RSS
 

„Ty naprawdę jesteś ANIOŁEM !! „

08 paź

Kiedy poznałam mojego eM naszym miejscem spotkań był skype. Rozmawialiśmy ze sobą bardzo,ale to bardzo często. Nie uważałam jednak,że mogłabym się z nim związać.Niby za młody, ale nie,że młodszy… W moim wieku co go jednak dyskwalifikowało w przedbiegach,bo mój ex też jest w moim wieku i zarzekałam się,że nigdy więcej taki młody,bo niedojrzały,bo poznałam się na jednym,co skreśliło całą resztę. On zaś także bez owijania w bawełnę powiedział mi,że w jego oczach nie jestem kobietą „do związku” bo z jednego związku wyszłam dopiero jedną nogą. Tak więc nasze rozmowy miały nie prowadzić ku niczemu, ot po prostu miło się rozmawiało.
W końcu od słowa do słowa nadszedł moment,że mogliśmy się spotkać.Początkowo dzieliło nas 1500kilometrów, wydawało się to nie do przebycia,poza tym – po co? Rozmawiało sie dobrze, nawet bardzo dobrze -  za pośrednictwem Internetu. Okazało się,że aż za dobrze, by się nie spotkać. Nim jednak do tego doszło, wspomniałam,że jestem aniołem i poprosiłam,żeby uważał,bo jeśli nie to się zakocha. Mieliśmy ubaw i z bycia aniołem i zakochania, o którym przecież nie było mowy ! Zapewnił mnie,że jestem bezpieczna – miłości nie będzie.
Od mojego przyjazdu nie czekaliśmy ani dnia. Nie patrząc na przebyte 1500kilometrów, nie zważając na te 15 godzin w aucie, ani na okrutny ból z głowy ze zmęczenia po siedmiu godzinach prowadzenia auta – zebrałam się i godzinę po przybyciu wybrałam się na spotkanie z mężczyzną, z którym łączyło mnie wiele rozmów. Najpierw ten pierwszy kontakt wzrokowy, uśmiech. Później sześć godzin rozmowy – tak, po prostu rozmowy. Mieliśmy wciąż wiele do powiedzenia, opowiedzenia. I tyle pytań. Znajomość internetową mogliśmy porównać w życiem rzeczywistym. Niektóre wyobrażenia o drugiej osobie były trafne, inne w ogóle nie miały nic wspólnego z prawdą. Zaskoczenie i swoboda, którą mogliśmy się cieszyć dzięki wcześniejszym długim rozmowom. Do dziś bez problemu jestem w stanie opisać nasze spotkanie, na którym pierwszy raz powiedział,że mnie kocha. Niewielki park końcem lata, wieczór… Najpierw rundka dookoła parku, wodzenia wzrokiem za dziko żyjącymi królikami, kilka nieudanych prób sfotografowania tych kicających stworzonek… W końcu usiedliśmy na ławce, rozmowa o przeszłości,o tym co nas doprowadziło do momentu, w którym właśnie się znajdowaliśmy. I padło z jego ust „Nigdy bym Cię nie skrzywdził,bo Cię kocham”. Pamiętam jak dziś zaskoczenie,ale nie moje – jego.. Ups! Uczucia same wymknęły się na zewnątrz, przypadkiem wypadły z ust i… trafiły we mnie. Chwila zmieszania, niezręczna cisza, objął mnie i wróciliśmy do rozmowy pomijając fakt,że właśnie wyznał mi miłość choć wcześniej obiecał,że się nie zakocha. No tak, Anioły tak mają… Łatwo je pokochać.

Później nadeszła rozłąka i ten nasz związek-nie-związek nie mijał, miłość także nie… W między czasie i ja się poddałam uczuciu, przestałam je odganiać od siebie. Tak,tak – Anioły też potrafią kochać. Uczucie tak naprawdę dopuściłam do siebie w ostatnią noc spędzoną razem. Obserwowałam go śpiącego w myślach słysząc piosenkę,którą od kilku dni słuchaliśmy często (Maroon 5 – Daylight). Zrozumiałam,że obok niego chcę zasypiać każdej nocy, budzić się obok niego każdego dnia, mieć go przy sobie,być przy nim mimo wszystko, na zawsze. Podczas mojej nieobecności niejednokrotnie nabijaliśmy się z zakochania mimo ostrzeżeń, wytykał mi,że jestem Aniołem i wszystko stało się za moją sprawą. Czasem w żartach przepowiadałam mu pogodę, przepraszałam za opady śniegu i obiecywałam podjęcie próby o zmianę pogody, starania o wysłanie odrobiny słońca do niego. Kiedy pogoda się poprawiała on miał ubaw,że to moja sprawka, dziękował. Naprawdę mieliśmy masę zabawy z tekstu o byciu Aniołem.
Ale co z tym Aniołem?

Któregoś dnia po moim powrocie rozmawialiśmy o mnie, mojej rodzinie. Wspomniałam o moim rodzeństwie i w końcu o dwóch zmarłych tragicznie siostrach. O mnie ptaki jeszcze nie śpiewały, kiedy one przyszły na świat. Rok różnicy w wieku między nimi. Zmarły tragicznie… w pożarze. Około czterdzieści lat temu. Jedna z nich urodzona 21go dnia miesiąca, druga 29go. Moja starsza siostra urodziła się 21go, ja zaś – 29go. Nie wiem jak to się stało,że nigdy wcześniej z moim eM o tym nie rozmawiałam. Może szczerze mówiąc po prostu nie jest to istotny fakt z mojego życia,bo mi daleko było to przyjścia na świat kiedy to się stało, miałam dobre kilka lat jak rodzice opowiedzieli mi tę historię, dopiero rok temu dowiedziałam się,że to były okolice świąt -  rok temu moja mama przyznała się,co jest przyczyną niechęci do świąt Bożego Narodzenia. I ogólnie dziwnie czuję,że mnie to nie dotyczy, nigdy nie rozmawialiśmy o dacie wypadku, nie obchodziliśmy tego dnia w jakiś specjalny sposób, by nadać temu dniu szczególne znaczenie – no tak, nie ma tu nic do świętowania…ale,żeby uczcić pamięć czy cokolwiek – nie, nie robiliśmy tego. Owszem każdego roku w Dzień Zmarłych odwiedzaliśmy ich grób na Cmentarzu, podczas corocznej Mszy ku pamięci Dziadka (od trzech lat również ku pamięci Babci)  wspominano o śmierci dziewczynek – nic więcej. Mój ojciec wciąż nie jest pogodzony z tym co się stało, mówi głośno,że wierzy w Boga,ale ma żal,bo dwoje niewinnych dzieci (wtedy w wieku 3ech i 4ech lat) zmarło tragicznie w bólu i cierpieniu. I nie ma tłumaczenia,że dobrych ludzi Bóg bierze do siebie,że to jakiś zaszczyt NA PEWNO NIE. To nie powinno się wydarzyć. Ale może wtedy nie byłoby mnie i mojej siostry? Bardzo prawdopodobne,choć wcale nie pewne. Przez te daty mam wrażenie,że jesteśmy tu na zastępstwo, za nasze starsze siostry. eM słuchał z zaciekawieniem i skomentował bardzo krótko :
„Ty naprawdę jesteś ANIOŁEM !!”

Może jest w tym odrobina prawdy?? Może jest we mnie cząstka Aniołka, który odszedł z tego świata za wcześnie…

 
Komentarze (20)

Napisane przez w kategorii śmierć, uczucia, Związek, zycie

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~magdalena.w

    2013/10/08 o 15:27

    Każdy człowiek i jego życie ma w sobie jakąś boską część. A Ty jesteś anielicą,
    A, aureolę masz?

     
  2. ~Conscience

    2013/10/08 o 16:51

    Mam !! Ale chowam. W tych czasam zaraz by ktoś ukradł.

     
    • ~magdalena.w

      2013/10/08 o 17:44

      Pewnie, chroń i chowaj. W tych czasach alternatywne źródła energii są bardzo popularne :)

       
  3. ~Natalia

    2013/10/18 o 14:48

    Cudownie się czytało :)

     
  4. ~grafitowy

    2013/10/18 o 15:05

    Każdy zasługuje na poznanie takiego Anioła, z którym będzie chciał spędzić resztę życia:)

     
    • ~janusz

      2013/10/18 o 17:49

      Tylko że te „anioły ” po odejściu od ołtarza przeradzają się w DEMONY !!!!

       
      • ~Keira

        2013/10/21 o 11:39

        Nie, słoneczko, poprostu Anioł latać musi, a jak mu podetniesz skrzydełka – to wsiada na miotłę :)

         
  5. ~2w

    2013/10/18 o 15:56

    1500 km i 7 godzin za kółkiem?

     
    • ~Agga

      2013/10/18 o 16:27

      może w połowie drogi mieli się spotkać? ;)

       
    • ~Conscience

      2013/10/19 o 17:32

      Nie byłam jedynym kierowcą. Nikt o zdrowych zmysłach nie porywa się na taką podróż sam… Chyba,że ma czas i chęć na postoje.

       
  6. ~POLA

    2013/10/18 o 16:33

     
  7. ~marcin

    2013/10/19 o 11:54

    Ładny post. Nie czytam blogów, ale jakoś tu dziś mnie przywiało. Też jestem M, ale jeszcze nie mam swojego anioła. xD Jednam, by nie było nudno, ten aniołek mógłby mieć takie tyci tyci rogi. xD Nie wyobrażam sobie, żeby mnie z drugą osoba dzieliła tak duża odległość. Dlatego raczej szukam kogoś z bliska. Pozdrawiam. Oby się wiodło. :)

     
  8. lukas.gebauer

    2013/10/19 o 13:25

    Bardzo miło mi sie czytało. Jakie to wspaniałe, że miłość może nadejśc tak z nienacka. Nawet jak jej nie oczekujemy, ona po prostu może przyjść zmieniając nasze spojrzenie na świat.
    Twój tekst daje nadzieję, że może być naprawdę dobrze – nawet jak się na to nie zapowiada, okazuje się, że ludzie mogą się zakochać…
    Pozdrawiam

     
    • lukas.gebauer

      2013/10/19 o 13:29

      A… Przypomniało mi się, że moją Ukochaną, też nazywałem Aniołkiem i dla mnie nadal nim jest, choć nie jesteśmy już razem.
      Mam nadzieję, że i mi się wszystko dobrze ułoży, że gdzieś tam czeka na mnie moja Anielica ;)

       
  9. ~iko

    2013/10/21 o 10:34

    I jak tu nie uwierzyć w miłość, czytając takie historie:). Życzę Wam masę szczęścia! I zaczynam pomału wierzyć, że może i mnie pewnego dnia, równie niespodziewanie spotka to szczęście jakim jest prawdziwa miłość:)))

     
  10. ~Alba

    2013/10/21 o 17:15

    Ufff… Wiesz, oczywiście, wyjaśnienie, że „Bóg tak chciał” w wypadku śmierci, zwłaszcza śmierci dziecka, wydaje się okrutne i niewystarczające. Bóg, w którego wierzę, KOCHA wszystkie swoje stworzenia i nie pragnie śmierci żadnego z nich. A kiedy cierpią, On cierpi razem z nimi. ALE czy to BÓG (bezpośrednio) jest odpowiedzialny za całe zło świata, mocno wątpię. Czy to Bóg powoduje wypadki samochodowe (czy pijani, bezmyślni kierowcy?). Czy to Bóg kazał jednemu z moich wujków tak pobić ciężarną żonę, że aż poroniła? Czy to Bóg, we własnej Osobie, zepsuł inkubator, w którym leżałam, tak, że mam porażenie mózgowe – czy raczej LUDZIE nie dopatrzyli czegoś, czego powinni? A co do niezwykłych spotkań z Aniołami, poznanymi w Internecie, sama miałam ich kilka. Jeden z nich nawet został moim Mężem.:)

     
  11. ~Marek

    2013/10/21 o 22:06

    piękna historia .Zostań tym Aniołem już na zawsze .Takich ludzi nam potrzeba ,na codzień pozdrawiam

     
  12. ~Conscience

    2013/10/22 o 14:33

    Jestem zaskoczona miłymi komentarzami. Dziękuję.

     
  13. ~pola

    2013/10/24 o 09:47

    KONIECZNIE ZAJRZYJ I KLIKNIJ !!

    http://dziecko-malenstwo.blogspot.com/