RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Wojna o nic.

06 kwi

To juz niemal 10 miesięcy od orzeczenia rozwodu. Co sie zmieniło ? Wiele.

Podczas rozprawy były małżonek starał sie wywalczyć wiele. Nie odpowiadało mu ograniczenie praw , rzadki kontakt z córka, zbyt rzadkie spotania, za krótkie widzenia z córka , a to w wakacje im chciałby więcej niż oferowałam.

Ostatecznie ma prawo do spotkań z córka w każdy drugi (bądź pierwszy) weekend miesiąca. Z możliwości tej oczywiście nie korzysta, bo mieszka za daleko. Mimo to walczył o ten weekend zaciecie. Nastepnie Wielkanoc. Walczył o możliwość spotkania z córka w Swieta Wielkanocne , otrzymał dwa dni z możliwościom zabrania córki poza miejsce zamieszkania,ale i z tego nie skorzystał. Święta Bozego Narodzenia zaś wykorzystał jak tylko mógł i spędził je razem z córka.  Chociaż tyle. Powoli zbliżają sie wakacje. To byŁa najtrudniejsza kwestia do rozstrzygnięcia. Ja proponowałam dwa tygodnie , a adwokat męża twardo sie licytowała o więcej. Przystało na 20 dniach. Ex juz wspomniał , ze 20 dni to dla niego za duzo i nie ma szans dostać tak długiego urlopu ! W sadzie zarzekał sie,ze bez problemu otrzyma urlop i spędzi czas z córka. Teraz i data mu nie odpowiada i ilośc dni. Z chęcią zgodziłam sie na przesunięcie daty, bo akurat miał zabrać córke w okresie kiedy i jak mam urlop. Z 20 dni zrobiły sie 2 tygodnie. Prawdopodbnie. Jest bowiem jeszcze jeden problem do rozwiązania. Chodzi o to jaki środek transportu zaproponuje i gdzie zechce ja zabrać.

Jesli chodzi o podróż samochodem – jestem całkowicie na NIE. Sam do tego dopradzil swoją bezmyślnością podczas ostatniej podróży z córka. Nie toleruje naraza ja zdrowia i zycia córki oraz wyrabiania złych nawyków. Pozwolił jej podróżować na jego kolanac zamiast w foteliku ! Od tego momentu skończyły sie ich wspólne podróże autem. Próbowałam z nim o tym rozmawiac. Może i zmieniłabym zdanie, ale on wciąż nie widzi w tym nic złego. Dla niego nie ma problemu , ponieważ córce w foteliku nie było wygodnie.  Samolot byłby świetnym rozwiązaniem gdyby nie to, ze jemu wydaje sie, ze to mój obowiązek podstawić mu dziecko pod nos na lotnisko. Jego przerośnięte ego nie pozwala mu po prostu poprosic mnie o to. On wymaga, a ja mam zrobić – tyle. Zero próby rozmowy, wiec zero próby z mojej strony by mu cokolwiek ułatwić. Nastepny problem pojawi sie jeśli zeche zabrać ja do Anglii. Nie wiem gdzie i z kim on mieszka, to moga być różni ludzie, być może on sam nie zna ich za dobrze. Uważam, ze córka jest zbyt mała , zeby na to pozwolić. On niechętnie jeździ do Polski, bo (zdaje sie ) przejrzał na oczy i nie odpowiada mu pobyt u rodzicow.

Ciezko jest zadowolić na raz dwójkę rozwidzionych osób dzielących sie dzieckiem. Z mojej strony bywa to , czasem może zbyć wyolbrzymiony , strach o córkę , a z jego zazwyczaj zwykła chęć wyegzekwowania tego,co nakazał Sad.

Ostatecznie staramy sie szukać kompromisu i wychodzi nam to lepiej  niz kiedy byliśmy małżeństwem. W okresie małżeństwa kompromisów nie było, musiało być tak jak chciał on, ja nie miałam prawa głosu. Teraz jedna udaje sie jakoś dogadać.  Nawet przyjazd po córkę przed Bożym Narodzeniem przebiegł bezproblemowo. Oboje dołożyliśmy starań, by nasza niechęć do siebie nie dała sie odczuć córce.

Przed nami jeszcze wiele do zrobienia, zeby ten kontakt miedzy nami był w miarę poprawny na codzień ( w dalszym ciagu mam chęć rzucić telefonem , gdy w czasie pracy dzwoni mój telefon i wyświetla sie jego numer). On zaś musi zrozumieć,ze fakt iż „nie zione ogniem” wcale nie oznacza, ze mięknę i chciałabym znów z nim być, ponieważ każda normlna, spokojna rozmowa powoduje u niego napływ uczuć (tak, tak , napływ uczuć do tej bezdusznej, podłej, okrutnej ex zony ) i kończy sie jego niepotrzebnym nawiązywaniem do przeszłości. Najwyrazniej on pamięta mniej złego niż ja ( a to ciekawe, bo podobno to ja bylam ta zła w zwiazku) , bo wspomina wtedy rzeczy, o których ja juz nawet nie pamietam. Nie mam nawet pewności,ze to sie kiedykolwiek wydarzyło.

 

Mi zależy tylko na tym co tu i teraz, nie interesują mnie wspominki pojedynczych , milych sytuacji z przeszłości. Gdyby nie to, ze świecie wierze w to,ze kontakt córki z jej biologicznym ojcem jest ważnym elementem w jej życiu – na pewno zechciałabym sie odciąć od tego skrawka przeszłości. Mając dziecko swoje potrzeby odstawia sie na bok, to dziecko jest ta częścią naszego życia, o która musimy zadbać. Niestety to,co jest dobre dla naszego dziecka nie zawsze jest dobre dla nas samych, nie ma tu jednak miejsca na samolubstwo.  A juz na pewno nie wtedy, kiedy chodzi o kontakt z biologicznym ojcem.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Orzeczenie rozwodu na pierwszej rozprawie?

08 sie

Wojna została zakończona , a przynajmniej tak mi sie wydaje.

Do Sądu wybrałam sie z przyjaciółką. Potrzebowałam wsparcia, to akurat nie podlega dyskusjom – sama dotarlabym na miejsce zalana łzami i rozdygotana. Rozwód niósł ze sobą wiele dziwnych, czasami sprzecznych emocji. Cieszę sie, ze mialam obok kogoś, kto wierzył w powodzenie bardziej niż ja sama. Czekając na „spowiedź” z naszego wspólnego życia przed Sędzią poczułam uderzenie gorąca, kiedy zobaczyłam, ze nadchodzi przyczyna moich wszystkich problemów. Zerknął jedynie w nasza stronę z tym swoim cwanym uśmiechem. Zgodnie z prawdą szepnęłam do przyjaciółki, ze rozstanie mu służy, wyglądał o dziwo bardzo dobrze. Nieważne. W koncu zawołano nas do sali rozpraw. Sposob w jaki adwokat męża zaczęła przedstawiać ich stanowisko odrazu dał mi odrobinę przewagi. Na 2 tygodnie przed rozprawa Sedzina zwołała posiedzenie , spotkała sie z naszymi prawnikami i zasugerowała odpuszczenie orzekania o winie. Wtedy tez doszliśmy do porozumienia przez co termin rozprawy był bardzo szybki. Według tego co ustalono na posiedzeniu – mieliśmy szybko zamknąć sprawę, podtrzymać stanowiska przedstawione na posiedzeniu i szybciutko zakonczyc małżeństwo. Adwokat męża okazała sie waleczną kobieta. Nie zważając na poprzednie ustalenia zaczęła od tego, iż jednak podtrzymują wszystko co jest w ich odpowiedzi na pozew. Nim to powiedziała, mąż z cwana miną pokręcił do mnie głowa dając znak,ze jednak nie zamierza sie dogadać. Wtedy poleciały pierwsze łzy.

Sędzina nie kryła niezadowolenia, mogłabym powiedziec,ze była po prostu zła… Wspomniała o wymuszeniu szybkiego terminu i manipulacji. Nie tyczylo sie to mnie i mojego adwokata, my wywiazalismy sie z umowy. Poprawiliśmy pozew, odpuscilismy orzekanie o winie (w zanadrzu jednak mając ewentualne poprawki do pozwu i listę świadków – wlasnie na wypadek jesli ich odpowiedz na pozew zostanie podtrzymana). Oni zaś , najpierw godząc sie na to i owo, nagle wyskoczyli z orzekaniem o winie, żadnej próby dogadania sie, wszystko tak, jak napisali wczesniej. Po tym jak Sędzina wściekła dała do zrozumienia adwokatowi męża, ze nie tak miało byc- przeszła do pytania o paszport córki. Problem wynikł w trakcie pierwszej mowy adwokata męża. Mąż chciał, żebym podczas pobytu w Polsce (polecialam do Polski na 2 dni, na sam rozwód) wybrała sie z nim do Urzędu Wojewódzkiego w innym miescie niz mieszkamy i innym niz to, gdzie znajdował sie Sąd Okręgowy i wyrobiła z nim paszport dla córki. Ja oczywiście się z tym nie zgodziłam biorąc pod uwagę czas jakim dysponowałem, brak chęci spędzenia z nim czasu i …. Szczerze mówiąc… Prosiłam go o zgodę na paszport dla córki ponad rok, takiej zgody nie otrzymałam, wiec czemu mialam tracic teraz swój czas i nerwy,bo on tego chciał? Miał ponad rok,zeby wysłać mi zgodę, nie zrobił tego, a ja dłużej nie zamierzałam tańczyć jak mi zagra. Wyjaśniłam jak z mojej strony wyglada ta kwestia i nie została ona juz pozniej więcej poruszona. Ostatecznie Sędzina zarządziła przerwę i najzwyczajniej w świecie kazała nam sie dogadać. Dyskutowalismy kilka minut na korytarzu. Poruszaliśmy kwestie ograniczenia praw o czym mąż w ogóle nie chciał słuchać, ustalenia kontaktów (tu wściekałam sie kiedy adwokat męża nie dał dojść mu do słowa, tylko targowala sie ze mna jak jakas przekupa na targu o czas mojego dziecka!!) , wtedy tez jej profesjonalizm niemal mnie powalił, kiedy to położyła dłoń na klatce piersiowej mojego męża i zwracając sie do niego po imieniu powiedziała „ja bym sie zgodziła” (na ograniczenie praw). Wczesniej bowiem kwestia ograniczenia została poruszona. Mąż nie chciał ograniczonych praw, a dodatkowo życzył sobie, zeby podróż córki za granice wymagała jego pisemnej zgody. Sedzina uznała to za żart, skoro dziecko mieszka za granica i wiadomo,ze musi mieć możliwość swobodnego podrozwołania poza granice kraju, przy czym padło,ze maz chce miec cos do powiedzenia jesli np.zechce zabrac corke do stanow zjednoczonych, on chce miec możliwość po prostu sie na to nie zgodzić, nie chciał, żebym mogła bez jego zgody wyrabiać dziecku paszport/dowod, co tez uznała za niedorzeczne, bo jesli dziecko zechcialabym zabrać do stanów bez zgody ojca, miałabym na to 5 lat od wyrobienia jednego dokumentu do potrzeby wyrobienia nowego. Dodatkowo uznała tez, ze miedzy mna, a mężem jest duży konflikt przez co nie widzi mozliwosci powierzenia władzy rodzicielskiej obydwu z nas. Ograniczyła mu wiec prawa rodzicielskie do wspoldecydowania o kierunku kształcenia (do czego w praktyce nie dojdzie, córka chodzi juz do szkoły, a kiedy ją skończy , bedzie musiala sama wybrać co dalej). Kontakty zostały ściśle określone, alimenty o tej samej wysokości co zabezpieczenie na czas trwania sprawy , zwrot części kosztów sądowych dla mnie…

Nie pomogły mu próby wmówienia, ze odeszłam, bo poznałam kogoś innego, mój nowy związek nie miał żadnego wpływu na przebieg rozwodu. Na nic zdały sie kłamstwa, wszystkie próby zastraszania mnie… Wszystko poszło po mojej myśli. I dopiero kilka tygodni po rozprawie dopadły mnie wspomnienia tego dnia. Dopiero wtedy dotarło do mnie,ze poza jego panią adwokat były z nim jakieś inne dwie kobiety i dziecko w wieku 2,5 może 3ech lat(?) Nie przyjrzałam sie, nie mam pojęcia kto to był. Nawet na rozwód przyprowadził ze sobą stadko… Aaaaah, niezmiernie sie cieszę, ze mam to za sobą.

Dodatkowo mamy juz za sobą pierwsze wakacje, w które mógł zabrać córkę. Co prawda Sąd ustalił dla nich w tym roku dwa tygodnie , ostatecznie (jako,ze wstrzelil mi sie z data w sam środek mojego urlopu) były mąż zgodził sie na tydzien, po czym odwiózł córkę po 6 dniach, a po dwóch dzwonił i się skarżył – nie dawał sobie rady. To już nie ta sama, malutka , bezbronna 3 letnia dziewczynka, a niespełna 5 letnia , mądra i cwana panienka, ktora była przekonana, że z tata bedzie jej lepiej niz ze mna, ze on pozwoli na wszystko (sam coś wspominał,że pozwoli)… Pojechała więc z zamiarem opanowania świata i doszło miedzy nimi do starć, co ja mam z nią na codzień. Od jakiegoś czasu żyje w przekonaniu,ze jest juz dorosła i moze sama decydować o wszystkim co jej dotyczy. Ot zwykła 5 latka, ktora chce byc dorosła, co zaostrza fakt, ze w tym roku szkolnym bedzie najstarsza w grupie 1/2. Mała kombinatorka.

Rozwód na pierwszej rozprawie mając wspólne małoletnie dziecko? bez wątpienia TAK , ale…. Nie wszystkim moze pójść tak gładko. Zależy od Sędziego i upartosci malzonkow.

 

Zamiana nazwiska po rozwodzie okazała sie latwiejsza niz myślałam. Odebrałam uprawomocnienie wyroku i poszłam do Urzędu Stanu Cywilnego. Ogólnie rzecz biorąc – kierownik urzędu powinien miec juz w systemie kwestie rozwodu. Niestety nie dostali jeszcze uprawomocnionego wyroku, ale wystarczył mój. Co prawda musiałam go tam zostawić, ale moge go odebrac jak tylko dojdzie do nich informacja o orzeczeniu rozwodu. Napisałam wniosek o powrót do nazwiska noszonego przed zawarciem związku małżeńskiego . Uiściłam oplate skarbowa w wysokości 11 złotych i od ręki dostałam akt małżeństwa z adnotacja o rozwodzie i powrocie do nazwiska panieńskiego. Z tym aktem złożyłam wniosek o nowy dowód osobisty. Z pewnego punktu widzenia wyglada to jak ogromny krok wstecz, powrót do przeszłości, do tego co juz było , ale w rzeczywistości był to niezły trucht w przyszłość . Przebyłam ogromny dystans od dnia kiedy doszlam do wniosku,ze to małżeństwo nie ma juz cienia szans do dzis, kiedy leżę w łóżku obok wspaniałego mezczyzny, a za ściana śpi moja cudowna córeczka ,a ja ze spokojem i uśmiechem pisze tutaj o tym jak zamknęłam jeden rozdzial życia, by moc rozpoczac nowy, oby tym razem lepszy.

 

…by nie było zbyt miło.

31 mar

Niestety wojna między mną, a byłym wciąż trwa. Bitwa za bitwą, które raz udaje mi się wygrać, a czasem niestety daję się sprowokować,bo każdy ma przecież jakieś granice wytrzymałości.
Chwilę to nawet jakos się układało, całkiem łatwo było się dogadać, a przynajmniej tak się wydawało. Oczywiście wtedy powtórka z rozrywki – starał się wykorzystać to,że byłam miła,że próbowałam pójść na kompromis – znów zaczął stawiać wymagania i kwestia dogadania się znów się oddaliła.

Zgoda na dowód, którą przesłał przeleżała swoje w Ambasadzie. Udało mi się natomiast uzyskać paszport tymaczasowy,więc wykorzystując miesiąc „wolności” córki – wybraliśmy się do Polski. Każdy potrzebuje odetchnąć, a mi było to już naprawdę potrzebne. Tak też wybraliśmy się do Polski. Odwiedziliśmy rodzinę, moich przyjaciół – baterie naładowane, może nie na kolejny rok, ale na kolejne kilka miesięcy na pewno. Urlop „od życia” byłby nawet udany,gdyby nie kilka niespodzianek.  Niestety w połowie pobytu natknęłam się na moją byłą teściową. Sam fakt,że nie odpuściła i zaczepiła mnie w autobusie uznałam za szczyt, ale nie… przy tym co wydarzyło się później – incydent w autobusie okazał się niczym. Po natknięciu się na mnie w autobusie odrazu wykonała telefon do mojego szwagra licząc na to,że on udzieli jej kilka informacji, a przede wszystkim,że powie jej,czy jest ze mną córka. Rok czasu zero kontaktu, nie wiedzieli czy żyjemy, nic ich nie interesowało, a wtedy nagle wielkie poruszenie i wydzwanianie. Nagle zaczął dzwonić telefon mojej mamy, zobaczyłam numer i wiedziałam kto dzwoni. Za drugim razem odebrałam. Oczywiście pytanie,czy jest ze mną córka, prze miły ton, użyła nawet zdrobnienia mojego imienia! Zapytałam ją jak myśli, skoro córka nie ma paszportu,bo ojciec nie wyraził zgody. Zaatakowała mnie więc z kim zostawiłam dziecko. Przypomniałam jej,że to już nie jej problem i się rozłączyłam. BABCIA , która przez rok nie wiedziała czy dziecko żyje,bo się nie interesowała. Myślałam,że dadzą mi spokój, a już na pewno byłam przekonana,że się nie zjawią myśląc,że córki ze mną nie ma. Ale ten typ człowieka tak szybko nie odpuszcza. Niedługo później na telefon mojej mamy zadzwoniła jakaś kobieta, chciała rozmawiać ze mną. Przedstawiła mi się, powiedziała,że pracuje w policji i… że zgłoszono zaginięcie dziecka ! Po krótkiej wymianie zdań pani policjantka wiedziała już,że jest to pomówenie, ale kiedy zapytała,czy jest ze mną córka, nie udzieliłam odpowiedzi. A skąd mogłam wiedzieć,że rozmawiam z pracownikiem policji, a nie kolejną „nawiedzoną” koleżanką ex-teściowej? Zaprosiłam więc panią do nas. Przyjechały we dwie. Pokazałam im Maję, porozmawiałam, wyjaśniłam i skończyło się na notatce,że dziecko jest całe i zdrowe z mamą. Dodatkowo pani poinformowała mnie,że muszą zadzwonić i powiedzieć,że dziecko jest tutaj całe i zdrowe, jednak jakby przyjechali,mogę nie otwierać drzwi, a jeśli by się dobijali to mogę dzwonić po interwencję policji. Pani mnie zrozumiały i nie robiły żadnych problemów, a mój prawnik uznał to,za bezpodstawne pomówienie.
Gdyby tego było mało 2 dni później zjawił się tatuś idealny i podczas godzinnego spotkania z córką zdążył ją nabuntować przeciwko mnie. I takie ot wakacje…
Gdyby tego było mało – w jego mniemaniu paszport został wydany bezprawnie. Wściekł się. No tak, wygodniej było jak dziecko utknęło za granicą i nie mogło się nigdzie ruszyć, to mu pasuje.
Żałuję,że kiedykolwiek spotkałam tego człowieka. Udowodnili tylko jak beznadziejni i bezczelni potrafią być, byle tylko zrobić na złość.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do końca życia!

30 wrz

Czekam wciąż na datę rozprawy i w dalszym ciągu cisza. Adwokat co prawda mówił,że do końca miesiąca powinno być pismo z zabezpieczeniem alimentacyjnym i datą rozprawy, ale przecież dziś wciąż jest jeszcze wrzesień.
Moja panienka od dzisiaj zaczęła chodzić „normalnie” do szkoły. Już nie jeden dzień w tygodniu,a cały tydzień, już nie od 8:45 do 12:00, a do 15:30. Zadowolona ze szkoły. Dzielna jest. Język wsiąka jak gąbka wodę,więc nie ma żadnego problemu.

W sobotę świętowaliśmy urodziny córki. Mój ex zadzwonił , nawet nie wiem co mówił – wzięła telefon i poszła przed siebie rozmawiając z tatusiem. Obiecał,że porozmawiają w niedzielę i tak oto w niedzielną noc dostałam wiadomość,że chciałby porozmawiać dziś z córką, zrekompensować to,że nie rozmawiali w niedzielę. Jakby conajmniej to była moja wina,że on znów zawiódł, że nie dotrzymał słowa. Zdenerwował mnie tym. Przyznam szczerze,że zapomniałam o tym,że obiecał jej rozmowę – choć córka chwaliła mi się tym po rozmowie z tatą. Nie zwracam większej uwagi na jego słowa, bo kłamie, kłamie i nie potrafi tego zmienić.

24go września był termin jego wizyty w Ambasadzie w ramach paszportu dla córki, o który proszę od maja. Nie pojechał, podobno nie mógł, zagrozili mu,że jak nie zjawi się w pracy,to już może nigdy nie przychodzić. Nie wierzę, nie mam powodów,żeby wierzyć w jego słowa. Przyznam szczerze,że popłakałam się. Nie wiedząc dlaczego miałam ogromną nadzieję,że tym razem po prostu zrobi co do niego należy. A jednak nie. I znów przeżyłam zawód. Umówił się na kolejne spotkanie, 8go października, mówiąc mi,że choćby się miało walić i palić – pojedzie i to załatwi. NIE WIERZĘ.

Ogólnie informację o tym,że do Ambasady nie pojedzie przyjęłam spokojnie, nie chciałam obnażać przed dnim swoich smutków i rozczarowania. Zaskoczyła go chyba moja spokojna reakcja, bo aż nagle zaczął znów mnie kochać nad życie i prosić o powrót (co znów ukazuje jaką to okrutną żoną byłam,że mimo wszystkiego co się wydarzyło, on dalej chciałby powrotu). Wspomniałam więc o jego dziewczynie i przypomniałam mu,że już jeden związek zniszczyło kłamstwo i że mam nadzieję,że jego dziewczyna wie,co mu w głowie siedzi. Ominął pytanie co oznacza,że nic nie wie i łudzi się,że przeszłość jest przeszłością. Dla mnie tak,ale co z nim ? Czy to już zawsze tak będzie? Zawsze już,kiedy zmuszę się do odrobiny miłego zachowania w stosunku do ex – on na nowo będzie mnie kochał i prosił i powrót? Nawet kiedy napisałam,że w najbliższym czasie czeka nas wezwanie na rozprawę uznał,że to nieważne,bo zawsze jest szansa,czy przed czy po rozwodzie. No tak,przecież w normalej sytuacji ex by mnie obraził, zwyzywał za to,że komplikuję mu życie nawet po rozstaniu, a on po prostu to przyjął i nic ! Obiera chyba nową taktykę. Postanowiłam „kuć żelazo póki gorące” i wspomniałam o jego matce, zapytałam jak się miewa i jaką opinię wyraża na temat naszego rozstania. Odpowiedział niedokładnie, dając mi jednak do zrozumienia,że mamusia zadowolona, a on wściekły na nią kiedy tylko ona próbuje mu swoje zadowolenie wygłosić. Dobrze,że chociaż ona jedna szczęśliwa. Przy każdej naszej kłótni,przy każdym kryzysie wygłaszała mowę o tym,że wpędzimy ją do grobu,że się pochoruje przez nas,że głowa jej pęknie od naszych problemów. Myślę więc,że teraz żyje kobiecina bez stresów, kłopotów, zdrowa i bez bólu głowy, a do grobu jej jak stąd do nieba. I tak oto jedyną niezadowoloną, pokrzywdzoną i cierpiącą osobą jest jej syn, którego (nie wiadomo dlaczego) poniekąd mi trochę żal. No,ale przecież sam sobie na to zapracował. Każdy jest kowalem własnego losu, a on wyjątkowo CIĘŻKO pracował na to,co teraz ma.

6 lat wspólnego życia jest przeszłością i choć chciałoby sie od niej odciąć – nie ma mocy,która by na to pozwoliła. Ten człowiek do śmierci (czy mojej,czy jego) będzie gdzieś obok, będzie przewijał się przez moje życie, zapewne zadając rany niejednokrotnie. Nie pozbędę się go. Zostanie do końca życia. Taka cena przeszłości.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozwód.

10 wrz

No i stało się… Zadzwonił adwokat i przeczytał mi pozew rozwodowy, który sporządził… Przeczytał mi krótki opis mojego życia, naszego życia. Rozdrapał wszelkie zabliźnione rany! Przypomniał,że życie nam nie wyszło…
Stałam tak z telefonem przy uchu i słuchałam jak streszcze moje dawne życie małżeńskie. Jak z mocą napiera, wytyka krzywdy jakie wyrządził mój mąż. Jego głos jakby nadał tym wspomnieniom inny, bardziej dramatyczny wyraz. Nawet z tego wszystkiego nie pamiętam co dokładnie mówił, moja pamięć zgubiła kilka, może kilkanaście zdań, a on i tak mówił,że czyta w skrócie to co napisał. Głowa mnie boli, a myśli wirują. Moje małżeństwo teraz naprawdę się kończy.
Skupiam się dalej na tym,co Pan Mecenas ma mi do powiedzenia. I wtedy wpada mi w ucho „ograniczenie praw rodzicielskich pozwanemu” no i ukłucie… On się wścieknie. Niestety, tak musi być. Jakoś może by się dało to pogodzić,gdybyśmy mieszkali w tym samym mieście, choćby w tym samym kraju,ale niestety nie. Później mi mówi,że jest jedna Sędzina,co to domaga się ustalenia kontaktów. „Co Pani proponuje? Może np. pierwszy weekend w miesiącu?” , o zgrozo… że jak? „Nie, tak się nie da… Ja nie chcę go tutaj, córki on zabrać też nie może” , zaproponował więc pierwszy weekend miesiąca w obecności matki, co i tak uznał za niewykonalne „ale musimy coś napisać, bo ta Sędzina jest przekonana,że jest nakaz Sądu Najwyższego o konieczności ustalenia kontaktów”. I mówił,że na wniosek obydwojga rodziców można by zaniechać ustalania kontaktów,ale mój mąż na to nie pójdzie, nie mam szans na żadne układy czy porozumienia z mężem.
Mimo,iż nie chcę orzekać o winie, ten pozew brzmi jednoznacznie WINNY. I nie wspomniał,że teraz z kimś jestem, że żyję z innym mężczyzną. Skupiamy się na tym, co robił mąż, co doprowadziło do rozpadu małżeństwa, a nie na tym,co jest teraz.
Na koniec wspomina o obojętności ojca na dziecko o braku pomocy w utrzymaniu dziecka… Takie to zagmatwane wszystko i okropne. W tym pozwie zawarł wszystko,co doprowadziło nas do miejsca, w którym teraz jesteśmy.
Witaj, koszmarze. Otwiera się przede mną moje prywatne piekło na ziemii. Przetrwam to i mam nadzieję,że razem z Nowym Rokiem będę świętowała moje NOWE ŻYCIE.