RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Związek’

„Tatusiu przyjedź sam”

17 paź

Nasze życie przez jakiś czas było spokojne. Dogadywałam się z moim byłym mężem na tyle dobrze,że udało się normalnie funkcjonować w zgodzie. Wakacje minęły nam spokojnie, bez niepotrzebnych sprzeczek. Wszystko poszło tak sprawnie i łatwo,że niemal uwierzyłam,że teraz już będzie dobrze.

Ostatnio zapytał o weekend z córką. Najpierw trochę wymyślał,ale ostatecznie doszliśmy do porozumienia w tej sprawie. Zgodziłam się na weekend. Miał wynająć im hotel z basenem niedaleko morza, bądź wynająć sobie hotel niedaleko naszego miejsca zamieszkania, spędzać dzień z córką i odwozić ją na noc do domu,bo nie widziałam sensu,żeby dziecko spało w hotelu 5 czy 10km. od domu.
Już nawet zapomniałam o tym weekendzie, nie myślałam o tym w ogóle – cóż, przyjedzie to przyjedzie,tak ? Córka uradowana, bo będzie miała tatę dla siebie i tak czeka na weekend z nim. Wtedy właśnie następuje wybuch i plan się posypał. Okazało się bowiem, czym sam się pochwalił, że wziął sobie do serca rady wszystkich i znalazł dziewczynę. Wspaniale…. by było, gdyby nie fakt kim ona jest. Na moje (i jego zresztą teraz już też) nieszczęście związał się z kobietą, , z którą mnie zdradzał. Może gdyby wtedy się przyznał, był z nią to do tej pory już bym to przetrawiła i zaakceptowała,ale nie! On kontynuował swoje kłamstwo 3 lata, wmawiał mi,że nigdy z nią nie spał,że (o losie!) ona jest dziewicą (tak, niezmiernie to było miłe,kiedy mąż mówił mi o jej dziewictwie, jakby to było normalne,że ma takie informacje), że on z nią nigdy nic, zero uczuć do niej, a teraz nagle co?
I nie, oczywiście,że nie chodzi o to,że on ma być sam. Życzę mu normalnej, poukładanej kobiety, z którą założy rodzinę i będą żyli długo i szczęśliwie. Chodzi o to,że on wlecze za sobą przeszłość i narzuca mi ją, a mnie to po prostu wciąż boli. Nie potrafię zaakceptować jej w pobliżu mojego dziecka. Kiedy słyszę jak córka mówi o niej „ciocia„… Nie! Ciocie nie rozbijają rodzin, nie kradną męża i ojca. Ona nie zasługuje na miano cioci.
Kiedy córka dowiedziała się,że tatuś planuje weekend z nią i CIOCIĄ , była bardzo zawiedziona. Pewnie ją lubi,ale chce tatę dla siebie. Powiedziała mu,że ma przyjechać sam, a on w moment naskoczył na mnie i grozi sądem. Jeszcze brakuje tego,żebyśmy się po sądach ciągali przez jego pseudo-dziewicę.
Nie zamierza zrobić tego, o co prosi córka, a ja nie zamierzam się ugiąć. Jeśli przyjedzie z nią, to będzie miał okazję pokazać jej kawałek kraju, ale moja córka nie będzie ich zabawką wypożyczoną do zabawy w dom. Jak mają chęć na takie zabawy, niech sobie sprawią własne dziecko. Jeśli tak bardzo kocha córkę i tak bardzo chce się z nią spotkać to proszę bardzo,ale ten czas będzie ich czasem i poświęci jej 100% uwagi, nie będzie jej dzielił między córkę i kobietę , która zniszczyła nasze małżeństwo.

Może inaczej by to wyglądało jakbyśmy mieszkali niedaleko siebie, oni mieszkali by razem, a spotkania córki z tatą byłyby częste. Niestety (a może i nie) córka widuje go w wakacje,bo mimo,iż mogą spędzać ze sobą każdy pierwszy weekend miesiąca – nie widują się. Jest to niewykonalne ponieważ mieszkamy w innych krajach. Jeśli jest możliwość na ich wspólny jeden weekend w roku,to niech to będzie ich czas, ona nie musi tu przyjeżdżać.

Nie chcę się nawet zastanawiać nad tym,czy moja reakcja jest odpowiednia. Przemyślałabym to może jeśli córka nie miałaby problemu z dzieleniem się tatusiem, ale ma… A ja nie pozwolę mu narzucać swoich widzi-mi-się  córce i mi, tak jak robił to kiedy jeszcze byliśmy małżeństwem.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii dziecko, rozwód, uczucia, Związek, zycie

 

Cisza przed burzą ?

16 maj

Od około tygodnia znów nastała cisza i spokój. Ostatnio córka rozmawiała z tatą tydzień temu, a dzień później ja i od tego momentu przepadł. A to niespodzianka ! Znając życie, któregoś dnia zadzwoni w najbardziej nieodpowiednim momencie, ja nie odbiorę, a on znów wyśle mi wiadomość,że on dzwoni, a ja nie odbieram i co się znów dzieje. I znów będzie narzekał na mnie i wytykał mi,że utrudniam mu kontakt z córką. Ah, taki nasz standard, nawet jeśli jakoś się dogadujemy – przychodzi moment kiedy ja jestem winna. Winna jestem temu,że dzwoni, kiedy córki nie ma w domu, dzwoni kiedy ja jestem w pracy lub dzwoni,kiedy to mnie nie ma w domu. Ostatecznie to ja proponuję konkretny czas na wykonanie telefonu do dziecka, on wtedy umawia się na kolejną rozmowę telefoniczną, bądź skype, po czym albo zapomina, albo coś mu wypadło, nagle dostał telefon z pracy i musiał jechać, internetu nie było i takie tam różne inne, równie ciekawe wymówki (jak na poranek niedzielny bardzo wymyślne). Tak to już jest,ale nie ma się co martwić,bo idą wakacje, będzie miał na pewno jakiś interes do mnie,więc niedługo zacznie się przymilać i choć przez chwilę będzie słowny. Chociaż tyle ! Nie po to rozwiodłam się z tym człowiekiem,żeby znów musieć zastanawiać się co nim kieruje i jaki jest jego tok myślenia. W dalszym ciągu jest to dla mnie niezrozumiałe.

Ostatnio sporo myślałam o naszej wspólnej przeszłości i zastanawiałam się czy był choć cień szansy na „happy end”. Faktem jest,że jeśli bardzo się chce i wierzy się w zmianę człowieka na lepsze – łatwo można wybaczyć. Pozostaje więc tylko jedna kwestia, czy da się zapomnieć ? Czy naprawdę jest możliwe zapomnieć wszystkie upokorzenia, kłamstwa, całe ten ból, który ktoś nam sprawił ?
Jeśli o mnie chodzi, chyba jestem osobą zbyt pamiętliwą. Uważam,że każda kłótnia polegałaby na wyciąganiu z przeszłości tego,co zrobił, czym mnie zranił. I całe to życie, do końca już przeplatane by było żalem z przeszłości. I choćby mi nieba uchylił, przyszedłby moment załamania, na pewno. Podejrzliwość by mnie zżerała i nie miałabym żadnych szans by wygrać z uczuciem zazdrości. Zaufanie zdeptane w przeszłości nie pozwoliłoby mi wierzyć mu w 100% choćby przysięgał.
Wydaje mi się,że coś, co zostało ostatecznie unicestwione przez całą masę być może nieprzemyślanych nawet zachowań – nie zostanie nigdy odbudowane. Nigdy nie będzie takie jak było, żal pozostanie na zawsze. A czy takiego życia chcemy? Dla mnie to życie pełne fałszu, oszukiwanie samego siebie. Takie życie nie ma najmniejszego sensu. Żal zawsze wygra bitwę ze szczęściem. Zdepcze je przy każdej możliwej okazji. Nie ma to najmniejszego sensu. Dla nas nie było więc „happy endu”. Ani cienia szansy.

 

Podziwiam osoby, które potrafią wybaczyć i zapomnieć. Zacząć od nowa i żyć szczęśliwie nie patrząc w przeszłość.

 

„A kiedy będziesz moją żoną…” Wspomnienia.

10 lut

Wracam dziś myslą do drugiej klasy technikum. Nie pamiętam już okazji wydarzenia,ale w Miejskim Ośrodku Kultury odbywał się występ, w którym chcąc-nie-chcąc brał udział mój (wtedy) chłopak. Był przewodniczącym szkoły,co niestety skutkowało różnymi takimi uroczystościami. Niestety? Hmmm… A może to nawet dobrze? Jest co wspominać.
Oczywiście jako fanka własnego chłopaka zerwałam się z lekcji,żeby być na jego występie. Miał mówić wiersz – tyle wiedziałam. Poszłam z koleżanką,bo przecież „sama ? I tak między ludźmi z innej szkoły?” Wychwycił mnie mój chłopak i usadził niedaleko kobiety, która w niedalekiej przyłości bardzo nam pomogła. Występ sam w sobie był zabawny, żałuję,że nie pamiętam czego dokładnie dotyczył. Pamiętam chłopaków tańczących kankana w zwiewnych sukniach i te ich twarze pokryte makijażem. Nagle na scenę wyszedł on. Z bukietem róż. I zaczął mówić swój wiersz :
A kiedy będziesz moją żoną…
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.

Rozdzwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady,
i róże śliczne i powoje
całować będą włosy twoje.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród żółtych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.

Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą,
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.

Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy
kiedy drzwi miłość nam otworzy.

Po czym strumień światła powędrował do mnie, a on z radosnym uśmiechem podszedł do mnie z bukietem róż, wyznał miłość, pocałował, wręczył kwiaty a mi łzy ciekły i nie wiedziałam jak się zachować. Szum na sali, brawa. I podobno sam wpadł na ten pomysł ! Romantyk,co? Kto by pomyślał,że później tak wszystko się pozmienia, skomplikuje i że  z tego „uczucia” nie zostanie nic, że przerodzi się to w przyzwyczajenie.
Wspominam to wydarzenie bardzo miło i ciepło się robi jak zamykam oczy i widzę to jakby zdarzyło się wczoraj, a nie kilka dobrych lat wstecz. Nie spodziewałam się ani wtedy, ani nawet na rok czy dwa po ślubie,że tak to się wszystko pogmatwa i że będzie tak,jak było. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział „eeeej, słuchaj… wy to i tak się rozwiedziecie, a Ty zwiążesz się z obcokrajowcem” to bym chyba wyśmiała, gdybym jakimś cudem trafiła do wróżki i by mi to powiedziała,to z miejsca zażądałabym zwrotu pieniędzy. Naprawdę. Jakie życie płata nam figle ! Nie ma nic na świecie,co by było „NA PEWNO„. Na pewno, moi drodzy, to jest śmierć, która dopadnie nas wszystkich. Poza śmiercią nie ma nic pewnego.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii uczucia, Związek

 

„Nigdy Cię nie zdradziłem”

05 lut

Sprawa rozwodu powoli ruszyła do przodu. Po 5 miesiącach oczekiwań dopiero przyznano nam zabezpieczenie alimentacyjne na czas trwania sprawy. Od maja 2013r. razem z córką odeszłam od męża, od tej pory nie zapytał ani razu,czy dziecko ma wszystko,czy niczego jej nie brakuje. Nigdy nie przesłał dla niej żadnych pieniędzy, ani prezentu na urodziny czy święta. Po prostu nic. Stawiał jedynie wymagania i awanturował się kiedy nie godziłam się na jego warunki.
List z Sądu poszedł do jego rodziców, podobno go nie odebrali,bo nie mogli (sam prosił,żeby podać jego adres zameldowania w Polsce, nie podał swojego aktualnego miejsca pobytu – nie było więc innej możliwości jak uraczać listami z Sądu jego rodziców). Twierdzi,że nie listy nie odebrali,ale bardzo dobrze wiedział ile musi przelać i do kiedy, najwyraźniej wiedział także o rosnących odsetkach w razie spóźnienia się z wpłatą,bo 5 dni od listu pieniądze były na moim koncie.
Ale wróćmy do momentu,kiedy dowiedział się,że był list,że chodzi o alimenty. Oburzył się okrutnie, bo przecież dlaczego on na dziecko ma płacić?! Do tej pory nie płacił i było fajnie, znów mógł szaleć i pieniądze mogły topić mu się w rękach, a teraz wpadło nowe zobowiązanie i trzeba się tym martwić. Dodam jeszcze,że jak na Polskie realia, suma całkiem przyzwoita została nam przyznana. W międzyczasie zdążył powiadomić policję,że nie wie co dzieje się z dzieckiem, choć wygląda na to,że nikt się tym nie zajął,bo póki co odwiedzin policji jeszcze nie mieliśmy. Córka boi się policji, zawsze jak są w pobliżu ona bardzo się stresuje, więc jeśli przyjdą, zafunduje to stres córce, za co podziękuję mojemu ex, bo znów ani przez moment nie pomyślał o dziecku. Oczywiście mamy kontakt i wie,że dziecku nic złego się nie dzieje. Takiemu nie wytłumaczysz,że zemsta na mnie dotyka też córkę.

Wielce oburzony pisał mi różne głupoty, starał się wyprowadzić mnie z równowagi, prowokował do kłótni, a ja w takich momentach czuję się bezsilna i nie potrafię dotrzeć do niego, wyjaśnić,że postępuje głupio, idiotycznie wręcz i powinien sie zastanowić zanim coś napisze. Sięgnęłam więc po pomoc. W jego rodzinie mam jednego sprzymierzeńca, który w gruncie rzeczy zawsze był poniekąd wzorem do naśladowania dla mojego męża. Poprosiłam o wsparcie… O zwykłą rozmowę z moim ex, wytłumaczenie mu,że robi źle, że musi się z tym pogodzić, przestać walczyć,bo nic mu to nie da,bo tylko pogarsza sytuację. Wieczorem tego dnia dostałam informację od brata mojego ex,że z nim rozmawiał, wyjaśnił jak najlepiej potrafił,że rozwody się zdarzają i świat się na tym nie kończy, a teraz nie pozostaje nic jak sie po ludzku i z kulturą dogadać i wziąć na siebie odpowiedzialność za to co się zrobiło, zaakceptować skutki czynów i przejść przez to bez kłótni,bo ucierpi na tym nie tylko nasza dwójka,ale i córka. Nastęonego dnia rano dostałam wiadomość od ex,że chce się dogadać, że nie będzie już walczył ze mną.
Porozmawialiśmy, on próbował się dowiedzieć co go czeka na rozprawie, bał się odebrania praw, utrudnionych kontaktów. Miał kilka swoich pomysłów co do tego,ale kolidowały one z moimi. Próbował stawiać na swoim, a po chwili się opamiętywał i odpuszczał. Mam nadzieję,że jesteśmy na dobrej drodze do zakończenia szybko i sprawnie tego małżeństwa.

 

Zawsze mi powtarza,że nigdy mnie nie zdradził. Nie mam jednak powodów,żeby mu wierzyć. Nie docierało i do tej pory nie dociera do niego,że dla mnie zdrada to nie tylko fizyczność.
Zastanawiam się nad tym jeszcze bardziej po przeczytaniu wpisu na jednym z blogów (
http://dylematywrednejbaby.blog.pl/2014/01/18/zdradzil-czy-nie-zdradzil/
). Sama nie wiem co jest dla mnie gorsze. Czy fakt,że patrzył na inne, obce kobiety i w głowie wertował myśli jakby ją brał,gdyby mógł, czy fakt,że pod moją nieobecność spotykał się, niby po przyjacielsku ze swoją dawną miłością, rozmawiał z nią o swoich uczuciach- czego nie robił ze mną od dawna, że ponowienie znajomości z nią ożywiło dawne uczucia,że nastąpił moment kiedy czuł się przez nią odrzucony i jej mówił o tych uczuciach o tym,że go to smuci, nie myśląc w tym czasie o tym,że nasze małżeństwo sypało się coraz to bardziej i szło ku końcowi. I do tej pory boli mnie myśl o tym,bo żyję w przekonaniu,że nigdy mnie nie kochał. Byłam osobą dość zaborczą i długo starałam się o jego sympatię. Później tłumaczył mi,że bał się związku ze mną,bo wiedział,że „zakocha się po uszy i nic go przed tym nie obroni”. Kilka razy zostawiał mnie,bo ONA tego od niego wymagała,bo to było jej widzi-mi-się i odchodził. Młoda byłam,głupia, jak wrócił – dawałam kolejną i kolejną szansę. Po 6ciu latach razem nagle ona się pojawia, wracają jego uczucia. Co to znaczy? Prawda jest taka,że ona nigdy nie chciała z nim być, napatoczyłam się ja i zostałam taką „zapchaj-dziurą” w miejscu,gdzie został brak po niej. Takie pocieszenie, zastępstwo. A kiedy pojawiła się iskierka nadziei,żeby zdobyć -  w moment żona i córka przestały się liczyć. Nie ważne były wspólnie spędzona lata, nieważna była maleńka, cudowna istotka, która w moim mniemaniu – zrodziła się z miłości. Nic nie było ważne. I nawet jeśli prawdę mówi,że NIGDY z nią nie spał, nie zdradził, dla mnie to była gorsza zdrada od tych wcześniejszych, przelotnych fizyczności. Cały ten epizod z nią przekreślił wszystko,co było między nami. Wszystko wydało mi się kłamstwem, jakąś kpiną, zagraniem. Jego uczucia do innej kobiety były o wiele gorsze niż jednorazowy stosunek z obcą mu kobietą. Gyby wyszedł do baru i w tolalecie przeleciał obcą kobietę byłaby większa szansa na wybaczenie mu i pojednanie po tym, niż po uczuciach jakie wciąż żywił do swojej dawnej miłości, bo one tliły się nie od tego dnia, nie od tygodnia wcześniej, a od zawsze i nie było w tym wszystkim miejsca na miłość do mnie. Chyba sam sobie to uświadomił już wcześniej,bo od dawna już i tak na pytanie czy mnie kocha po prostu nie odpowiadał.

 

Muzułmanin? „Nie jednemu psu na imię Burek”.

21 sty

Takie nastały czasy,że wielu ludzi szuka szczęścia poza granicami kraju, a co za tym idzie – mamy coraz to więcej związków z obcokrajowcami. Dwie bliskie mi osoby związały się z  wyznawcami islamu. Pierwsza myśl zawsze jest taka sama. Tym ludziom ciężko zaufać, mają swoją religię, która przecież bardzo różni się od naszej. Do tego dochodzi kwestia,że to dwie kobiety związały się z muzumaninem, a przecież wiadome jest ile taka ot kobieta, katoliczka do tego znaczy dla wyznawcy islamu. Czemu więc te związki? A no dlatego,że „nie jednemu psu na imię Burek” i tak oto kobieta, póki na własnym przykładzie nie sprawdzi – nie uwierzy.

Jedna z przyjaciółek poznała muzułmanina podczas praktyk studenckich. Pracowali razem i przypadli sobie do gustu. Osobiście podczas opowieści o wspaniałym tunezyjczyku ciągle byłam przekonana,że to nie jest „historia na dłużej”. Z całego serca życzyłam jej jak najlepiej i kiedy upracie dażyła do stworzenia normalnego związku z tym mężczyzną – wspierałam ją. Ostrzegałam, ale zarazem starałam się nie szufladkować, dałam więc mu jakiś kredyt zaufania. Po około 3ech latach wzięli ślub. Ślub cywilny, ale nie w Polce… w Tunezji. Oczywiście zostałam zaproszona na uroczystość i przyjęcie, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Jej rodzina (najbliższa) oczywiście była tam razem z nią i cieszyła się jej szczęściem. Takie życie niestety,że się rozjechałyśmy, ale w końcu udało nam się spotkać. Zdjęcia ze ślubu i wesela nie bardzo przypadły mi do gustu. Zachowano bowiem całą tradycję muzułmańską, od wspólnych wieczorów (panieński i kawalerski), po dziwny wieczór w białyhc strojach i wieczór w sukni ze złota, depilację całego ciała, tatuaż z henny na dłoni… Osobiście sama mieszkam poza graniami kraju, ale diametralne odbieganie od polskich tradycji wciąż sprawa mi coś na miarę bólu, bólu wenętrznego,bo jednak ma się to wpojone, do tego się przywykło. Nigdy jednak nie pytałam o jej odczucia względem zupełnie innej ceremonii zaślubin niż te, do jakich przywykła. Była jednak mimo wszystko szczęśliwa. Później dopiero zaczęły się problemy – wiza. Przy drugim podejściu udało się uzyskać wizę i mąż w końcu mógł przyjechać do żony. Wtedy kolejny stres, załatwianie karty czasowego pobytu, kontrola w domu z samego rana,czy aby na pewno związek nie jest fikcyjny… Ja nie jestem osobą, która mogła by temu podołać, ale oni dali radę. Mój ostatni dzień w Polsce poświęciłam więc młodej parze, wybrałam się z nimi do Urzędu Wojewódzkiego jako tłumacz męża mojej przyjaciółki. Cały wywiad polega na szeregu pytań. Pytania o ich wspólne życie od początku związku,aż po moment, w którym aktualnie się znajdowali, jako załącznik zdjęcia z wspólnie spędzonego czasu. Po jakimś czasie dostałam wiadomość,że przyznano mu kartę czasowego pobytu na dwa lata. Teraz oczekują dziecka i w dalszym ciągu są szczęśliwi, a on dzielnie znosi polskie świąteczne tradycje.

 

W 2012 roku podczas pracy w Holandii poznałam pewną dziewczynę. Okazało się,że jest znajomą mojego brata. Bardzo szybko okazało się,że mamy wiele wspólnego i naprawdę świetnie się dogadywałyśmy. W mgnieniu okna wiedziałyśmy o sobie prawie wszystko i mogłyśmy sobie zaufać.
Opowiedziała mi też o swoim związku z męzczyżną, który pochodzi z Afganistanu. Opowiadała o nim w samych superlatywach. Był muzułmaninem żyjącym w Holandii, razem z braćmi posiadał Agencję Pracy, mówił po holendersku, angielsku i po polsku(nie wspominając o języku ojczystym).
Była w niego zapatrzona. Wteyd byli ze sobą dopiero 2 miesiące. W czasie kolejnych dwóch miesięcy ich związek stawał się coraz bardziej skomplikowany. On nie okazywał ani grama szacunku uważając,że przecież może znaleźć sobie lepszą. Odwiedzał ją tylko wtedy, kiedy nie miał nic innego do roboty, wyzywał i odtrącał kiedy tylko miał gorszy dzień. Przejżała niby na oczy, zakończyła to, usunęła jego numer i około tygodnia trwała tak bez kontaktu z nim, ale w końcu on zadzwonił… Przeprosił, przyjechał, a ona uwierzyła w te piękne słówka. Znała moje zdanie, jednak nie mogłam podjąć decyzji za nią. Wróciłam do Polski. W międzyczasie dzwoniła, mówiła,że się rozstali,że to koniec,że on jej nie szanuje, nie kocha. Po dwóch tygodniach wróciłam, a ich relacja była jak chorągiewka na wietrze. Raz dobrze, raz źle, a raz nie było nic i błędne koło się zataczało. Ona słuchała coraz więcej wyzwisk, obelg, płakała, a on później wracał i zawsze tak odwrócił sytuację,że to ona czuła się winna. Wróciłam do Polski na dwa miesiące, a w tym czasie ona usunęła swoje konto na portalu społecznościowym i nasz kontakt poniekąd się urwał. Kiedy wróciłam do Holandii, następnego dnia się spotkałyśmy. Zmieniła się, znacznie schudła i już nie miała tego błysku w oczach. Dalej była z tą swoją „miłością” ,ale było gorzej. On popadł w długi. Dlaczego? Kasyno było jedynym miejscem w jakie ją zabierał. Powiedział też, że nigdy z nią nie zamieszka, nigdy się z nią nie ożeni, nie przedstawi jej swoim rodzicom i nie zaakceptuje jej dziecka. Czemu? Bo tak nakazuje wiara, a rodzice  nie tolerują nic,czego koran zabroni. A ona liczyła na wielką przemianę,  przecież w Polsce pod opieką jej rodziców była jej córeczka, wtedy 5 letnia , a ona bardzo chciała zabrać ją w końcu do siebie. W międzyczasie wyszło też,że jeden z jego braci związał się z polką, która mieszka z nimi, sprząta , gotuje, a w zamian ma gdzie mieszkać, dostaje jakiś grosz na swoje potrzeby, a jak rodzice przyjeżdżali w odwiedziny, to dziewczyna brata (wtedy 18 letnia dziewczyna) była przewożona do znajomych do Belgii. Przeszła też na islam, założyła burkę dla niego…
Moja dobra znajoma oświadczyła mi,że się przeprowadza do miasta oddalonego ode mnie ponad 40km. Dlaczego? On naciskał, ale nie tylko na to… Bardzo nie odpowiadała mu jej znajomość ze mną. Przeprowadziła się i słuch po niej zaginął. Jak kamień w wodę. Numer telefonu nie odpowiadał, adresu nie znałam, wiedziałam tylko gdzie pracuje, więc mogłam wspólnych znajomych podpytać,czy wszystko z nią ok… Nie chciałam się narzucać, byłam przekonana,że sama podjęła tę decyzją chcąc ratować ten związek, a raczej chory układ.
Spotkałam ich raz przypadkiem w sklepie, przedstawiła mi go, a ja oznajmiłam,że ręki mu przecież nie podam. Dla mnie był najgorszym co mogło ją spotkać. To był ostatni raz kiedy ją widziałam. Na twarzy miała wypisany żal, smutek. Było widać,że chce coś powiedzieć,coś więcej niż „cześć” , ale przecież on stał obok i niestety – znał polski.
Niedawno znów sie odezwała. I w końcu mogłyśmy się spotkać. Nie jedna osoba mówiła mi „po co zwracasz sobie głowę? zaraz znów zniknie, tylko nerwy niepotrzebne.”. No tak, zazwyczaj jak się odezwała, a później znów przepadła, miewałam sny o niej, martwiłam się, źle sypiałam… Ale postanowiłam,że się z nią spotkam. Była ważną osobą dla mnie i zawsze czułam,że ona potrzebuje pomocy,że w tym układzie jest coś więcej niż rzekome uczucie, którym go daży. Jakie wielkie uczucie by nie było , każdy dochodzi do momentu kiedy powie „dość” i zerwie to,co jest zupełnie bezproduktywne, nie daje szczęścia i przynosi jedynie cierpienie. Dlatego byłam przekonana,że jest coś więcej. Podczas tego spotkania, po 1,5 roku od ostatniego przypadkowego wpadnięcia na siebie w sklepie było dość…dziwnie (?). Potrzebowałyśmy kilku dłuższych chwil,żeby się rozgadać i żeby mogło być jak dawniej. Kiedy ją poznałam wygląła jak kuleczka, ważyła wtedy sporo więcej ode mnie, okrągła,ale ładna kobieta… A teraz? Waży pewnie z 20 kg. mniej niż wtedy… Stres… Okazało się,że związek z afganistańczykiem jest na wykończeniu. Zapytałam więc czy on ją kiedykolwiek szantażował, zmuszał do czegoś. „Mówił mi,że on jest szefem i jak nie będę słuchać to mnie zabije. A jak podczas rozmowy telefonicznej w złości się rozłączałam,to oddzwaniał i pytał,czy naprawdę jestem tak odważna,żeby to robić.”
No więc teraz wiemy już,że związek był chorym układem, za jaki go miałam i mam nadzieję,że teraz jest na dobrej drodze,żeby się raz na zawsze wyrwać z tego. Ja życzę jej jak najlepiej i jestem tutaj, będę dla niej zawsze,kiedy będzie mnie potrzebowała. Było co było, znikała, nie wiedziałam nawet czasem,czy żyje, ale teraz wiem,że mnie potrzebuje i ja nie zawiodę. Mam nadzieję,że ma to za sobą i teraz już będzie stawiała jedynie kroki do przodu, zamknie ten rozdział i NIGDY do tego nie wróci.

Czasem tak to bywa,że jak kobieta się nie sparzy,to nie uwierzy. Setki razy jej powtarzałam,że to żadna miłość kiedy jedno czerpie korzyści, a drugie tylko na tym traci – i czas, nerwy, zdrowie, przyjaciół. Tłumaczyła go religią. Religia religią, a człowieczeństwo człowieczeństwem. On zachowywał się jak zwierze, samiec alfa, a ona podwładna.
Jeśli jest prawdziwa miłość nic nie jest w stanie tego zaburzyć, wiarę i tradycję można pogodzić. Trzeba jednak znać swoją wartość i nie dać się wciągnąć w coś,co nie daje nam szczęścia, co wymaga od nas wiele i nie daje w zamian nic. Niezależnie od religii można stworzyć związek partnerski, jeśli tego się właśnie chce. Jeśli chce się związku, zobowiązań, wspólnego życia. A jeśli nie, to przecież najlepiej zrzucić winę na bak elastyczności poglądowej rodziców, zapiski te i owe, wiarę czy pochodzenie.
Jeden jest dobry, drugi niestety nie. Grunt,żeby to rozpoznać za wczasu i nie wepchać się w bagno, z którego później naprawdę bardzo ciężko się wydostać.
Nie szufladkujmy ludzi, ale obserwujmy bacznie, analizujmy i nie popadajmy w skrajności, a unikniemy wielu złych decyzji.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii malzenstwo, uczucia, Związek