RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘rozwód’

„Nigdy Cię nie zdradziłem”

05 lut

Sprawa rozwodu powoli ruszyła do przodu. Po 5 miesiącach oczekiwań dopiero przyznano nam zabezpieczenie alimentacyjne na czas trwania sprawy. Od maja 2013r. razem z córką odeszłam od męża, od tej pory nie zapytał ani razu,czy dziecko ma wszystko,czy niczego jej nie brakuje. Nigdy nie przesłał dla niej żadnych pieniędzy, ani prezentu na urodziny czy święta. Po prostu nic. Stawiał jedynie wymagania i awanturował się kiedy nie godziłam się na jego warunki.
List z Sądu poszedł do jego rodziców, podobno go nie odebrali,bo nie mogli (sam prosił,żeby podać jego adres zameldowania w Polsce, nie podał swojego aktualnego miejsca pobytu – nie było więc innej możliwości jak uraczać listami z Sądu jego rodziców). Twierdzi,że nie listy nie odebrali,ale bardzo dobrze wiedział ile musi przelać i do kiedy, najwyraźniej wiedział także o rosnących odsetkach w razie spóźnienia się z wpłatą,bo 5 dni od listu pieniądze były na moim koncie.
Ale wróćmy do momentu,kiedy dowiedział się,że był list,że chodzi o alimenty. Oburzył się okrutnie, bo przecież dlaczego on na dziecko ma płacić?! Do tej pory nie płacił i było fajnie, znów mógł szaleć i pieniądze mogły topić mu się w rękach, a teraz wpadło nowe zobowiązanie i trzeba się tym martwić. Dodam jeszcze,że jak na Polskie realia, suma całkiem przyzwoita została nam przyznana. W międzyczasie zdążył powiadomić policję,że nie wie co dzieje się z dzieckiem, choć wygląda na to,że nikt się tym nie zajął,bo póki co odwiedzin policji jeszcze nie mieliśmy. Córka boi się policji, zawsze jak są w pobliżu ona bardzo się stresuje, więc jeśli przyjdą, zafunduje to stres córce, za co podziękuję mojemu ex, bo znów ani przez moment nie pomyślał o dziecku. Oczywiście mamy kontakt i wie,że dziecku nic złego się nie dzieje. Takiemu nie wytłumaczysz,że zemsta na mnie dotyka też córkę.

Wielce oburzony pisał mi różne głupoty, starał się wyprowadzić mnie z równowagi, prowokował do kłótni, a ja w takich momentach czuję się bezsilna i nie potrafię dotrzeć do niego, wyjaśnić,że postępuje głupio, idiotycznie wręcz i powinien sie zastanowić zanim coś napisze. Sięgnęłam więc po pomoc. W jego rodzinie mam jednego sprzymierzeńca, który w gruncie rzeczy zawsze był poniekąd wzorem do naśladowania dla mojego męża. Poprosiłam o wsparcie… O zwykłą rozmowę z moim ex, wytłumaczenie mu,że robi źle, że musi się z tym pogodzić, przestać walczyć,bo nic mu to nie da,bo tylko pogarsza sytuację. Wieczorem tego dnia dostałam informację od brata mojego ex,że z nim rozmawiał, wyjaśnił jak najlepiej potrafił,że rozwody się zdarzają i świat się na tym nie kończy, a teraz nie pozostaje nic jak sie po ludzku i z kulturą dogadać i wziąć na siebie odpowiedzialność za to co się zrobiło, zaakceptować skutki czynów i przejść przez to bez kłótni,bo ucierpi na tym nie tylko nasza dwójka,ale i córka. Nastęonego dnia rano dostałam wiadomość od ex,że chce się dogadać, że nie będzie już walczył ze mną.
Porozmawialiśmy, on próbował się dowiedzieć co go czeka na rozprawie, bał się odebrania praw, utrudnionych kontaktów. Miał kilka swoich pomysłów co do tego,ale kolidowały one z moimi. Próbował stawiać na swoim, a po chwili się opamiętywał i odpuszczał. Mam nadzieję,że jesteśmy na dobrej drodze do zakończenia szybko i sprawnie tego małżeństwa.

 

Zawsze mi powtarza,że nigdy mnie nie zdradził. Nie mam jednak powodów,żeby mu wierzyć. Nie docierało i do tej pory nie dociera do niego,że dla mnie zdrada to nie tylko fizyczność.
Zastanawiam się nad tym jeszcze bardziej po przeczytaniu wpisu na jednym z blogów (
http://dylematywrednejbaby.blog.pl/2014/01/18/zdradzil-czy-nie-zdradzil/
). Sama nie wiem co jest dla mnie gorsze. Czy fakt,że patrzył na inne, obce kobiety i w głowie wertował myśli jakby ją brał,gdyby mógł, czy fakt,że pod moją nieobecność spotykał się, niby po przyjacielsku ze swoją dawną miłością, rozmawiał z nią o swoich uczuciach- czego nie robił ze mną od dawna, że ponowienie znajomości z nią ożywiło dawne uczucia,że nastąpił moment kiedy czuł się przez nią odrzucony i jej mówił o tych uczuciach o tym,że go to smuci, nie myśląc w tym czasie o tym,że nasze małżeństwo sypało się coraz to bardziej i szło ku końcowi. I do tej pory boli mnie myśl o tym,bo żyję w przekonaniu,że nigdy mnie nie kochał. Byłam osobą dość zaborczą i długo starałam się o jego sympatię. Później tłumaczył mi,że bał się związku ze mną,bo wiedział,że „zakocha się po uszy i nic go przed tym nie obroni”. Kilka razy zostawiał mnie,bo ONA tego od niego wymagała,bo to było jej widzi-mi-się i odchodził. Młoda byłam,głupia, jak wrócił – dawałam kolejną i kolejną szansę. Po 6ciu latach razem nagle ona się pojawia, wracają jego uczucia. Co to znaczy? Prawda jest taka,że ona nigdy nie chciała z nim być, napatoczyłam się ja i zostałam taką „zapchaj-dziurą” w miejscu,gdzie został brak po niej. Takie pocieszenie, zastępstwo. A kiedy pojawiła się iskierka nadziei,żeby zdobyć -  w moment żona i córka przestały się liczyć. Nie ważne były wspólnie spędzona lata, nieważna była maleńka, cudowna istotka, która w moim mniemaniu – zrodziła się z miłości. Nic nie było ważne. I nawet jeśli prawdę mówi,że NIGDY z nią nie spał, nie zdradził, dla mnie to była gorsza zdrada od tych wcześniejszych, przelotnych fizyczności. Cały ten epizod z nią przekreślił wszystko,co było między nami. Wszystko wydało mi się kłamstwem, jakąś kpiną, zagraniem. Jego uczucia do innej kobiety były o wiele gorsze niż jednorazowy stosunek z obcą mu kobietą. Gyby wyszedł do baru i w tolalecie przeleciał obcą kobietę byłaby większa szansa na wybaczenie mu i pojednanie po tym, niż po uczuciach jakie wciąż żywił do swojej dawnej miłości, bo one tliły się nie od tego dnia, nie od tygodnia wcześniej, a od zawsze i nie było w tym wszystkim miejsca na miłość do mnie. Chyba sam sobie to uświadomił już wcześniej,bo od dawna już i tak na pytanie czy mnie kocha po prostu nie odpowiadał.

 

Rozwód.

10 wrz

No i stało się… Zadzwonił adwokat i przeczytał mi pozew rozwodowy, który sporządził… Przeczytał mi krótki opis mojego życia, naszego życia. Rozdrapał wszelkie zabliźnione rany! Przypomniał,że życie nam nie wyszło…
Stałam tak z telefonem przy uchu i słuchałam jak streszcze moje dawne życie małżeńskie. Jak z mocą napiera, wytyka krzywdy jakie wyrządził mój mąż. Jego głos jakby nadał tym wspomnieniom inny, bardziej dramatyczny wyraz. Nawet z tego wszystkiego nie pamiętam co dokładnie mówił, moja pamięć zgubiła kilka, może kilkanaście zdań, a on i tak mówił,że czyta w skrócie to co napisał. Głowa mnie boli, a myśli wirują. Moje małżeństwo teraz naprawdę się kończy.
Skupiam się dalej na tym,co Pan Mecenas ma mi do powiedzenia. I wtedy wpada mi w ucho „ograniczenie praw rodzicielskich pozwanemu” no i ukłucie… On się wścieknie. Niestety, tak musi być. Jakoś może by się dało to pogodzić,gdybyśmy mieszkali w tym samym mieście, choćby w tym samym kraju,ale niestety nie. Później mi mówi,że jest jedna Sędzina,co to domaga się ustalenia kontaktów. „Co Pani proponuje? Może np. pierwszy weekend w miesiącu?” , o zgrozo… że jak? „Nie, tak się nie da… Ja nie chcę go tutaj, córki on zabrać też nie może” , zaproponował więc pierwszy weekend miesiąca w obecności matki, co i tak uznał za niewykonalne „ale musimy coś napisać, bo ta Sędzina jest przekonana,że jest nakaz Sądu Najwyższego o konieczności ustalenia kontaktów”. I mówił,że na wniosek obydwojga rodziców można by zaniechać ustalania kontaktów,ale mój mąż na to nie pójdzie, nie mam szans na żadne układy czy porozumienia z mężem.
Mimo,iż nie chcę orzekać o winie, ten pozew brzmi jednoznacznie WINNY. I nie wspomniał,że teraz z kimś jestem, że żyję z innym mężczyzną. Skupiamy się na tym, co robił mąż, co doprowadziło do rozpadu małżeństwa, a nie na tym,co jest teraz.
Na koniec wspomina o obojętności ojca na dziecko o braku pomocy w utrzymaniu dziecka… Takie to zagmatwane wszystko i okropne. W tym pozwie zawarł wszystko,co doprowadziło nas do miejsca, w którym teraz jesteśmy.
Witaj, koszmarze. Otwiera się przede mną moje prywatne piekło na ziemii. Przetrwam to i mam nadzieję,że razem z Nowym Rokiem będę świętowała moje NOWE ŻYCIE.

 

Mąż… na papierze.

03 wrz

Odbyłam wczoraj niespełna 30-minutową rozmowę z byłym mężem pod nieobecność córki,co by nie dopuścić do tego,żeby słyszała o czym rozmawiamy.
Przeprosił co prawda za niedzielną rozmowę, wypierając się jednak iż nazwał mnie GŁUPIĄ. „Nie powiedziałej TEJ GŁUPIEJ, powiedziałem GŁUPOLOWI”. Jak dla mnie różnicy nie ma, głupia to głupia niezależnie od tego,którego z dwóch podanych słów użyjesz. Interesowało go bardzo,czy zamierzam orzec o jego winie. Nie, nie zamierzam. Nie chce mi się w to bawić, nic mi po tym, a do tego cena pełnomocnika pewnie podwoiła by się,albo potroiła nawet  ! A na to więcej pieniędzy wydawać nie chcę, nie opłaca mi się. Poza tym nie chcę słuchać wymyślonych przez męża historii o tym,iż wina leży po mojej stronie,bo ja kogoś w Holandii znalazłam. Zapomina dodać,iż wtedy już twierdził,że nic do mnie nie czuje, nie chciał być ze mną, proponował rozwód, a w najgorszym przypadku – otwraty związek, że już nie mieszkaliśmy razem,bo oddał wszystko czego się dorobiliśmy i że to było już po tym,kiedy z jego ust usłyszałam słowo aborcja.
Czego on więc wymagał ode mnie? Był moim mężem, to fakt, nadal jest… NA PAPIERZE! A nijak ma się to do rzeczywistości, do życia razem. Na papierze to może i jest moim mężem,ale życiowo to jest niestety jednym z moich wrogów , jedynym z najpodlejszych osób jakie przeplatały się przez moje życie.
„Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię i nazwisko pani młodej / pana młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.”
Nie było ani zgodne, ani szcześliwe i jak się okazało – trwałe też nie było. Jedyne co pozostało trwałe,to akt małżeństwa, kartka urzędowego papieru,mówiąca o tym,iż z panny staję się mężatką i przyjmuję jego nazwisko.
Podstawową zasadą małżeństwa jest równość praw i obowiązków. Może i by tak było, bo mój ex, młody człowiek – nadawał się może do „wychowania” , do wypracowania jakiegoś kompromisu, „systemu”, ale… Przecież jest jeszcze jego matka, która miała już swój „system” i wmówiła synkowi,że TAK W DOMU POWINNO BYĆ. A jak? No więc, kobieta – mimo,iż pracuje, ma po pracy ugotować, posprzątać, zająć się domem i dzieckiem – niezależnie od tego,czy chora, zmęczona, czy pracuje ciężej od męża czy nie. Mąż początkowo nie brał tego do siebie, czasem coś ugotował,pomógł posprzątać,czy wykąpał córkę, ale co doszło to do KOCHANEJ mamusi, to zaraz dostawał rempremendę,że tak być nie powinno,że co za żona, skoro ON GOTUJE. Ugotował może 5 razy podczas naszego wspólnego życia. A ugotował,bo sam chciał. Niejednokrotnie pytał ją jak coś przyrządzić, wiadomo – smaku się uczymy, smak wynosimy z domu. Chciał więc przpisy od matki,żeby żona mogła mu ugotować. Raz zapytał o jedno z dań, a ta zerknęła na mnie „A czego to Ty wiecznie pytasz? Żona Ci powinna gotować”. No błagam! Jakby conajmniej nie po to pytał,żebym ja ugotowała.
No więc, początkowo było i sprawiedliwie i dobrze, on zajmował się jednym pokojem (jeśli o sprzątanie chodzi), a ja kuchnią, łazienką, przedpokojem, ubikacją i pokojem córki. Sprawiedliwie,co? Ale lepsze coś niż nic. Później jednak i ten jeden pokój zaczął mu ciążyć okrutnie i zaczęły się wyrzuty nie z tej ziemii ! Bo „TY NIC NIE ROBISZ”.
Później były jego wyjazdy, byłam sama z córką i wszystkimi obowiązkami, a jeszcze i jedyne auto jakie mieliśmy, któro na pewno się przydawało,bo córki przedszkole było w odmiennym końcu miasta niż moja praca – starał się zabierać, skazując nas zimą na komunikację miejską, a jeszcze jego matka twierdziła,iże auto mi niepotrzebne,przecież są autobusy i zawsze mogę kogoś poprosić o pomoc. No tak , ja wiecznie z dzieckiem na łasce innych, a on pan  i władca. Dodam,że on jako jedyny zawsze jeździł autem na wyjazdy służbowe, inni wybierali pociąg, autobus. Czasem sobie jakiegoś kolegę zabierał – dla rozrywki.
Z czasem naprawdę miałam dość. Był sknerą okrutnym. Z moich pieniędzy płaciliśmy za mieszkanie i rachunki, a z jego mieliśmy żyć. Niestety moje potrzeby i potrzeby dziecka zawsze były nieważne, dosłownie NIC kupić nie mogłam bez konsultacji z nim. Poczynając od ubrań , a na głupim tuszu do rzęs kończąc. Jako kobiecie nie należało mi się nic. Nie byłam tego warta. Więc ani równość praw,ani obowiązków.
A gdzie wierność? Uczciwość? Zaspokajanie potrzeb rodziny? Wpólne rozstrzyganie o sprawach ważny dla rodziny? Każdą decyzję podejmował sam, ja byłam stawiana „przed faktem dokonanym”, nie miałam prawa głosu, nie mogłam mieć swojego zdania. Byłam nikim. Liczył się on i jego matka. Jej zdanie było priorytetem, moje było niczym.
Nigdy nikomu nie mówiłam o tym jak było naprawdę… To niby były błahostki,ale z czasem czułam sie ubezwłasnowolnionia. Nie miałam prawa wziąć kluczy do auta i pojechać gdzieś,jeśli on mi na to nie pozwolił. A pozwalał bardzo rzadko ! Nie mogłam nawet wykąpać się dopóki córka nie zasnęła – musiałam czekać,aż zmoży ją sen. Jeśli wbrew jego zakazon zamykałam się w łazience – on zezwalał na to,żeby dziecko stukało i kopało mi w drzwi, krzyczało,że chce wejść, a on zamykał się w pokoju i grał w swoje idiotyczne gry komputerowe, nie interesując się własnym dzieckiem ! Nie mogłam nigdzie wyjść – poza pracą lub spacerem z dzieckiem. Jeśli chciałam wyjść sama – spotykałam się z dezaprobatą. A każdorazowa próba wyjścia kończyła się jego słowami „To ja wyjdę, a Ty zaproś znajomych do domu”. I ostatecznie to ja zostawałam w domu z dzieckiem, pozbawiona możliwości wyjścia, oderwania się choć na chwilę. I jeszcze kwestia,że coś chciałam, coś było mi potrzebne, coś mi się spodobało. Jestem kobietą, taką samą jak inne kobiety. Też mam potrzeby, też lubię zakupy, nowe rzeczy. Jeśli czegoś chciałam, nawet jeśli chodziło o jakiś drobiazg z okazji walentynek,czy rocznicy, było to możliwe do osiągnięcia tylko jedną drogą. O tym też wcześniej nie myslałam, nie zastanawiałam się nad tym – przecież był moim mężem! Teraz już wiem,czemu przestałam lubić sex… Jeśli własnemu małżonkowi musisz w ten sposób odpłacać za każdy drobiazg, za każdą zgodę na cokolwiek, za choćby głupia farbę do włosów to przestajesz traktować sex jak coś dobrego, traktujesz to jako zapłatę, przemiotowo. Bezsens zupełny wkradł mi się do życia. A zrozumiałam to,dopiero jak od tego uciekłam.

Już od dawna jest tylko MĘŻEM NA PAPIERZE.

 

Rozmowa córki z jej tatą.

01 wrz

Napisał dziś do mnie mój ex z prośbą o rozmowę z córką… Przemyślałam, przedyskutowałam z Ukochanym. Ok.
Włączam skype, podpinam kamerkę i czekam aż się zjawi. Dzwoni. Córka już siedzi uśmiechnięta od ucha do ucha!
Cześć tatuś !
My z Ukochanym siedzimy na łóżku za córką. Kamerka ustawiona tak,że widzieć nas nie może,ale słyszeć odrobinę owszem. Nie zamierzam się ukrywać, wie,że kontroluję rozmowy po tym co było wcześniej.
Rozmawiam z moim Kochanym, a córka w tym czasie rozmawia z tatą. Czegoś mój Luby nie dosłyszał i pada nasze polskie, zwyczajne „Co?” , a z głośników słyszę „gó**o”. Zerkam na niego,bo córka lubi widzieć rozmówcę i widzę jego gniew. Znam tą minę,bardzo dobrze ją znam. Chyba zapomniał,że z dzieckiem rozmawia. Nie reaguję. Może mu gniew minie.
W pewnym momencie córka prosi o pomoc mojego partnera. On wstaje,podchodzi na jej prośbę. Wraca do mnie, a z głośników słyszę „You look like a sh*t”. Luby też usłyszał, zaśmiał się, nie ma się niby czym przejmować. Później drze się mój ex do mnie,że on chce ze mną porozmawiać,ale nie dziś, a jutro. ON CHCE i tyle. Na moje „NIE” coś narzeka, krzyczy do mnie,że robię problemy. Kazałam mu mówić dzisiaj , „NIE”. A co ja się będę całe życie dostosowywała?!
Przychodzi do niego córka znajomej. Siada mu na kolanach. Sytuacja się powtarza – córka z żalem patrzy na obraz z jego kamerki, jest jej żal,jest zazdrosna. Już kiedyś prosiła go,żeby M. poszła do swojej mamy. Zrobił to znów,wiedząc,że córkę to smuci.
„Tatuś,co pijesz?”
„Piwo”
Tak, piwo przy włączonej kamerze, gdzie dziecko na niego patrzy. W niedzielny poranek. Pięknie.
Po tym ojciec IDEALNY mówi „My idziemy, porozmawiamy jutro” („my” tj. on i ta dziewczynka).
Córka się zapiera,że nie,że chce porozmawiać jeszcze. Każe jej więc mówić. Córka coś się mota, milczy. Więc słyszymy
„My idziemy,porozmawiamy jutro. A TEJ GŁUPIEJ powiedz,że jak chce mieć problemy,to będzie miała”.
Dość. Nie wytrzymałam. Wstałam, powiedziałam,że nie będzie rozmawiał z nią ani jutro,ani pojutrze, nigdy. Rozłączyłam rozmowę. Dość !! Ta głupia nie pozwoli się obrażać, nie pozwoli ranić ani siebie, ani dziecka, ani nie pozwoli obrażać mężczyzny, którego kocha. Dość! Wyrządził już szkody wcześniej i więcej na to nie pozwolę!

Poza tym dostałam e-mail od adwokata. Dostał już przelew i pełnomocnictwo. W przeciągu kilku dni złoży pozew. Ureguluję życie prawnie, a on – mam nadzieję – zostanie z niczym,bo na nic nie zasługuje!