RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2015

Wojna o nic.

06 kwi

To juz niemal 10 miesięcy od orzeczenia rozwodu. Co sie zmieniło ? Wiele.

Podczas rozprawy były małżonek starał sie wywalczyć wiele. Nie odpowiadało mu ograniczenie praw , rzadki kontakt z córka, zbyt rzadkie spotania, za krótkie widzenia z córka , a to w wakacje im chciałby więcej niż oferowałam.

Ostatecznie ma prawo do spotkań z córka w każdy drugi (bądź pierwszy) weekend miesiąca. Z możliwości tej oczywiście nie korzysta, bo mieszka za daleko. Mimo to walczył o ten weekend zaciecie. Nastepnie Wielkanoc. Walczył o możliwość spotkania z córka w Swieta Wielkanocne , otrzymał dwa dni z możliwościom zabrania córki poza miejsce zamieszkania,ale i z tego nie skorzystał. Święta Bozego Narodzenia zaś wykorzystał jak tylko mógł i spędził je razem z córka.  Chociaż tyle. Powoli zbliżają sie wakacje. To byŁa najtrudniejsza kwestia do rozstrzygnięcia. Ja proponowałam dwa tygodnie , a adwokat męża twardo sie licytowała o więcej. Przystało na 20 dniach. Ex juz wspomniał , ze 20 dni to dla niego za duzo i nie ma szans dostać tak długiego urlopu ! W sadzie zarzekał sie,ze bez problemu otrzyma urlop i spędzi czas z córka. Teraz i data mu nie odpowiada i ilośc dni. Z chęcią zgodziłam sie na przesunięcie daty, bo akurat miał zabrać córke w okresie kiedy i jak mam urlop. Z 20 dni zrobiły sie 2 tygodnie. Prawdopodbnie. Jest bowiem jeszcze jeden problem do rozwiązania. Chodzi o to jaki środek transportu zaproponuje i gdzie zechce ja zabrać.

Jesli chodzi o podróż samochodem – jestem całkowicie na NIE. Sam do tego dopradzil swoją bezmyślnością podczas ostatniej podróży z córka. Nie toleruje naraza ja zdrowia i zycia córki oraz wyrabiania złych nawyków. Pozwolił jej podróżować na jego kolanac zamiast w foteliku ! Od tego momentu skończyły sie ich wspólne podróże autem. Próbowałam z nim o tym rozmawiac. Może i zmieniłabym zdanie, ale on wciąż nie widzi w tym nic złego. Dla niego nie ma problemu , ponieważ córce w foteliku nie było wygodnie.  Samolot byłby świetnym rozwiązaniem gdyby nie to, ze jemu wydaje sie, ze to mój obowiązek podstawić mu dziecko pod nos na lotnisko. Jego przerośnięte ego nie pozwala mu po prostu poprosic mnie o to. On wymaga, a ja mam zrobić – tyle. Zero próby rozmowy, wiec zero próby z mojej strony by mu cokolwiek ułatwić. Nastepny problem pojawi sie jeśli zeche zabrać ja do Anglii. Nie wiem gdzie i z kim on mieszka, to moga być różni ludzie, być może on sam nie zna ich za dobrze. Uważam, ze córka jest zbyt mała , zeby na to pozwolić. On niechętnie jeździ do Polski, bo (zdaje sie ) przejrzał na oczy i nie odpowiada mu pobyt u rodzicow.

Ciezko jest zadowolić na raz dwójkę rozwidzionych osób dzielących sie dzieckiem. Z mojej strony bywa to , czasem może zbyć wyolbrzymiony , strach o córkę , a z jego zazwyczaj zwykła chęć wyegzekwowania tego,co nakazał Sad.

Ostatecznie staramy sie szukać kompromisu i wychodzi nam to lepiej  niz kiedy byliśmy małżeństwem. W okresie małżeństwa kompromisów nie było, musiało być tak jak chciał on, ja nie miałam prawa głosu. Teraz jedna udaje sie jakoś dogadać.  Nawet przyjazd po córkę przed Bożym Narodzeniem przebiegł bezproblemowo. Oboje dołożyliśmy starań, by nasza niechęć do siebie nie dała sie odczuć córce.

Przed nami jeszcze wiele do zrobienia, zeby ten kontakt miedzy nami był w miarę poprawny na codzień ( w dalszym ciagu mam chęć rzucić telefonem , gdy w czasie pracy dzwoni mój telefon i wyświetla sie jego numer). On zaś musi zrozumieć,ze fakt iż „nie zione ogniem” wcale nie oznacza, ze mięknę i chciałabym znów z nim być, ponieważ każda normlna, spokojna rozmowa powoduje u niego napływ uczuć (tak, tak , napływ uczuć do tej bezdusznej, podłej, okrutnej ex zony ) i kończy sie jego niepotrzebnym nawiązywaniem do przeszłości. Najwyrazniej on pamięta mniej złego niż ja ( a to ciekawe, bo podobno to ja bylam ta zła w zwiazku) , bo wspomina wtedy rzeczy, o których ja juz nawet nie pamietam. Nie mam nawet pewności,ze to sie kiedykolwiek wydarzyło.

 

Mi zależy tylko na tym co tu i teraz, nie interesują mnie wspominki pojedynczych , milych sytuacji z przeszłości. Gdyby nie to, ze świecie wierze w to,ze kontakt córki z jej biologicznym ojcem jest ważnym elementem w jej życiu – na pewno zechciałabym sie odciąć od tego skrawka przeszłości. Mając dziecko swoje potrzeby odstawia sie na bok, to dziecko jest ta częścią naszego życia, o która musimy zadbać. Niestety to,co jest dobre dla naszego dziecka nie zawsze jest dobre dla nas samych, nie ma tu jednak miejsca na samolubstwo.  A juz na pewno nie wtedy, kiedy chodzi o kontakt z biologicznym ojcem.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii