RSS
 

Muzułmanin? „Nie jednemu psu na imię Burek”.

21 sty

Takie nastały czasy,że wielu ludzi szuka szczęścia poza granicami kraju, a co za tym idzie – mamy coraz to więcej związków z obcokrajowcami. Dwie bliskie mi osoby związały się z  wyznawcami islamu. Pierwsza myśl zawsze jest taka sama. Tym ludziom ciężko zaufać, mają swoją religię, która przecież bardzo różni się od naszej. Do tego dochodzi kwestia,że to dwie kobiety związały się z muzumaninem, a przecież wiadome jest ile taka ot kobieta, katoliczka do tego znaczy dla wyznawcy islamu. Czemu więc te związki? A no dlatego,że „nie jednemu psu na imię Burek” i tak oto kobieta, póki na własnym przykładzie nie sprawdzi – nie uwierzy.

Jedna z przyjaciółek poznała muzułmanina podczas praktyk studenckich. Pracowali razem i przypadli sobie do gustu. Osobiście podczas opowieści o wspaniałym tunezyjczyku ciągle byłam przekonana,że to nie jest „historia na dłużej”. Z całego serca życzyłam jej jak najlepiej i kiedy upracie dażyła do stworzenia normalnego związku z tym mężczyzną – wspierałam ją. Ostrzegałam, ale zarazem starałam się nie szufladkować, dałam więc mu jakiś kredyt zaufania. Po około 3ech latach wzięli ślub. Ślub cywilny, ale nie w Polce… w Tunezji. Oczywiście zostałam zaproszona na uroczystość i przyjęcie, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Jej rodzina (najbliższa) oczywiście była tam razem z nią i cieszyła się jej szczęściem. Takie życie niestety,że się rozjechałyśmy, ale w końcu udało nam się spotkać. Zdjęcia ze ślubu i wesela nie bardzo przypadły mi do gustu. Zachowano bowiem całą tradycję muzułmańską, od wspólnych wieczorów (panieński i kawalerski), po dziwny wieczór w białyhc strojach i wieczór w sukni ze złota, depilację całego ciała, tatuaż z henny na dłoni… Osobiście sama mieszkam poza graniami kraju, ale diametralne odbieganie od polskich tradycji wciąż sprawa mi coś na miarę bólu, bólu wenętrznego,bo jednak ma się to wpojone, do tego się przywykło. Nigdy jednak nie pytałam o jej odczucia względem zupełnie innej ceremonii zaślubin niż te, do jakich przywykła. Była jednak mimo wszystko szczęśliwa. Później dopiero zaczęły się problemy – wiza. Przy drugim podejściu udało się uzyskać wizę i mąż w końcu mógł przyjechać do żony. Wtedy kolejny stres, załatwianie karty czasowego pobytu, kontrola w domu z samego rana,czy aby na pewno związek nie jest fikcyjny… Ja nie jestem osobą, która mogła by temu podołać, ale oni dali radę. Mój ostatni dzień w Polsce poświęciłam więc młodej parze, wybrałam się z nimi do Urzędu Wojewódzkiego jako tłumacz męża mojej przyjaciółki. Cały wywiad polega na szeregu pytań. Pytania o ich wspólne życie od początku związku,aż po moment, w którym aktualnie się znajdowali, jako załącznik zdjęcia z wspólnie spędzonego czasu. Po jakimś czasie dostałam wiadomość,że przyznano mu kartę czasowego pobytu na dwa lata. Teraz oczekują dziecka i w dalszym ciągu są szczęśliwi, a on dzielnie znosi polskie świąteczne tradycje.

 

W 2012 roku podczas pracy w Holandii poznałam pewną dziewczynę. Okazało się,że jest znajomą mojego brata. Bardzo szybko okazało się,że mamy wiele wspólnego i naprawdę świetnie się dogadywałyśmy. W mgnieniu okna wiedziałyśmy o sobie prawie wszystko i mogłyśmy sobie zaufać.
Opowiedziała mi też o swoim związku z męzczyżną, który pochodzi z Afganistanu. Opowiadała o nim w samych superlatywach. Był muzułmaninem żyjącym w Holandii, razem z braćmi posiadał Agencję Pracy, mówił po holendersku, angielsku i po polsku(nie wspominając o języku ojczystym).
Była w niego zapatrzona. Wteyd byli ze sobą dopiero 2 miesiące. W czasie kolejnych dwóch miesięcy ich związek stawał się coraz bardziej skomplikowany. On nie okazywał ani grama szacunku uważając,że przecież może znaleźć sobie lepszą. Odwiedzał ją tylko wtedy, kiedy nie miał nic innego do roboty, wyzywał i odtrącał kiedy tylko miał gorszy dzień. Przejżała niby na oczy, zakończyła to, usunęła jego numer i około tygodnia trwała tak bez kontaktu z nim, ale w końcu on zadzwonił… Przeprosił, przyjechał, a ona uwierzyła w te piękne słówka. Znała moje zdanie, jednak nie mogłam podjąć decyzji za nią. Wróciłam do Polski. W międzyczasie dzwoniła, mówiła,że się rozstali,że to koniec,że on jej nie szanuje, nie kocha. Po dwóch tygodniach wróciłam, a ich relacja była jak chorągiewka na wietrze. Raz dobrze, raz źle, a raz nie było nic i błędne koło się zataczało. Ona słuchała coraz więcej wyzwisk, obelg, płakała, a on później wracał i zawsze tak odwrócił sytuację,że to ona czuła się winna. Wróciłam do Polski na dwa miesiące, a w tym czasie ona usunęła swoje konto na portalu społecznościowym i nasz kontakt poniekąd się urwał. Kiedy wróciłam do Holandii, następnego dnia się spotkałyśmy. Zmieniła się, znacznie schudła i już nie miała tego błysku w oczach. Dalej była z tą swoją „miłością” ,ale było gorzej. On popadł w długi. Dlaczego? Kasyno było jedynym miejscem w jakie ją zabierał. Powiedział też, że nigdy z nią nie zamieszka, nigdy się z nią nie ożeni, nie przedstawi jej swoim rodzicom i nie zaakceptuje jej dziecka. Czemu? Bo tak nakazuje wiara, a rodzice  nie tolerują nic,czego koran zabroni. A ona liczyła na wielką przemianę,  przecież w Polsce pod opieką jej rodziców była jej córeczka, wtedy 5 letnia , a ona bardzo chciała zabrać ją w końcu do siebie. W międzyczasie wyszło też,że jeden z jego braci związał się z polką, która mieszka z nimi, sprząta , gotuje, a w zamian ma gdzie mieszkać, dostaje jakiś grosz na swoje potrzeby, a jak rodzice przyjeżdżali w odwiedziny, to dziewczyna brata (wtedy 18 letnia dziewczyna) była przewożona do znajomych do Belgii. Przeszła też na islam, założyła burkę dla niego…
Moja dobra znajoma oświadczyła mi,że się przeprowadza do miasta oddalonego ode mnie ponad 40km. Dlaczego? On naciskał, ale nie tylko na to… Bardzo nie odpowiadała mu jej znajomość ze mną. Przeprowadziła się i słuch po niej zaginął. Jak kamień w wodę. Numer telefonu nie odpowiadał, adresu nie znałam, wiedziałam tylko gdzie pracuje, więc mogłam wspólnych znajomych podpytać,czy wszystko z nią ok… Nie chciałam się narzucać, byłam przekonana,że sama podjęła tę decyzją chcąc ratować ten związek, a raczej chory układ.
Spotkałam ich raz przypadkiem w sklepie, przedstawiła mi go, a ja oznajmiłam,że ręki mu przecież nie podam. Dla mnie był najgorszym co mogło ją spotkać. To był ostatni raz kiedy ją widziałam. Na twarzy miała wypisany żal, smutek. Było widać,że chce coś powiedzieć,coś więcej niż „cześć” , ale przecież on stał obok i niestety – znał polski.
Niedawno znów sie odezwała. I w końcu mogłyśmy się spotkać. Nie jedna osoba mówiła mi „po co zwracasz sobie głowę? zaraz znów zniknie, tylko nerwy niepotrzebne.”. No tak, zazwyczaj jak się odezwała, a później znów przepadła, miewałam sny o niej, martwiłam się, źle sypiałam… Ale postanowiłam,że się z nią spotkam. Była ważną osobą dla mnie i zawsze czułam,że ona potrzebuje pomocy,że w tym układzie jest coś więcej niż rzekome uczucie, którym go daży. Jakie wielkie uczucie by nie było , każdy dochodzi do momentu kiedy powie „dość” i zerwie to,co jest zupełnie bezproduktywne, nie daje szczęścia i przynosi jedynie cierpienie. Dlatego byłam przekonana,że jest coś więcej. Podczas tego spotkania, po 1,5 roku od ostatniego przypadkowego wpadnięcia na siebie w sklepie było dość…dziwnie (?). Potrzebowałyśmy kilku dłuższych chwil,żeby się rozgadać i żeby mogło być jak dawniej. Kiedy ją poznałam wygląła jak kuleczka, ważyła wtedy sporo więcej ode mnie, okrągła,ale ładna kobieta… A teraz? Waży pewnie z 20 kg. mniej niż wtedy… Stres… Okazało się,że związek z afganistańczykiem jest na wykończeniu. Zapytałam więc czy on ją kiedykolwiek szantażował, zmuszał do czegoś. „Mówił mi,że on jest szefem i jak nie będę słuchać to mnie zabije. A jak podczas rozmowy telefonicznej w złości się rozłączałam,to oddzwaniał i pytał,czy naprawdę jestem tak odważna,żeby to robić.”
No więc teraz wiemy już,że związek był chorym układem, za jaki go miałam i mam nadzieję,że teraz jest na dobrej drodze,żeby się raz na zawsze wyrwać z tego. Ja życzę jej jak najlepiej i jestem tutaj, będę dla niej zawsze,kiedy będzie mnie potrzebowała. Było co było, znikała, nie wiedziałam nawet czasem,czy żyje, ale teraz wiem,że mnie potrzebuje i ja nie zawiodę. Mam nadzieję,że ma to za sobą i teraz już będzie stawiała jedynie kroki do przodu, zamknie ten rozdział i NIGDY do tego nie wróci.

Czasem tak to bywa,że jak kobieta się nie sparzy,to nie uwierzy. Setki razy jej powtarzałam,że to żadna miłość kiedy jedno czerpie korzyści, a drugie tylko na tym traci – i czas, nerwy, zdrowie, przyjaciół. Tłumaczyła go religią. Religia religią, a człowieczeństwo człowieczeństwem. On zachowywał się jak zwierze, samiec alfa, a ona podwładna.
Jeśli jest prawdziwa miłość nic nie jest w stanie tego zaburzyć, wiarę i tradycję można pogodzić. Trzeba jednak znać swoją wartość i nie dać się wciągnąć w coś,co nie daje nam szczęścia, co wymaga od nas wiele i nie daje w zamian nic. Niezależnie od religii można stworzyć związek partnerski, jeśli tego się właśnie chce. Jeśli chce się związku, zobowiązań, wspólnego życia. A jeśli nie, to przecież najlepiej zrzucić winę na bak elastyczności poglądowej rodziców, zapiski te i owe, wiarę czy pochodzenie.
Jeden jest dobry, drugi niestety nie. Grunt,żeby to rozpoznać za wczasu i nie wepchać się w bagno, z którego później naprawdę bardzo ciężko się wydostać.
Nie szufladkujmy ludzi, ale obserwujmy bacznie, analizujmy i nie popadajmy w skrajności, a unikniemy wielu złych decyzji.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii malzenstwo, uczucia, Związek

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~kobieta-nie-typowa

    2014/01/30 o 20:23

    Moja droga. Tunezja, to najbardziej zeuropeizowany kraj arabski. Kobiety tam pracują normalnie, ubierają się normalnie, jeśli tak chcą oczywiście, maja prawa wyborcze. Stąd taka różnica, między jednym związkiem a drugim. Znam europejkę( Brytyjka), która wyszła za mąż, za Tunezyjczyka i mieszka tam już wiele lat i nadal jest szczęśliwa, pomimo, że mąż jest młodszy od niej o piętnaście lat. Niewiarygodne prawda? Ale tak jest, a ona nie chce wracać do Europy, bo jest zakochana nie tylko w mężu, ale w jego kraju też. Zresztą wcale się nie dziwię, bo to naprawdę piękny kraj.

     
  2. ~Lucy

    2014/09/17 o 06:45

    Czy potrzebujesz pomocy finansowej w jakiejkolwiek postaci?
    Personal Loans?
    Pożyczki obiekt?
    Kredyty hipoteczne?
    Fundusze rolne i projekt?
    Dajemy pożyczki na 3% kwietnia
    Aby uzyskać więcej informacji, prosimy o kontakt poprzez e-mail: lucypaulloaninvestmentcompany2@gmail.com