RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘praca’

„Ah, jak kocham swoją pracę ! ”

17 maj

Dziś zupełnie o czymś innym z okazji tego,że właśnie kończy się długi weekend. Wizja poniedziałku, porannej pobudki i spędzenie 9 godzin w pracy przyprawia mnie o ból głowy. Im dłuższy weekend, tym większa niechęć. A skąd bierze się ta cała niechęć ?
Zacznijmy od początku.
Z braku innych możliwości trafiłam do pracy w szklarni. Kilka pierwszych dni wspominam dość dobrze. Było wesoło, ciepło i towarzystwo całkiem w porządku. Po tygodniu okazało się,że towarzystwo podzielone jest na jakieś dziwne grupy i jedni uśmiechając się do drugich nieustannie za plecami o nich dyskutowali i oczywiście nie były to miłe komentarze. Po trzech tygodniach wysłałam CV do innej firmy i następnego dnia zaczęłam nową pracę. Właśnie tę, gdzie pracuję do tej pory.
Pierwszy dzień wiązał się z ogromnym stresem. Wiedziałam mniej więcej co mam robić, ale dowiedziałam się też,że jest tam kilka polek w przedziale wiekowym 25-30 lat. Wiecie jak to polak-polakowi za granicą, a jeszcze jak jest większa grupa kobiet… Dziewczyny jednak pozytywnie mnie zaskoczyły. Były miłe , pomocne i udało się przebić do ich grona mimo tego,że one znały się już od kilku lat. 9 godzin w pracy mijało jak 3. Pierwsze dwa tygodnie zegar jakby oszalał i nim się obejrzałam była 17:00. Po miesiącu zaproponowano mi przeniesienie z działu pakowania na dział produkcji. Propozycję argumentowano tym,że ja chcę pracować dłużej, a tam będzie im łatwiej zapewnić mi pracę. I tak oto z pracy w grupie przerzucono mnie do pracy w pojedynkę. Cieszyłam się ! O ile praca w grupie jest przyjemna,bo czas biegnie jak szalony przy rozmowach i wygłupach, o tyle praca w pojedynkę pozwala mi na ustalenie własnego tempa, planu dnia pracy i nie muszę sugerować się innymi – wszystko robię w swoim czasie. Później przyszły 3 tygodniowe wakacje dla wszystkich i udało się wypocząć na tyle, by w pełnej gotowości wrócić do pracy.
I wszystko potoczyłoby się spokojnie i powoli ku kolejnym wolnym dniom (a tutaj akurat dłuższe wolne miało nastąpić dopiero w grudniu). Niestety jedna z „nowych” dziewczyn drogą manipulacji i kłamstw doprowadziła do serii kłótni i wyrzutów po czym została zwolniona za wprowadzanie niemiłej atmosfery w miejscu pracy. Nim jeszcze odeszła, oczywiście płacząc, rozpowiedziała jak to została zwolniona przez jedną z dziewczyn, która podobno ma na to jakiś wpływ i rozmową z szefem wymusiła jej zwolnienie.
Odeszła i wydawało się,że można odetchnąć i wrócić do normalności. Jednak nie. Kilka osób , wierząc jej na słowo, chyba bardziej z przerażenia niż ze złości – kontynuowało kłótnie. Każda rozmowa przepełniona była fałszem, bo inne „nowe” dziewczyny, wierząc,że mogą stracić pracę za sprawą koleżanki – po prostu przymilały się, a kiedy nie było jej w pobliżu to… sami wiecie.

Do dziś nie wiem jak to się stało,że dziewczyny uwierzyły w historię o wymuszonym zwolnieniu, jak to możliwe,że wierzą,iż którykolwiek z równorzędnych im pracowników ma jakikolwiek wpływ na zwolnienia oraz jak to możliwe,że dwie z nich, trzepocząc rzęsami wzięły pod swojego buta szefa, staruszka, który chętnie dyskutuje z nimi na tematy, które w pracy w ogóle nie powinny być poruszane.

Każdego dnia wchodzę tam z nadzieją na dobry dzień, jakieś zmiany na lepsze. Z nadzieją,że pewnego dnia za sprawą zwykłego pstryknięcia palcami  wszystko wróci do normy i będzie jak wcześniej.
Praca sama w sobie nie jest zła. Idę, robię swoje i zarabiam przyzwoite pieniądze. Tylko ta atmosfera ! Czeka się aż ktoś pojedzie na urlop,żeby było troszkę lżej, ale to chwilowe tylko. I choć cała ta sytuacja jakoś bezpośrednio mnie nie dotyczy  – męczy okrutnie. Co najgorsze – w samym środku tego zamieszania jest moja dobra znajoma, która niestety bardzo to przeżywa.
W pracy tworzymy bardzo małą grupę. Niespełna 20 osób (licząc dwa działy razem), dlatego też wszyscy byli dość zżyci ze sobą i czekało się na przerwę,żeby móc posiedzieć , porozmawiać. A teraz? Książka i kącik,bo nie ma z kim i o czym. Wielka szkoda.
Niedługo czeka nas wyjazd integracyjny. Ciekawa jestem jak to wypadnie. Wszyscy zgłosili chęć wyjazdu. Może to będzie jakiś przełom? Oby !

Na to czy lubimy pracę czy nie składa się wiele czynników. Choćby praca była cudowna – jeśli otaczają nas ludzie, z którymi spędzenie kilku godzin to tortury – nigdy nie będziemy zadowoleni z pracy, nigdy nie pójdziemy z chęcią i uśmiechem. Praca, choćby była skrajnie beznadziejna, ale z wspaniałymi ludźmi zawsze da nam więcej satysfakcji, a i chęci do pracy będą większe.
Na upartego – przecież można by szukać „szczęścia” gdzieś indziej. Tylko kto da nam gwarancję,że nie trafimy z deszczu pod rynnę? Dlatego warto zadbać o to,żeby atmosfera w pracy nas nie dołowała,a  stosunki między nami, a innymi pracownikami były w najgorszym wypadku po prostu neutralne. Przede wszystkim należy pamiętać,że robimy to dla siebie samych.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii polacy za granicą, praca, zycie

 

Impreza holenderska okiem obserwatora.

01 wrz

Imprezę jakoś przeżyłam… Choć nie powiem,że było łatwo. Przynajmniej początkowo. Drżałam ze stresu.
Dojechaliśmy do celu kilka minut po godzinie 20:00. Szef (właściciel jednego z supermarketów) ma prywatny parking dla kilkunastu aut. Znaleźliśmy miejsce, idziemy. Po lewej stronie mijamy boisko do piłki nożnej z piękną, równą i zadbaną murawą,po prawej zaś stół i krzesła pod drzewem, wyśmienite miejsce na kawę w letni poranek, zaś za tym – woda, a na niej małe łódki. Idziemy dalej, po lewej mijamy prywatny kort tenisowy i widzimy skrzydło budynku, oszklone. Oczom ujawia się komplet wypoczynkowy, jakaś sofa , stolik, oczywiście telewizor, a ze środka obserwować kort. Dochodzimy do celu. Na pierwsze oko wygląda jak budynek gospodarczy z polskiej wsi (choć widziane wczesniej skrzydło jest w tym samym budynku) , wchodzimy do środka. Wysokie,okrągłe stoliki, jednak do nich dostawione wysokie krzesła. Po prawej mamy drewnianą ławkę i kilka małych poduszek na niej. Po lewej jeden wysoki okrągły stolik, a za 3 zwykłe stoliki z wygodnymi krzesłami z oparciem. Po prawej dalej stoją 3 stoliki wysokie, po lewej kolejne 4.
Podchodzi do nad jeden szef, podaje mi rękę przedstawia się, później kolejny. No tak… tylko mnie nikt tam nie zna ! Stresuję się więc i niemalże wżynam paznokcie w ręce mojego kochanego. W końcu siadam na krześle i biorę głęboki oddech – wystarczy. Pokazują slajdy z pracy, zabawne sytuacje,kiedy to ktoś zapomniał o czymś, czegoś nie zrobił. Tylko pracownik może te zdjęcia zrozumieć. A później to już tylko kilka dowcipów i.. wieczór dopiero się zaczyna. Córka szefa odpowiada za muzykę, kilku młodych mężczyzn donosi napoje. Luźne pogawędki, a ja siedzę i obserwuję.
Jeden męzczyzna, T. stoi obok nas, obok niego młoda dziewczyna. Udają,że się nie widzą. Widać między nimi jakieś napięcie, coś tam jest. Po kilkunastominutowej oberwacji mój kochany mówi mi : To jest T. ma 28 lat. Obok niego stoi 16 letnia dziewczyna. Coś ich łączy. Kiedyś potrzebowałem coś od niego odebrać, zszedł półnagi, rozespany niby. W przedpokoju stały damskie buty. Dwie godziny później ona przyszła w tych butach do pracy.
Czyli obserwacja jest owocna. Opisuję mu więc jak to widać między nimi jakieś sztuczne relacje. Dopiero po kilku piwach zaczęli wymieniać zdania.
Następnie widzę jak ze stolika obok obserwują mnie trzy młode dziewczyny. Jedna z nich często zawiesza wzrok na moim ukochanym. Pytam go więc kim ona jest. – To ta dziewczyna, którą spotkaliśmy raz przy wyjściu ze sklepu.
Myślą wracam więc do tego momentu. My wchodzimy (ja troszkę bardziej za nim,niż obok), ona wychodzi. Na jego widok nie kryje zaskoczenia, szczerzy się od ucha do ucha i się wita. Zatrzymuje się, widać chce zamienić słowo. Dochodzę więc do ukochanego i łapię pod rękę, ona patrzy na mnie… odchodzi. A on zdaje mi relację,że to „nowa”.
Obserwuję ją więc już teraz bez odwracania wzroku,kiedy ona patrzy na mnie. Coś do siebie mówią, obserwują nas. Wszystko mi jedno, niech patrzą. Mówię w końcu do mojego partnera,że jesteśmy obserwowani, teraz już śmiejemy się z tego razem. One wychodzą i po kilku minutach wracają,żeby usiąść dużo bliżej nas…
O godzinie 22:00 zaskakuje nas fakt,iż na zewnątrz mamy do dyspozycji „wóz” serwujący frytki i inne przekąski. Do 23:00 ludzie więc wędrują z przekąskami, frytki z majonezem lub curry i frykadele, kotleciki serowe i inne.
Od 23:00 widać,że niektórzy wypili już sporo. Zaczynają się tańce. Ludzie zaczynają biegać trzymając drugich za ramiona. „U nas” robi się to przy piosence „Jedzie pociąg z daleka…” , tutaj nazywają to „polonezem” (?) , a muzyka holenderska, skoczna. Najpierw porywają mi mężczyznę, a następnie jego szef trzyma mnie za ramiona i nakazuje biec. Opieram się, nie wiem jak po około 3ech godzinach siedzenia moje nogi zareagują na te moje  wysokie szpilki ! No,ale widzę,że na nic moje „Noo,noo, noo, please” , więc biegnę za resztą… Szybko jedak udało mi się wyrwać i wrócić do stolika.
Na koniec podchodzą dwie kobiety. Znają mnie…z opowieści. Mój kochany szuka szefa,by podziękować za przyjęcie i oznajmić,że musimy już wracać do domu. A jedna z kobiet w tym czasie uracza mnie masą komplementów. Podziwia,że przyszłam na przyjęcie nie znając nikogo, nie znając języka. Pyta o córkę i oznajmia, iż to dobrze,że wróciłam do Holandii. Wymieniam z nią kilka zdań,ale jestem już naprawdę zmęczona. Zmęczona nudą, głośną muzyką i późną godziną. Tęsknię za domem i za łóżkiem. Zjawia się mój ukochany. Oznajmia kobietom,że wychodzimy. Te naskakują na niego,że powinien być ze mnie dumny,że przyszłam z nim. Obejmuje mnie moja miłość z uśmiechem i mówi,że jest dumny, że bardzo się cieszy,że z nim przyszłam i że następny dzień będzie jeszcze milszy niż zwykle – w podziękowaniu. Dostaję całusa. Żegnamy się z niektórymi  i wychodzimy. A nasza obserwatorka nie spuszcza z nas wzroku. Odprowadza nas nim do samych drzwi, znikamy w ciemności. A ludzie tańczą, śpiewają, krzyczą i gwizdają.
I nie była by taka zła ta impreza, gdyby to byli również moi znajomi… Choć ogółem przeżyłam, zobaczyłam i opisałam. A w aucie mój kochany zerkając na mnie podziękował za wieczór i powiedział,że było dobrze,że jest zadowolony.
Za rok będzie lepiej!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii praca, zycie

 

Holenderska ‚impreza’ firmowa.

31 sie

Właśnie rozważam rozpoczęcie przygotowywania się na ‚holenderską imprezę firmową’. Pożera mnie stres. Może byłoby łatwiej,gdyby to była „moja” impreza, ale nie,oczywiście,że nie… Wybieram się na imprezę firmową z moim partnerem jako : przyzwoitka?nośnik jego wstydu?milczek?dziwak?dzikus?
W dalszym ciągu nie przywykłam do tego,że czasm ludzie zerkają na mnie z miną zaskoczenia. ONA NIE MÓWI PO HOLENDERSKU,A PRZECIEŻ JEST W HOLANDII! – odnoszę wrażenie,że takie właśnie słowa dudnią im w głowach. Do tego zerkają na mojego partnera – taki dobry chłopak,po co mu taki ciężar, taki problem? Prawie rozwódka do tego z dzieciakiem! Czemu nie weźmie sobie jakiejś NORMALNEJ holenderki.
I choć to co sobie uroję ma niewielki związek z prawdą – stresuję się. Będzie dużo ludzi. Szacuje się,że około 100. Jak dotąd każda impreza holenderska była dla mnie swego rodzaju torturą. Czemu? Różni się świętowanie niderlandzkie od naszego. My dobrze się bawimy, zazwyczaj w towarzystwie dobrych znajomych, a tu zaprasza się osoby,które czasem spotykają się po raz pierwszy w życiu. Do tego u nas zasiadasz gdzieś wygodnie, popijasz drinka/herbatę czy cokolwiek na co masz chęć, a tutaj większość stoi przy tych ich dzikich, zazwyczaj okrągłych, wysokich stolikach. A ja taka malutka… Przy takim stoliku z grupką holendrów wyglądam jak mała dziewczynka! (szpilki dziś ubiorę!). No i rozmawiają. Na tematy ważne i mniej. Gadają, śmieją się, niekiedy sami siebie nawzajem zrozumieć nie mogą. I co ja biedna mam począć z taką ogromna grupą ludzi? Byłam na kilku mniejszych przyjęciach. Zazwyczaj rodzinnie – bo urodziny, ale zdażyło mi się też „świętować porażkę” drużyny holenderskiej w euro 2012 w pubie pełnym holendrów, byłam też na urodzinach u znajomych mojego partnera. Tylko zabawa z okazji euro2012 była udana, bo było ze mną kilku polaków! A tutaj sama, samiuteńka! Jeszcze jakiś czas temu to jeden z pracowników miał dziewczynę polkę,ale się rozstali – że niby za bardzo się różnili, a owe różnice zaczęły ich razić na tyle,że dali sobie spokój.
No więc dotychczas każda impreza była torturą, aczkolwiek nigdy jeszcze nie byłam na takowej imprezie odkąd jestem w stanie holendrów zrozumieć. Może chociaż troszkę lepiej to zniosę. Jak będzie źle – wyjdziemy. Ani myślę dusić się w tym tłumie i chować po kątach! I jeszcze jedno co drażni… Bo wiedzą tacy,że po angielsku do Ciebie,ale nie… Oni i tak będą z rozbiegu nawijać do Ciebie w ich języku ojczystym…
Dam radę… Dam radę! Przecież będzie przy mnie mój facet idealny!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, praca, zycie

 

Agencja pracy za granicą.

29 sie

W internecie możemy znaleźć wiele komentarzy odnośnie Agencji Pracy za granicą. Osobiście pracowałam dla trzech Agencji Pracy. Jeśli o komentarze chodzi to raczej nie sugerowałabym się nimi. Natykamy się na komentarze pozytywne jak i negatywne. Zazwyczaj więcej jest tych negatywnych. Dlaczego? Powiedzmy,że na 100 osób pracujących 10 ma niemiłe doświadczenie związane z daną firmą. 10 osób chętnie wypowie się w internecie na temat firmy by dać upust swoim nerwom, by się ‚odegrać’ , pozostałe 90 osób nie dbają o opinię firmy w internecie, są zadowoleni z firmy i nie czują potrzeby doszukiwania się komentarzy w internecie, a co za tym idzie – nie będą też pisać własnych opinii. Rozmawiałam ze znajomymi,którzy również pracują przez Agencje Pracy (a znajomych mam takich sporo) i każdy potwierdził,że praca jest i nie wypowiadają się na żadnych forach, nie komentują. Także sprawa komentarzy jest jasna. Czemu mamy 20 negatywnych komentarzy i 3 pozytywne? Bo wypowiedziało się 99% osób,którym coś nie odpowiada i % tych,którzy są z pracy zadowoleni.
Najlepiej sugerować się kimś znajomym, kto był, zna firmę i ma o niej coś do powiedzenia.
Często ludzie zapominają,że w każdej firmie za cały planning, organizację i kontakt z ludźmi odpowiada jedna i ta sama grupa osób. To są tylko ludzie, nikt nie jest nieomylny i czasem może zdarzyć się jakiś błąd.
Błąd typu literówka w nazwisku na umowie (do zmiany przecież) , nieodpowiedni wydruk z wypłaty, czy nie naliczone godziny z powodu pracowania u różnych pracodawców,czy po prostu zła ilość godzin przesłana przez osobę za to odpowiadającą w danej firmie. Wszystko jest do wyjaśnienia, powinniśmy usłyszeć PRZEPRASZAM jeśli ktoś popełnił błąd.

Dziś i mnie taki błąd dopadł. Dostałam wiadomość,że dziś mam iść do pracy. Wstałam więc po 6:00, przygotowałam się do pracy, przygotowałam córkę by odwieźć ją do znajomej,która chętnie się nią zajmuje pod moją nieobecność. Z dziwnym przeczuciem i uciskiem w żołądku wyszłam do pracy,po raz pierwszy zabrałam ze sobą klucz. Pojechałam we wskazane miejsce, weszłam do kantyny i przywitałam się z resztą pracowników. Dziwnie było ich zaskoczone miny zobaczyć. Wtedy przyszedł szef. Zerknął, przywitał się i poszedł. Później wrócił i  z zaskoczeniem pyta czemu zostałam wysłana dziś do pracy. I mnie o to pyta? Wytłumaczyłam,że dostałam wiadomość z firmy i jestem. Chwilę później dzwonił już do firmy i wyjaśniał pomyłkę. Ostatecznie przyjechał po mnie kierowca (równie zły jak ja. On dlatego,że musiał zrobić dodatkowy kurs,żeby mnie odwieźć,a ja – że nie potrzebnie z domu z rana wychodziłam). Dostałam telefon z firmy i to oni mnie pytali kto się kontaktował ze mną wczoraj. Jeden drugiemu nie przekaże i problemu szukają poza biurem, zamiast między sobą rozwiązać. Wróciłam do domu. I nie narzekam… Tylko czemu przeprosił mnie niczemu winny szef z pracy, a osoba,która zrobiła pomyłkę na słowo ‚przepraszam’ się nie odważyła? Nawet z firmy dzwonił ktoś inny, żeby tylko na kogoś odpowiedzialność zrzucić. No nic… Normalnie to nie ma z nimi problemu. Nie ma ludzi nieomylnych… Tylko to duża sprawa. Bo,żeby wpaść na pomysł wysłania mnie do pracy musieli dostać telefon, e-mail, cokolwiek. Jeśli nie dostali nic… ? Pewnie ktoś inny nie poszedł do pracy,bo wiadomość była pisana dla kogoś innego, a poprzez pomyłkę trafiła do mnie. Przemęczenie? Natłok pracy? Tak czy siak każdą kolejną wiadomość potwierdzę jednak telefonicznie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii praca