RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘rozwód’

„Tatusiu przyjedź sam”

17 paź

Nasze życie przez jakiś czas było spokojne. Dogadywałam się z moim byłym mężem na tyle dobrze,że udało się normalnie funkcjonować w zgodzie. Wakacje minęły nam spokojnie, bez niepotrzebnych sprzeczek. Wszystko poszło tak sprawnie i łatwo,że niemal uwierzyłam,że teraz już będzie dobrze.

Ostatnio zapytał o weekend z córką. Najpierw trochę wymyślał,ale ostatecznie doszliśmy do porozumienia w tej sprawie. Zgodziłam się na weekend. Miał wynająć im hotel z basenem niedaleko morza, bądź wynająć sobie hotel niedaleko naszego miejsca zamieszkania, spędzać dzień z córką i odwozić ją na noc do domu,bo nie widziałam sensu,żeby dziecko spało w hotelu 5 czy 10km. od domu.
Już nawet zapomniałam o tym weekendzie, nie myślałam o tym w ogóle – cóż, przyjedzie to przyjedzie,tak ? Córka uradowana, bo będzie miała tatę dla siebie i tak czeka na weekend z nim. Wtedy właśnie następuje wybuch i plan się posypał. Okazało się bowiem, czym sam się pochwalił, że wziął sobie do serca rady wszystkich i znalazł dziewczynę. Wspaniale…. by było, gdyby nie fakt kim ona jest. Na moje (i jego zresztą teraz już też) nieszczęście związał się z kobietą, , z którą mnie zdradzał. Może gdyby wtedy się przyznał, był z nią to do tej pory już bym to przetrawiła i zaakceptowała,ale nie! On kontynuował swoje kłamstwo 3 lata, wmawiał mi,że nigdy z nią nie spał,że (o losie!) ona jest dziewicą (tak, niezmiernie to było miłe,kiedy mąż mówił mi o jej dziewictwie, jakby to było normalne,że ma takie informacje), że on z nią nigdy nic, zero uczuć do niej, a teraz nagle co?
I nie, oczywiście,że nie chodzi o to,że on ma być sam. Życzę mu normalnej, poukładanej kobiety, z którą założy rodzinę i będą żyli długo i szczęśliwie. Chodzi o to,że on wlecze za sobą przeszłość i narzuca mi ją, a mnie to po prostu wciąż boli. Nie potrafię zaakceptować jej w pobliżu mojego dziecka. Kiedy słyszę jak córka mówi o niej „ciocia„… Nie! Ciocie nie rozbijają rodzin, nie kradną męża i ojca. Ona nie zasługuje na miano cioci.
Kiedy córka dowiedziała się,że tatuś planuje weekend z nią i CIOCIĄ , była bardzo zawiedziona. Pewnie ją lubi,ale chce tatę dla siebie. Powiedziała mu,że ma przyjechać sam, a on w moment naskoczył na mnie i grozi sądem. Jeszcze brakuje tego,żebyśmy się po sądach ciągali przez jego pseudo-dziewicę.
Nie zamierza zrobić tego, o co prosi córka, a ja nie zamierzam się ugiąć. Jeśli przyjedzie z nią, to będzie miał okazję pokazać jej kawałek kraju, ale moja córka nie będzie ich zabawką wypożyczoną do zabawy w dom. Jak mają chęć na takie zabawy, niech sobie sprawią własne dziecko. Jeśli tak bardzo kocha córkę i tak bardzo chce się z nią spotkać to proszę bardzo,ale ten czas będzie ich czasem i poświęci jej 100% uwagi, nie będzie jej dzielił między córkę i kobietę , która zniszczyła nasze małżeństwo.

Może inaczej by to wyglądało jakbyśmy mieszkali niedaleko siebie, oni mieszkali by razem, a spotkania córki z tatą byłyby częste. Niestety (a może i nie) córka widuje go w wakacje,bo mimo,iż mogą spędzać ze sobą każdy pierwszy weekend miesiąca – nie widują się. Jest to niewykonalne ponieważ mieszkamy w innych krajach. Jeśli jest możliwość na ich wspólny jeden weekend w roku,to niech to będzie ich czas, ona nie musi tu przyjeżdżać.

Nie chcę się nawet zastanawiać nad tym,czy moja reakcja jest odpowiednia. Przemyślałabym to może jeśli córka nie miałaby problemu z dzieleniem się tatusiem, ale ma… A ja nie pozwolę mu narzucać swoich widzi-mi-się  córce i mi, tak jak robił to kiedy jeszcze byliśmy małżeństwem.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii dziecko, rozwód, uczucia, Związek, zycie

 

Cisza przed burzą ?

16 maj

Od około tygodnia znów nastała cisza i spokój. Ostatnio córka rozmawiała z tatą tydzień temu, a dzień później ja i od tego momentu przepadł. A to niespodzianka ! Znając życie, któregoś dnia zadzwoni w najbardziej nieodpowiednim momencie, ja nie odbiorę, a on znów wyśle mi wiadomość,że on dzwoni, a ja nie odbieram i co się znów dzieje. I znów będzie narzekał na mnie i wytykał mi,że utrudniam mu kontakt z córką. Ah, taki nasz standard, nawet jeśli jakoś się dogadujemy – przychodzi moment kiedy ja jestem winna. Winna jestem temu,że dzwoni, kiedy córki nie ma w domu, dzwoni kiedy ja jestem w pracy lub dzwoni,kiedy to mnie nie ma w domu. Ostatecznie to ja proponuję konkretny czas na wykonanie telefonu do dziecka, on wtedy umawia się na kolejną rozmowę telefoniczną, bądź skype, po czym albo zapomina, albo coś mu wypadło, nagle dostał telefon z pracy i musiał jechać, internetu nie było i takie tam różne inne, równie ciekawe wymówki (jak na poranek niedzielny bardzo wymyślne). Tak to już jest,ale nie ma się co martwić,bo idą wakacje, będzie miał na pewno jakiś interes do mnie,więc niedługo zacznie się przymilać i choć przez chwilę będzie słowny. Chociaż tyle ! Nie po to rozwiodłam się z tym człowiekiem,żeby znów musieć zastanawiać się co nim kieruje i jaki jest jego tok myślenia. W dalszym ciągu jest to dla mnie niezrozumiałe.

Ostatnio sporo myślałam o naszej wspólnej przeszłości i zastanawiałam się czy był choć cień szansy na „happy end”. Faktem jest,że jeśli bardzo się chce i wierzy się w zmianę człowieka na lepsze – łatwo można wybaczyć. Pozostaje więc tylko jedna kwestia, czy da się zapomnieć ? Czy naprawdę jest możliwe zapomnieć wszystkie upokorzenia, kłamstwa, całe ten ból, który ktoś nam sprawił ?
Jeśli o mnie chodzi, chyba jestem osobą zbyt pamiętliwą. Uważam,że każda kłótnia polegałaby na wyciąganiu z przeszłości tego,co zrobił, czym mnie zranił. I całe to życie, do końca już przeplatane by było żalem z przeszłości. I choćby mi nieba uchylił, przyszedłby moment załamania, na pewno. Podejrzliwość by mnie zżerała i nie miałabym żadnych szans by wygrać z uczuciem zazdrości. Zaufanie zdeptane w przeszłości nie pozwoliłoby mi wierzyć mu w 100% choćby przysięgał.
Wydaje mi się,że coś, co zostało ostatecznie unicestwione przez całą masę być może nieprzemyślanych nawet zachowań – nie zostanie nigdy odbudowane. Nigdy nie będzie takie jak było, żal pozostanie na zawsze. A czy takiego życia chcemy? Dla mnie to życie pełne fałszu, oszukiwanie samego siebie. Takie życie nie ma najmniejszego sensu. Żal zawsze wygra bitwę ze szczęściem. Zdepcze je przy każdej możliwej okazji. Nie ma to najmniejszego sensu. Dla nas nie było więc „happy endu”. Ani cienia szansy.

 

Podziwiam osoby, które potrafią wybaczyć i zapomnieć. Zacząć od nowa i żyć szczęśliwie nie patrząc w przeszłość.

 

Orzeczenie rozwodu na pierwszej rozprawie?

08 sie

Wojna została zakończona , a przynajmniej tak mi sie wydaje.

Do Sądu wybrałam sie z przyjaciółką. Potrzebowałam wsparcia, to akurat nie podlega dyskusjom – sama dotarlabym na miejsce zalana łzami i rozdygotana. Rozwód niósł ze sobą wiele dziwnych, czasami sprzecznych emocji. Cieszę sie, ze mialam obok kogoś, kto wierzył w powodzenie bardziej niż ja sama. Czekając na „spowiedź” z naszego wspólnego życia przed Sędzią poczułam uderzenie gorąca, kiedy zobaczyłam, ze nadchodzi przyczyna moich wszystkich problemów. Zerknął jedynie w nasza stronę z tym swoim cwanym uśmiechem. Zgodnie z prawdą szepnęłam do przyjaciółki, ze rozstanie mu służy, wyglądał o dziwo bardzo dobrze. Nieważne. W koncu zawołano nas do sali rozpraw. Sposob w jaki adwokat męża zaczęła przedstawiać ich stanowisko odrazu dał mi odrobinę przewagi. Na 2 tygodnie przed rozprawa Sedzina zwołała posiedzenie , spotkała sie z naszymi prawnikami i zasugerowała odpuszczenie orzekania o winie. Wtedy tez doszliśmy do porozumienia przez co termin rozprawy był bardzo szybki. Według tego co ustalono na posiedzeniu – mieliśmy szybko zamknąć sprawę, podtrzymać stanowiska przedstawione na posiedzeniu i szybciutko zakonczyc małżeństwo. Adwokat męża okazała sie waleczną kobieta. Nie zważając na poprzednie ustalenia zaczęła od tego, iż jednak podtrzymują wszystko co jest w ich odpowiedzi na pozew. Nim to powiedziała, mąż z cwana miną pokręcił do mnie głowa dając znak,ze jednak nie zamierza sie dogadać. Wtedy poleciały pierwsze łzy.

Sędzina nie kryła niezadowolenia, mogłabym powiedziec,ze była po prostu zła… Wspomniała o wymuszeniu szybkiego terminu i manipulacji. Nie tyczylo sie to mnie i mojego adwokata, my wywiazalismy sie z umowy. Poprawiliśmy pozew, odpuscilismy orzekanie o winie (w zanadrzu jednak mając ewentualne poprawki do pozwu i listę świadków – wlasnie na wypadek jesli ich odpowiedz na pozew zostanie podtrzymana). Oni zaś , najpierw godząc sie na to i owo, nagle wyskoczyli z orzekaniem o winie, żadnej próby dogadania sie, wszystko tak, jak napisali wczesniej. Po tym jak Sędzina wściekła dała do zrozumienia adwokatowi męża, ze nie tak miało byc- przeszła do pytania o paszport córki. Problem wynikł w trakcie pierwszej mowy adwokata męża. Mąż chciał, żebym podczas pobytu w Polsce (polecialam do Polski na 2 dni, na sam rozwód) wybrała sie z nim do Urzędu Wojewódzkiego w innym miescie niz mieszkamy i innym niz to, gdzie znajdował sie Sąd Okręgowy i wyrobiła z nim paszport dla córki. Ja oczywiście się z tym nie zgodziłam biorąc pod uwagę czas jakim dysponowałem, brak chęci spędzenia z nim czasu i …. Szczerze mówiąc… Prosiłam go o zgodę na paszport dla córki ponad rok, takiej zgody nie otrzymałam, wiec czemu mialam tracic teraz swój czas i nerwy,bo on tego chciał? Miał ponad rok,zeby wysłać mi zgodę, nie zrobił tego, a ja dłużej nie zamierzałam tańczyć jak mi zagra. Wyjaśniłam jak z mojej strony wyglada ta kwestia i nie została ona juz pozniej więcej poruszona. Ostatecznie Sędzina zarządziła przerwę i najzwyczajniej w świecie kazała nam sie dogadać. Dyskutowalismy kilka minut na korytarzu. Poruszaliśmy kwestie ograniczenia praw o czym mąż w ogóle nie chciał słuchać, ustalenia kontaktów (tu wściekałam sie kiedy adwokat męża nie dał dojść mu do słowa, tylko targowala sie ze mna jak jakas przekupa na targu o czas mojego dziecka!!) , wtedy tez jej profesjonalizm niemal mnie powalił, kiedy to położyła dłoń na klatce piersiowej mojego męża i zwracając sie do niego po imieniu powiedziała „ja bym sie zgodziła” (na ograniczenie praw). Wczesniej bowiem kwestia ograniczenia została poruszona. Mąż nie chciał ograniczonych praw, a dodatkowo życzył sobie, zeby podróż córki za granice wymagała jego pisemnej zgody. Sedzina uznała to za żart, skoro dziecko mieszka za granica i wiadomo,ze musi mieć możliwość swobodnego podrozwołania poza granice kraju, przy czym padło,ze maz chce miec cos do powiedzenia jesli np.zechce zabrac corke do stanow zjednoczonych, on chce miec możliwość po prostu sie na to nie zgodzić, nie chciał, żebym mogła bez jego zgody wyrabiać dziecku paszport/dowod, co tez uznała za niedorzeczne, bo jesli dziecko zechcialabym zabrać do stanów bez zgody ojca, miałabym na to 5 lat od wyrobienia jednego dokumentu do potrzeby wyrobienia nowego. Dodatkowo uznała tez, ze miedzy mna, a mężem jest duży konflikt przez co nie widzi mozliwosci powierzenia władzy rodzicielskiej obydwu z nas. Ograniczyła mu wiec prawa rodzicielskie do wspoldecydowania o kierunku kształcenia (do czego w praktyce nie dojdzie, córka chodzi juz do szkoły, a kiedy ją skończy , bedzie musiala sama wybrać co dalej). Kontakty zostały ściśle określone, alimenty o tej samej wysokości co zabezpieczenie na czas trwania sprawy , zwrot części kosztów sądowych dla mnie…

Nie pomogły mu próby wmówienia, ze odeszłam, bo poznałam kogoś innego, mój nowy związek nie miał żadnego wpływu na przebieg rozwodu. Na nic zdały sie kłamstwa, wszystkie próby zastraszania mnie… Wszystko poszło po mojej myśli. I dopiero kilka tygodni po rozprawie dopadły mnie wspomnienia tego dnia. Dopiero wtedy dotarło do mnie,ze poza jego panią adwokat były z nim jakieś inne dwie kobiety i dziecko w wieku 2,5 może 3ech lat(?) Nie przyjrzałam sie, nie mam pojęcia kto to był. Nawet na rozwód przyprowadził ze sobą stadko… Aaaaah, niezmiernie sie cieszę, ze mam to za sobą.

Dodatkowo mamy juz za sobą pierwsze wakacje, w które mógł zabrać córkę. Co prawda Sąd ustalił dla nich w tym roku dwa tygodnie , ostatecznie (jako,ze wstrzelil mi sie z data w sam środek mojego urlopu) były mąż zgodził sie na tydzien, po czym odwiózł córkę po 6 dniach, a po dwóch dzwonił i się skarżył – nie dawał sobie rady. To już nie ta sama, malutka , bezbronna 3 letnia dziewczynka, a niespełna 5 letnia , mądra i cwana panienka, ktora była przekonana, że z tata bedzie jej lepiej niz ze mna, ze on pozwoli na wszystko (sam coś wspominał,że pozwoli)… Pojechała więc z zamiarem opanowania świata i doszło miedzy nimi do starć, co ja mam z nią na codzień. Od jakiegoś czasu żyje w przekonaniu,ze jest juz dorosła i moze sama decydować o wszystkim co jej dotyczy. Ot zwykła 5 latka, ktora chce byc dorosła, co zaostrza fakt, ze w tym roku szkolnym bedzie najstarsza w grupie 1/2. Mała kombinatorka.

Rozwód na pierwszej rozprawie mając wspólne małoletnie dziecko? bez wątpienia TAK , ale…. Nie wszystkim moze pójść tak gładko. Zależy od Sędziego i upartosci malzonkow.

 

Zamiana nazwiska po rozwodzie okazała sie latwiejsza niz myślałam. Odebrałam uprawomocnienie wyroku i poszłam do Urzędu Stanu Cywilnego. Ogólnie rzecz biorąc – kierownik urzędu powinien miec juz w systemie kwestie rozwodu. Niestety nie dostali jeszcze uprawomocnionego wyroku, ale wystarczył mój. Co prawda musiałam go tam zostawić, ale moge go odebrac jak tylko dojdzie do nich informacja o orzeczeniu rozwodu. Napisałam wniosek o powrót do nazwiska noszonego przed zawarciem związku małżeńskiego . Uiściłam oplate skarbowa w wysokości 11 złotych i od ręki dostałam akt małżeństwa z adnotacja o rozwodzie i powrocie do nazwiska panieńskiego. Z tym aktem złożyłam wniosek o nowy dowód osobisty. Z pewnego punktu widzenia wyglada to jak ogromny krok wstecz, powrót do przeszłości, do tego co juz było , ale w rzeczywistości był to niezły trucht w przyszłość . Przebyłam ogromny dystans od dnia kiedy doszlam do wniosku,ze to małżeństwo nie ma juz cienia szans do dzis, kiedy leżę w łóżku obok wspaniałego mezczyzny, a za ściana śpi moja cudowna córeczka ,a ja ze spokojem i uśmiechem pisze tutaj o tym jak zamknęłam jeden rozdzial życia, by moc rozpoczac nowy, oby tym razem lepszy.

 

Koniec nadchodzi wielkimi krokami.

08 cze

Udało mi się w końcu poznać długo oczekiwaną datę naszej rozprawy rozwodowej. Informację dostałam na dwa tygodnie przed rozprawą i teraz odliczamy dni. W międzyczasie małżonek wraz z mecenasem złożył w Sądzie odpowiedź na mój pozew. Po przeczytaniu 8 stronnicowych „wypocin” męża i jego adwokata długo nie mogłam wyjść z szoku. Mąż pięknie poprzekręcał fakty, wyparł się kilku wyskoków i powołał na silną więź z córką jaka rzekomo miała miejsce 3 lata temu. Zapomniał jednak o tym,że przez ostatnie 3 lata wiele się zmieniło. Ostatecznie poszedł jednak po rozum do głowy, albo miał też chwilę niepoczytalności,bo odpuścił sobie wojnę i znaleźliśmy (a przynajmniej tak mi się wydaje) kompromis. Prawda jest taka,że mój prawie były mąż mógł brać to,co mu się oferuje, albo z własnej głupoty znów stracić wszystko. Póki co pozostaje mi wierzyć,że podczas rozprawy nie będzie żadnych niespodzianek. Mąż odstąpił od orzekania o mojej winie, nie chce też zabrać już córki, ale np. chce płacić mniej.
Sama myśl o rozprawie przywołuje ból głowy. Nie tego oczekiwałam po naszym małżeństwie godząc się wyjść za niego. Nie spodziewałam się,że przyjdzie nam spotkać się w sądzie i tłumaczyć z naszego nieudanego pożycia małżeńskiego. W złych momentach myślałam,że „po burzy zawsze świeci słońce”, ale jak się okazało – myliłam się.

Ta moja porażka nauczyła mnie jednak wiele, doprowadziła mnie tutaj,gdzie teraz jestem. Dzięki temu jestem teraz szczęśliwa i potrafię to szczęście doceniać. Sądzę,że nic nie dzieje się bez przyczyny i oczywiście – po tej burzy zaświeciło słońce ! Już nie dla nas razem,ale dla każdego z osobna i tak jest lepiej dla naszej trójki. Mam tylko nadzieję,że z czasem znajdziemy z mężem sposób na swobodne porozumiewanie się bez wylewania żalu przy każdej rozmowie. Oby po wyjściu z sali sądowej napięcie minęło i obyśmy mogli podać sobie ręce w geście pojednania i rozejść się każdy w swoją stronę i nigdy,ale to nigdy więcej,żeby żadne z nas nie zakłóciło spokoju i szczęścia drugiego.

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii malzenstwo, rozstanie, rozwód

 

Pełnomocnik – czego możemy wymagać od adwokata ?

25 lut

Jak wiemy, a jeśli nie wiemy to na pewno się domyślamy,że pełnomocnik to spory koszt. Koszta sądowe plus usługa adwokata sporo kosztuje i taka jest prawda. Czego więc za te pieniądze możemy wymagać??

Mój konatkt z adwokatem był świetny, choć „e-mail’owy”. Zanim przelałam pieniądze odpowiadał on na każde zadane pytanie. Później kontakt troszkę się zmienił. Trudno było o jakieś informacje, a wszystko co mogłam usłyszeć to „musimy czekać”. Z początkiem, przed podpisaniem umowy o pełnomocnictwie powiedziałam czego oczekuję. Najbardziej zależało mi na czasie. Miało być możliwie szybko,dlatego poproszono mnie o wpłatę,żeby móc zacząć działać. Nie bawiłam się w połowę ‚przed’ i połowę ‚po’. Zaufałam. Wtedy po tygodniu,czy dwóch od przelania podanej kwoty musiałam prosić o konatkt,by w ogóle dowiedzieć się,czy przelew doszedł na wskazane konto. Po kilku próbach kontaktu dowiedziałam się,że tak – pieniądze są. Niedługo później został złożony pozew (na jakieś 2-3 tygodnie od przelewu). Początkiem września 2013 roku. Od tego momentu wszystko co robiliśmy to CZEKALIŚMY. Nagle na przełomie listopada/grudnia przyszło pismo o uzupełnienie danych w pozwie. No pięknie… Zostało to sprostowane i tak po pięciu miesiącach od złożenia pozwu doczekałam się zabezpieczenia alimentacyjnego. Ale co z rozprawą?! Okazuje się,że listy sądowe w Polsce znikają. Jakieś zmiany z doręczycielami i punktami odbioru w przypadku awizo. Na miesiąc po przesłaniu pism do mojego ex, nikt nie jest w stanie powiedzieć,czy pisma zostały odebrane,czy nie. Nie wiedzą więc (jak to zostało ujęte) czy adres jest adresem „skutecznym”. Miesiąc czasu próbowałam skontaktować się z adwokatem w celu poznania jakichkolwiek informacji, czemu sprawa stoi,czemu nie odpisuje na e-mail’e ,może coś się stało, może ma wakacje, o których nie wiem (?) Dzwoniłam,ale telefon nie został odebrany. Zadzwoniłam więc bezpośrednio do Sądu. Dowiedziałam się jak wygląda sprawa, kiedy ostatni raz było jakieś ‚działanie’ pełnomocnika i przy okazji w międzyczasie usłyszałam,że wiele ludzi skarży się na adwokatów, bo zamiast coś robić – CZEKAJĄ. I na 90% z nich motywująco działa wspomnienie o Radzie Adwokackiej, bo biorą pieniądze, a później ani telefonu nie odbiorą,ani nie odpiszą.
Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się, wysłalam e-mail. Tym razem oburzona. Bo przecież ileż można się prosić o kontakt?! Nawet jeśli nie ma nowych informacji w sprawie,to chciałabym to usłyszeć od niego. Ja wiem,że najłatwiej nie odbierać i udawać,że nic się nie dzieje. Tylko,że dla mnie dzieje się wiele, bo dla mnie rozwód jest bardzo ważny, poza tym brak dokumentu córki od maja ubiegłego roku przypomina mi bz przerwy,że sprawa jest nie załatwiona, a tymczasem Pan uznał,że najlepiej nie odbierać i nie odpisywać. Napisałam więc,że zapłaciłam za to niemałe pieniądze, a teraz muszę prosić się o kontakt, a jedyne co mogę usłyszeć,to że musimy czekać. I wtedy oddzwonił. Tym razem on był oburzony. Jak mogę wspominać o Radzie Adwokackiej, jak mogę wymagać od niego ciągłego kontaktu,że on w ogóle nie zwykł kontaktować się drogą e-mail’owąm ewentualnie spotkanie w biurze lub telefonicznie. Dodam,że to on jako pierwszy wysłał mi e-mail, bo kontaktowałam się z innym prawnikiem, który zasugerował mi swojego kolegę „specjalizującego się w tego typu sprawach” i podał mu mój e-mail, na który dostałam wiadomość z propozycją współpracy. Wszystko było drogą elektroniczną,bo nie mam możliwości przyjechać do biura, dodatkowo telefonicznie,ale przecież i telefony przestał odbierać. Uznał,że skoro mamy tak rozmawiać,to możemy rozwiązać współpracę, bo przecież on robi wszystko co do niego należy i WCALE NIE MUSI MI NA KAŻDEGO E-MIALA ODPISYWAĆ. A telefonów to też odbierać nie musi? Informować mnie o stanie rzeczy? Dlaczego muszę dzwonić po informacje do Sądu? Dlaczego nie od niego dowiedziałam się o możliwości wyznaczenia kuratora i wyroku zaocznym? Najłatwiej powiedzieć „musimy czekać” i zasłaniać się tym,że ma się po kilkadziesiąt spraw miesięcznie. A czy to moja wina,że Pan w pogoni za pieniędzmi nabrał za dużo spraw i teraz nie jest w stanie tego ogarnąć i cierpi na tym interes klienta, bo nie ma on czasu skupić się i z należytym zainteresowaniem zająć się sprawą? Spuścił z tonu jak oznajmiłam,że niedługo przyjadę do Polski i zaczął tłumaczyć się bardziej na spokojnie. Nie mniej jednak wciąż zastanawia mnie fakt czego klient ma prawo wymagać od pełnomocnika? Przecież ja go do współpracy nie zmusiłam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Adwokat, rozwód