowe z mamą. Dodatkowo pani poinformowała mnie,że muszą zadzwonić i powiedzieć,że dziecko jest tutaj całe i zdrowe, jednak jakby przyjechali,mogę nie otwierać drzwi, a jeśli by się dobijali to mogę dzwonić po interwencję policji. Pani mnie zrozumiały i nie robiły żadnych problemów, a mój prawnik uznał to,za bezpodstawne pomówienie.
Gdyby tego było mało 2 dni później zjawił się tatuś idealny i podczas godzinnego spotkania z córką zdążył ją nabuntować przeciwko mnie. I takie ot wakacje…
Gdyby tego było mało – w jego mniemaniu paszport został wydany bezprawnie. Wściekł się. No tak, wygodniej było jak dziecko utknęło za granicą i nie mogło się nigdzie ruszyć, to mu pasuje.
Żałuję,że kiedykolwiek spotkałam tego człowieka. Udowodnili tylko jak beznadziejni i bezczelni potrafią być, byle tylko zrobić na złość.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pełnomocnik – czego możemy wymagać od adwokata ?

25 lut

Jak wiemy, a jeśli nie wiemy to na pewno się domyślamy,że pełnomocnik to spory koszt. Koszta sądowe plus usługa adwokata sporo kosztuje i taka jest prawda. Czego więc za te pieniądze możemy wymagać??

Mój konatkt z adwokatem był świetny, choć „e-mail’owy”. Zanim przelałam pieniądze odpowiadał on na każde zadane pytanie. Później kontakt troszkę się zmienił. Trudno było o jakieś informacje, a wszystko co mogłam usłyszeć to „musimy czekać”. Z początkiem, przed podpisaniem umowy o pełnomocnictwie powiedziałam czego oczekuję. Najbardziej zależało mi na czasie. Miało być możliwie szybko,dlatego poproszono mnie o wpłatę,żeby móc zacząć działać. Nie bawiłam się w połowę ‚przed’ i połowę ‚po’. Zaufałam. Wtedy po tygodniu,czy dwóch od przelania podanej kwoty musiałam prosić o konatkt,by w ogóle dowiedzieć się,czy przelew doszedł na wskazane konto. Po kilku próbach kontaktu dowiedziałam się,że tak – pieniądze są. Niedługo później został złożony pozew (na jakieś 2-3 tygodnie od przelewu). Początkiem września 2013 roku. Od tego momentu wszystko co robiliśmy to CZEKALIŚMY. Nagle na przełomie listopada/grudnia przyszło pismo o uzupełnienie danych w pozwie. No pięknie… Zostało to sprostowane i tak po pięciu miesiącach od złożenia pozwu doczekałam się zabezpieczenia alimentacyjnego. Ale co z rozprawą?! Okazuje się,że listy sądowe w Polsce znikają. Jakieś zmiany z doręczycielami i punktami odbioru w przypadku awizo. Na miesiąc po przesłaniu pism do mojego ex, nikt nie jest w stanie powiedzieć,czy pisma zostały odebrane,czy nie. Nie wiedzą więc (jak to zostało ujęte) czy adres jest adresem „skutecznym”. Miesiąc czasu próbowałam skontaktować się z adwokatem w celu poznania jakichkolwiek informacji, czemu sprawa stoi,czemu nie odpisuje na e-mail’e ,może coś się stało, może ma wakacje, o których nie wiem (?) Dzwoniłam,ale telefon nie został odebrany. Zadzwoniłam więc bezpośrednio do Sądu. Dowiedziałam się jak wygląda sprawa, kiedy ostatni raz było jakieś ‚działanie’ pełnomocnika i przy okazji w międzyczasie usłyszałam,że wiele ludzi skarży się na adwokatów, bo zamiast coś robić – CZEKAJĄ. I na 90% z nich motywująco działa wspomnienie o Radzie Adwokackiej, bo biorą pieniądze, a później ani telefonu nie odbiorą,ani nie odpiszą.
Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się, wysłalam e-mail. Tym razem oburzona. Bo przecież ileż można się prosić o kontakt?! Nawet jeśli nie ma nowych informacji w sprawie,to chciałabym to usłyszeć od niego. Ja wiem,że najłatwiej nie odbierać i udawać,że nic się nie dzieje. Tylko,że dla mnie dzieje się wiele, bo dla mnie rozwód jest bardzo ważny, poza tym brak dokumentu córki od maja ubiegłego roku przypomina mi bz przerwy,że sprawa jest nie załatwiona, a tymczasem Pan uznał,że najlepiej nie odbierać i nie odpisywać. Napisałam więc,że zapłaciłam za to niemałe pieniądze, a teraz muszę prosić się o kontakt, a jedyne co mogę usłyszeć,to że musimy czekać. I wtedy oddzwonił. Tym razem on był oburzony. Jak mogę wspominać o Radzie Adwokackiej, jak mogę wymagać od niego ciągłego kontaktu,że on w ogóle nie zwykł kontaktować się drogą e-mail’owąm ewentualnie spotkanie w biurze lub telefonicznie. Dodam,że to on jako pierwszy wysłał mi e-mail, bo kontaktowałam się z innym prawnikiem, który zasugerował mi swojego kolegę „specjalizującego się w tego typu sprawach” i podał mu mój e-mail, na który dostałam wiadomość z propozycją współpracy. Wszystko było drogą elektroniczną,bo nie mam możliwości przyjechać do biura, dodatkowo telefonicznie,ale przecież i telefony przestał odbierać. Uznał,że skoro mamy tak rozmawiać,to możemy rozwiązać współpracę, bo przecież on robi wszystko co do niego należy i WCALE NIE MUSI MI NA KAŻDEGO E-MIALA ODPISYWAĆ. A telefonów to też odbierać nie musi? Informować mnie o stanie rzeczy? Dlaczego muszę dzwonić po informacje do Sądu? Dlaczego nie od niego dowiedziałam się o możliwości wyznaczenia kuratora i wyroku zaocznym? Najłatwiej powiedzieć „musimy czekać” i zasłaniać się tym,że ma się po kilkadziesiąt spraw miesięcznie. A czy to moja wina,że Pan w pogoni za pieniędzmi nabrał za dużo spraw i teraz nie jest w stanie tego ogarnąć i cierpi na tym interes klienta, bo nie ma on czasu skupić się i z należytym zainteresowaniem zająć się sprawą? Spuścił z tonu jak oznajmiłam,że niedługo przyjadę do Polski i zaczął tłumaczyć się bardziej na spokojnie. Nie mniej jednak wciąż zastanawia mnie fakt czego klient ma prawo wymagać od pełnomocnika? Przecież ja go do współpracy nie zmusiłam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Adwokat, rozwód

 

„A kiedy będziesz moją żoną…” Wspomnienia.

10 lut

Wracam dziś myslą do drugiej klasy technikum. Nie pamiętam już okazji wydarzenia,ale w Miejskim Ośrodku Kultury odbywał się występ, w którym chcąc-nie-chcąc brał udział mój (wtedy) chłopak. Był przewodniczącym szkoły,co niestety skutkowało różnymi takimi uroczystościami. Niestety? Hmmm… A może to nawet dobrze? Jest co wspominać.
Oczywiście jako fanka własnego chłopaka zerwałam się z lekcji,żeby być na jego występie. Miał mówić wiersz – tyle wiedziałam. Poszłam z koleżanką,bo przecież „sama ? I tak między ludźmi z innej szkoły?” Wychwycił mnie mój chłopak i usadził niedaleko kobiety, która w niedalekiej przyłości bardzo nam pomogła. Występ sam w sobie był zabawny, żałuję,że nie pamiętam czego dokładnie dotyczył. Pamiętam chłopaków tańczących kankana w zwiewnych sukniach i te ich twarze pokryte makijażem. Nagle na scenę wyszedł on. Z bukietem róż. I zaczął mówić swój wiersz :
A kiedy będziesz moją żoną…
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.

Rozdzwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady,
i róże śliczne i powoje
całować będą włosy twoje.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród żółtych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.

Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą,
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.

Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy
kiedy drzwi miłość nam otworzy.

Po czym strumień światła powędrował do mnie, a on z radosnym uśmiechem podszedł do mnie z bukietem róż, wyznał miłość, pocałował, wręczył kwiaty a mi łzy ciekły i nie wiedziałam jak się zachować. Szum na sali, brawa. I podobno sam wpadł na ten pomysł ! Romantyk,co? Kto by pomyślał,że później tak wszystko się pozmienia, skomplikuje i że  z tego „uczucia” nie zostanie nic, że przerodzi się to w przyzwyczajenie.
Wspominam to wydarzenie bardzo miło i ciepło się robi jak zamykam oczy i widzę to jakby zdarzyło się wczoraj, a nie kilka dobrych lat wstecz. Nie spodziewałam się ani wtedy, ani nawet na rok czy dwa po ślubie,że tak to się wszystko pogmatwa i że będzie tak,jak było. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział „eeeej, słuchaj… wy to i tak się rozwiedziecie, a Ty zwiążesz się z obcokrajowcem” to bym chyba wyśmiała, gdybym jakimś cudem trafiła do wróżki i by mi to powiedziała,to z miejsca zażądałabym zwrotu pieniędzy. Naprawdę. Jakie życie płata nam figle ! Nie ma nic na świecie,co by było „NA PEWNO„. Na pewno, moi drodzy, to jest śmierć, która dopadnie nas wszystkich. Poza śmiercią nie ma nic pewnego.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii uczucia, Związek

 

„Nigdy Cię nie zdradziłem”

05 lut

Sprawa rozwodu powoli ruszyła do przodu. Po 5 miesiącach oczekiwań dopiero przyznano nam zabezpieczenie alimentacyjne na czas trwania sprawy. Od maja 2013r. razem z córką odeszłam od męża, od tej pory nie zapytał ani razu,czy dziecko ma wszystko,czy niczego jej nie brakuje. Nigdy nie przesłał dla niej żadnych pieniędzy, ani prezentu na urodziny czy święta. Po prostu nic. Stawiał jedynie wymagania i awanturował się kiedy nie godziłam się na jego warunki.
List z Sądu poszedł do jego rodziców, podobno go nie odebrali,bo nie mogli (sam prosił,żeby podać jego adres zameldowania w Polsce, nie podał swojego aktualnego miejsca pobytu – nie było więc innej możliwości jak uraczać listami z Sądu jego rodziców). Twierdzi,że nie listy nie odebrali,ale bardzo dobrze wiedział ile musi przelać i do kiedy, najwyraźniej wiedział także o rosnących odsetkach w razie spóźnienia się z wpłatą,bo 5 dni od listu pieniądze były na moim koncie.
Ale wróćmy do momentu,kiedy dowiedział się,że był list,że chodzi o alimenty. Oburzył się okrutnie, bo przecież dlaczego on na dziecko ma płacić?! Do tej pory nie płacił i było fajnie, znów mógł szaleć i pieniądze mogły topić mu się w rękach, a teraz wpadło nowe zobowiązanie i trzeba się tym martwić. Dodam jeszcze,że jak na Polskie realia, suma całkiem przyzwoita została nam przyznana. W międzyczasie zdążył powiadomić policję,że nie wie co dzieje się z dzieckiem, choć wygląda na to,że nikt się tym nie zajął,bo póki co odwiedzin policji jeszcze nie mieliśmy. Córka boi się policji, zawsze jak są w pobliżu ona bardzo się stresuje, więc jeśli przyjdą, zafunduje to stres córce, za co podziękuję mojemu ex, bo znów ani przez moment nie pomyślał o dziecku. Oczywiście mamy kontakt i wie,że dziecku nic złego się nie dzieje. Takiemu nie wytłumaczysz,że zemsta na mnie dotyka też córkę.

Wielce oburzony pisał mi różne głupoty, starał się wyprowadzić mnie z równowagi, prowokował do kłótni, a ja w takich momentach czuję się bezsilna i nie potrafię dotrzeć do niego, wyjaśnić,że postępuje głupio, idiotycznie wręcz i powinien sie zastanowić zanim coś napisze. Sięgnęłam więc po pomoc. W jego rodzinie mam jednego sprzymierzeńca, który w gruncie rzeczy zawsze był poniekąd wzorem do naśladowania dla mojego męża. Poprosiłam o wsparcie… O zwykłą rozmowę z moim ex, wytłumaczenie mu,że robi źle, że musi się z tym pogodzić, przestać walczyć,bo nic mu to nie da,bo tylko pogarsza sytuację. Wieczorem tego dnia dostałam informację od brata mojego ex,że z nim rozmawiał, wyjaśnił jak najlepiej potrafił,że rozwody się zdarzają i świat się na tym nie kończy, a teraz nie pozostaje nic jak sie po ludzku i z kulturą dogadać i wziąć na siebie odpowiedzialność za to co się zrobiło, zaakceptować skutki czynów i przejść przez to bez kłótni,bo ucierpi na tym nie tylko nasza dwójka,ale i córka. Nastęonego dnia rano dostałam wiadomość od ex,że chce się dogadać, że nie będzie już walczył ze mną.
Porozmawialiśmy, on próbował się dowiedzieć co go czeka na rozprawie, bał się odebrania praw, utrudnionych kontaktów. Miał kilka swoich pomysłów co do tego,ale kolidowały one z moimi. Próbował stawiać na swoim, a po chwili się opamiętywał i odpuszczał. Mam nadzieję,że jesteśmy na dobrej drodze do zakończenia szybko i sprawnie tego małżeństwa.

 

Zawsze mi powtarza,że nigdy mnie nie zdradził. Nie mam jednak powodów,żeby mu wierzyć. Nie docierało i do tej pory nie dociera do niego,że dla mnie zdrada to nie tylko fizyczność.
Zastanawiam się nad tym jeszcze bardziej po przeczytaniu wpisu na jednym z blogów (
http://dylematywrednejbaby.blog.pl/2014/01/18/zdradzil-czy-nie-zdradzil/
). Sama nie wiem co jest dla mnie gorsze. Czy fakt,że patrzył na inne, obce kobiety i w głowie wertował myśli jakby ją brał,gdyby mógł, czy fakt,że pod moją nieobecność spotykał się, niby po przyjacielsku ze swoją dawną miłością, rozmawiał z nią o swoich uczuciach- czego nie robił ze mną od dawna, że ponowienie znajomości z nią ożywiło dawne uczucia,że nastąpił moment kiedy czuł się przez nią odrzucony i jej mówił o tych uczuciach o tym,że go to smuci, nie myśląc w tym czasie o tym,że nasze małżeństwo sypało się coraz to bardziej i szło ku końcowi. I do tej pory boli mnie myśl o tym,bo żyję w przekonaniu,że nigdy mnie nie kochał. Byłam osobą dość zaborczą i długo starałam się o jego sympatię. Później tłumaczył mi,że bał się związku ze mną,bo wiedział,że „zakocha się po uszy i nic go przed tym nie obroni”. Kilka razy zostawiał mnie,bo ONA tego od niego wymagała,bo to było jej widzi-mi-się i odchodził. Młoda byłam,głupia, jak wrócił – dawałam kolejną i kolejną szansę. Po 6ciu latach razem nagle ona się pojawia, wracają jego uczucia. Co to znaczy? Prawda jest taka,że ona nigdy nie chciała z nim być, napatoczyłam się ja i zostałam taką „zapchaj-dziurą” w miejscu,gdzie został brak po niej. Takie pocieszenie, zastępstwo. A kiedy pojawiła się iskierka nadziei,żeby zdobyć -  w moment żona i córka przestały się liczyć. Nie ważne były wspólnie spędzona lata, nieważna była maleńka, cudowna istotka, która w moim mniemaniu – zrodziła się z miłości. Nic nie było ważne. I nawet jeśli prawdę mówi,że NIGDY z nią nie spał, nie zdradził, dla mnie to była gorsza zdrada od tych wcześniejszych, przelotnych fizyczności. Cały ten epizod z nią przekreślił wszystko,co było między nami. Wszystko wydało mi się kłamstwem, jakąś kpiną, zagraniem. Jego uczucia do innej kobiety były o wiele gorsze niż jednorazowy stosunek z obcą mu kobietą. Gyby wyszedł do baru i w tolalecie przeleciał obcą kobietę byłaby większa szansa na wybaczenie mu i pojednanie po tym, niż po uczuciach jakie wciąż żywił do swojej dawnej miłości, bo one tliły się nie od tego dnia, nie od tygodnia wcześniej, a od zawsze i nie było w tym wszystkim miejsca na miłość do mnie. Chyba sam sobie to uświadomił już wcześniej,bo od dawna już i tak na pytanie czy mnie kocha po prostu nie odpowiadał.