RSS
 

Nim powiesz „tak”…

12 wrz

Szukając informacji o rozwodach bez orzeczenia o winie natrafiłam na kilka wpisów odnośnie sytuacji kobiet-rozwódek. Jak to było, co się stało, dlaczego małżeństwo nie przetrwało. Zaskoczyła mnie ilość wypowiedzi, w których dużą rolę w rozpadzie małżeństwa odgrywała teściowa/teść, a nawet reszta rodziny.

 

„Nie widziałaś co brałaś?”
Ależ oczywiście,że widziałam ! Co za pytanie… Nie, nie wzięłam ślubu ze względu na ciążę, nie wzięłam ślubu,bo ktoś mnie zmuszał, ja po prostu chciałam. W tamtym czasie miałam u boku dobrego mężczyznę, który dbał o mnie i bronił przed wszelkim złem. Były chwile dobre i złe, ale mimo to nie wyobrażałam sobie rozstania, życia bez niego. Prawda jest taka,że po ślubie ludzie się zmieniają. Nie tylko mężczyźni,ale i kobiety(oczywiście nie każdy się zmienia!). W życiu są sytuacje, które nas zmieniają. Osobiście uważam,że ślub jest jedną z takich sytuacji. Mężczyzna zazwyczaj (nie zawsze!) rości sobie wtedy wyłączne prawo do kobiety, zapominając przy tym o jednym – to,że jest żoną wcale nie znaczy,że będzie dzielnie znosić to co złe i mimo wszystko zostanie przy boku takiego męża. Kobieta zmienia się z narzeczonej na żonę, a żona… Tak! Żona wymaga! A jak prośby, rozkazy nie skutkują,to  stroi się „fochy”. Chyba z tego właśnie biorą się dowcipy o żonach, małżeństwach i dlatego można natknąć się na „dowcipne” rysunki przedstawiające np. żonę z wałkiem w ręce w pogoni za małżonkiem. Zmieniają się nasze oczekiwania wobec drugiej osoby, a o części z tych oczekiwań nie mieliśmy pojęcia przed ślubem. Choćby podział obowiązków. Jakoś to działało przed ślubem, ale teraz „od tego jest żona, a od tego mąż” i ciężko jakoś zamazać granicę kobieta/mężczyzna w związku. Ale nie o tym dzisiaj…. Po prostu lepiej poprzedzić pytanie, które może znów paść,czy nie wiedziałam kogo brałam na męża, czy nie znałam jego rodziny itp.

 

Nadszedł moment kiedy szala goryczy się przelała i uznałam,że ani mnie ze strony męża, ani jego z mojej strony nic miłego już spotkać nie może. Mimo prób ratowania związku wciąż było skakanie sobie do oczu, wypominanie dawnych błędów, żale i wyrzuty. Wydarzyło się chyba za dużo,żeby móc to jakoś przyjąć, pogodzić się z tym i wrzucić do worka z napisem „przeszłość”. Każdy zły skrawek tej „przeszłości” bolał wciąż z taką samą mocą,jak gdy był „teraźniejszością”.

Rozstanie nadchodziło wielkimi krokami i wyjątkowo głośno tupiąc, więc nie dało się tego ukryć. Zaczął się szereg pytań „dlaczego? kto zawinił? co się stało? dlaczego taka decyzja? czy nie ma już dla nas szans?”
Przyznam szczerze – cierpiałam, miałam już wyobrażenie przyszłości lżejszej niż przeszłość, spokojnej, wesołej, bez poniżania, bez mężczyzny,który mnie nie szanował, ale cierpiałam na myśl,że to już naprawdę koniec,że już naprawdę nie potrafię znów wybaczyć.
Mąż był w rozsypce. On to chyba nie rozumiał powagi sytuacji, póki nie zaczęłam działać. Póki nie zaczęłam głośno mówić o krzywdach jakie mi wyrządził.
Przyszedł dzień i na jego spowiedź. Rodzice go zapytali co się stało, dlaczego dzieje się źle. Powiedział o wszystkim… O innych kobietach , o tym,że się nami nie interesował, że żył własnym życiem, nie dbał o nas, nie szanował, że wyolbrzymiał problemy kiedy żalił się matce,że to on był zły,że nawet proponował mi aborcję przy podejrzeniu ciąży, że to jego wina,że wie,że to on wszystko zepsuł i chce to naprawić, chce mi wynagrodzić wszystkie krzywdy.
I tak żył ze świadomością,że jego winy w tym więcej niż czyjejkolwiek. I cierpiał. Zjawiał się u nas, prosił, płakał, przepraszał, a jak słyszał zarzuty z mojej strony – spuszczał głowę, przytakiwał, jakby naprawdę wierzył,że zawinił. Kiedy mówiłam,że to już nie ma sensu,że idzie do rozwodu,że ja tak żyć nie będę,że na domiar złego jego rodzina przeciwko mnie, że ja nie będę rywalizowała całe życie z jego matką,że niech sobie żyje z nimi,skoro do tej pory każde jej słowo było wiele ważniejsze niż moje,że NIE i już, wtedy znów wybuchał, wyzywał mnie. Taki ot mężczyzna i taka ot podła teściowa. Bo kiedy on przyznawał się do winy, ona rzucała oskarżenia w moją stronę. I knuła jak się mnie pozbyć możliwe szybko z życia jej synka. Oby jej się nowa synowa lepsza trafiła,niż ja.
Mogłam pójść do niej z dowodem, mieć wypisane CZARNO NA BIAŁYM,że skłamał, zdradził, a ona i tak patrząc mi w oczy mówiła „On na pewno nie… wydaje ci się,coś ci się pomyliło”. A jak z domu nas wyrzucił, to jeszcze sms wysłała,że to wszystko moja wina,bo ja nic od siebie nie daje. W sensie,że co? Że siebie mu nie oddaję,bo się brzydzę? Poza tym co to w ogóle za pomysł wtrącania swojego zdania we wszystko? Miałaś swoje życie, mogłaś decydować, a teraz daj żyć swoim dzieciom. I mogę z całkowitym przekonaniem powiedzieć to dziś, kiedy już NAS nie ma,że gdyby nie jego rodzina – nasze małżeństwo by przetrwało. Bo mimo jego wad, byłam w stanie o to walczyć, ale jeśli Twoja walka jest bagatelizowana tylko dlatego,że MAMUSIA podpowiada inaczej, to ile będziesz walczyć? Co mnie interesuje jej wzorzec rodziny? Każdą mamusię, która synka spod swych skrzydeł nie chce wypuścić powinno się na jakieś szkolenie wysyłać „Jak być dobrą teściową i nie doprowadzić do rozpadu związku własnego dziecka”. Patrz teraz kobieto podła, jak sama skrzywdziłaś własne dziecko. Odsuwa się od Ciebie? Nie dzwoni? Nie pisze? A to mi niespodzianka. Podziwiam go za to, w końcu zrozumiał. Tyle dobrego po rozpadzie małżeństwa dla niego. W końcu zobaczył,że matka to intrygantka nie zważająca na niczyje uczucia.

A jego ojciec? Niewiele lepszy. Kiedyś jakoś doszło do jego rozmowy z moim tatą. Co usłyszał mój ojciec z ust mojego teścia w ramach obrony mojego męża? „Wiesz jak to jest… Jak suka nie da to i pies nie weźmie”. Raz,że porównanie po prostu obrzydliwe. Mężczyznę do psa przyrównać, a co tu jeszcze mówić – syna do psa,który bierze jak tylko jakaś da. Dodatkowo jak widać ta jego dzika teoria mu pasuje! Ciekawa jestem tylko,czy jeśli kiedyś, jakimś trafem spotka to jego córkę, jeśli jej mąż zacznie ją poniżać i zdradzać , zostawiając samą ze wszystkim, czy i jego zdradę z głupim uśmiechem wyjaśni w ten sposób „Słuchaj córeczko, wiesz jak to jest… Jak suka nie da to i pies nie weźmie”. W moim zrozumieniu „nie wiń jego, to przez tą co dała, inaczej by nie wziął”. I żyj córko z takim dalej, mając nadzieję,że żadna więcej nie zechce dać. No bo jak zechce,to przecież wziąć trzeba!

Jak przy takich rodzicach może wychować się dobry, wartościowy mężczyzna?!

Nim powiesz „tak” upewnij się,że nie wkroczysz tym na wojenną ścieżkę z jego rodziną,bo ciężko taką wojnę wygrać. A nawet jeśli,to niesmak pozostaje na długo.

 
Komentarze (33)

Napisane przez w kategorii malzenstwo, rozstanie, teściowie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Andrzej

    2013/09/15 o 10:33

    „Jak suka nie da”? Co za buc to wymyślił?

     
    • Conscience

      2013/09/15 o 12:31

      „mężczyzna”, który myślał,że z takim podejściem może wychować swoje dzieci na porządnych ludzi.

       
  2. ~Grzeszna Matka

    2013/09/15 o 11:01

    Wydaje mi się, że nie do końca tak jest, że jak żona to wymaga, naezyczona, dziewczyna też wymaga :)…
    Serdecznie Ci współczuję takiej sytuacji. DObrze też, że przejrzał na oczy. Szkoda tylko, że tak późno…
    Jeżeli chodzi o rodziców naszego wybranka.wybranki zawsze powtarzam, że niestety od początku trzeba ustawi granice… U mnie poskutkowało.
    Pozdrawiam serdecznie
    http://www.grzesznamatka.blog.pl

     
    • Conscience

      2013/09/15 o 12:30

      Uwierz,że nie każda… Ja sama wymagałam mniej przed ślubem,niż po – moja w tym wina i wiem o tym, ale przynajmniej teraz wiem na czym polegał mój błąd i więcej go nie popełnię.

       
  3. ~Marta

    2013/09/15 o 11:41

    Tak,teściowe mogą wszystko zepsuć jeśli facet nie iedzie za żoną.Niestety znam pare dziewczyn,które maja problemy z teściowymi…szkoda słów.

    Pozdrawiam
    http://jezus-mym-zyciem.blogujaca.pl/

     
    • Conscience

      2013/09/15 o 12:33

      Oj mogą zepsuć wszystko…. I jeśli mąż to synek mamusi,to żona nie ma żadnych szans.

       
      • ~Karina

        2013/09/15 o 17:14

        Czy Twoje dzieci też są przypadkiem Twoim pępkiem świata? Za kilka lat Twój synek mamusi założy rodzinę. Co wtedy powiesz?

         
      • ~Zosia

        2013/09/16 o 10:24

        Potrafia i to bardzo. Moj maz kiedys mnie udezyl. Zrobil to raz, dawno temu i wiem, ze zaluje do tej pory. Gdy po zdarzeniu powiedzialam o tym tesciowej, jej reakcja zwalila mnie z nog: „no ja sobie nie przypominam abym uderzyla kiedys meza”. Przeciez to jej syn mnie udezyl. Nastepny komentarz mnie juz tak bardzo nie dziwil: „niecale dwa lata po slubie i rozwod? Co ludzie powiedza, ale wstyd!”. Nie uslyszalam, moze powinniscie usiasc i na spokojnie porozmawiac. Moja tesciowa ma (coraz to mniejszy) wplyw na mojego meza. Zawsze knuje za moimi plecami. Wiem o tym bo moj maz mowi sprzeczne rzczy po wizycie u niej niz mowil przed wizyta. ALe to sie zmienia. I cieszy mnie to bardzo. Najbardziej cieszy mnie to, ze ja nie mam sobie nic do zarzucenia, nigdy nie buntowalam meza przeciwko jego mamie, nigdy nie slyszal obelg z moich ust na nia. Wrecz przeciwnie, zawsze przypominam mu aby do niej zadzwonil chociaz raz w tygodniu(mieszkamy w Holandii), pilnuje aby dostawala kartki od nas na kazda okazje. Sama tez do niej zadzwonie, zapytam jak sie czuje, czy wszystko u niej dobrze.Gdy jestesmy z wizyta u tesciowej ona dba o wszystkich ale mnie traktuje jak powietrze, do tego stopnia, ze czasem nie ma dla mnie miejsca przy stole. Ostatnio na wakacjach mialam okazje porozmawiac o tym z mezem. Nie w formie wyrzutow tylko normalna rozmowa, ze jest mi przykro jak mnie traktuje, ze mnie nie zalezy na tym aby miec konflikt z nia i ze chyba najwyzsza pora aby on jako moj maz podejmowal wlasne decyzje bo jest doroslym facetem, ktory ma rodzine a nie malym chlopcem. Jego reakcja przerosla moje oczekiwania. Do tego stopnia, ze jak bylam w Polsce zalatwiac z tesciowa sprawy w urzedach i tesciowa zaczela wymyslac i narzekac to ujal sie za mna. W ataku furii jego mama spakowala jego rzeczy z jej mieszkania i kalaza mi je zabrac. Nie wiedzialam co powiedziec. Ach i dodam jeszcze, ze stardze dziecko mojej tesciowej jest zawsze na pierwszym miejscu a moj maz sluzy do dawania jej pieniedzy, o czym ona (ku mojemu zdziwieniu) oficjalnie o tym mowi.
        Co do osob, ktore mowia ze tez kiedys bedziemy tesciowymi i ze bedzie nam ciezko z synowymi. Moze i tak bedzie. Widzac jak moi rodzice traktuja swoich zieciow i synowa nie mam obaw. Wiem, ze matkom jest ciezko. Ale im bardziej mila atmosfera i zdrowe relacje tym czesciej rodzina spotyka sie w pelnym gronie. Tak jest w moim domu, gdzie brat z zona i siostry z mezami wpadaja do moich rodzicow bardzo czesto na niedzielny obiad. Kazdy cos przygotuje. A i wszystkie dzieciaki tez z tego czerpia.
        Takze tesciowe: IM BADZIEJ BEDZIECIE WSPIERAC RODZINY WASZYCH DZIECI (NIE TYLKO DZIECI), DBAC O RELACJE Z SYNOWYMI I ZIECIAMI TYM CZESCIEJ I SYMPATYCZNIEJ BEDA UPLYWAC WASZE SPOTKANIA. A i gdyby w takiej sytuacji trafila sie „knujaca”synowa to wasz syn bedzie przynajmiej obiektywny. Im bardziej bedziecie naciskac, tym szybciej go stracicie.

         
        • Conscience

          2013/09/17 o 09:55

          Na odległość zawsze jest lepiej, łatwiej. Kiedy spędziłam z córką u ex męża 3 tygodnie w Anglii miał sporadyczny kontakt z matką i to nie ja na to naciskałam, wtedy to mi już było wszystko jedno. Czasem wystarczy do drugiego miasta się przenieść i relacje się zmieniają, im mniej się widujemy, tym bardziej tęsknimy i wyrzuty odstawia się na bok. Niestety mój ex postawił na wyjazd trochę za późno. I nie to,że przed ślubem nie rozmawialiśmy o tym,żeby wyjechać z rodzinnego miasta. Tylko dopiero po ślubie matka mu wmówiła,że sobie z dala od domu nie poradzimy. Wmawiała mu,że jak będzie z dala od niej,to przepadnie. Póki co jednak ma się świetnie z dala od rodziców, a kontakt polega na tym „bo tyle za granicą siedzisz i nic nie masz”. W ogóle to wszystko jest chore i tyle. Sami zostali (jego rodzice), wszystkie dzieci za granicą, wiedziałam,że oni to znoszą do czasu, a jak nadarzy się okazja to wszyscy zwieją od tych ludzi jak najdalej. Rodzice rodzicami,ale każdy w końcu dojrzewa i z perspektywy czasu widzi,że nie każdy rodzico rodzicowi podobny.

           
  4. ~Elenka

    2013/09/15 o 14:32

    Buce na świecie się zdarzają…
    Ja miałam szczęście. Małż szybko się odseparował od mamusi. Ku Jej wielkiej rozpaczy i tragedii.
    Dla nas lepiej. Kontakt 4 razy w roku to aż nadto ;)

     
    • ~betik

      2013/09/15 o 16:06

      Cztery razy w roku twój mąż widzi się ze swoją mamą? Ciekawe czy będziesz równie szczęśliwa widząc swoje dziecko raz na kwartał jak dorośnie bo partner/partnerka wymuszą na nim coś takiego. Jego matka płacze. Ty tez będziesz płakać????

       
      • Conscience

        2013/09/16 o 09:54

        Jeżeli matka włazi z butami w nasze życie,to niestety czasem trzeba się odciąć, choć trochę. Matka matką, ale po to zakładamy własną rodzinę,żeby się na niej skupić, dbać o nią i poświęcać jej swój czas, a nie być rozdartym,bo mamusia życzy sobie inaczej. Nadchodzi czas kiedy należy wziąc życie we własne ręce i przestać w końcu podążać za radami mamusi. To nie problem w dzieciach/synowych/zięciach, a w teściowych, które nie potrafią dopuścić do siebie myśli,że syn/córka zaczyna własne, dorosłe życie. Później taki facet/kobieta niezaradny,bo mamusia wiecznie miała setki dobrych rad i robiła wszystko za dziecko.

         
  5. ~ola

    2013/09/15 o 15:03

    Oj i ja stoczyłam walkę z teściową, teraz ja jestem Pani. Widujemy się dwa razy w roku i to nie na święta aby humoru sobie nie popsuć. Na szczęście mój luby jest od 13 lat za mną a próbowała na wszystkie strony aby nas rozdzielić o mamy 3 dzieci i jest nam naprawdę dobrze.

     
    • ~Karina

      2013/09/15 o 15:48

      Za kilka zapewne lat zostaniesz również teściową. Mam nadzieję że będziesz własne dzieci widywała więcej niż dwa razy w roku. Nie neguję, że są toksyczne teściowe, ale czasami myślę że tylko takie są. Młode mężatki nie chcą wejść do nowej rodziny, tylko ją „odczepić” od wybranka. Proszę mi wierzyć nie można zamykać się we własnym świecie. Należy stworzyć własną rodzinę to jasne, ale lżej i przyjemniej jest jak umiemy stworzyć rodzinę tzw pokoleniową. I nie zawsze musi być miło. Różnica zdań jest również potrzebna. Życzę powodzenie w wychowaniu własnych dzieci. I z takim nastawieniem raczej trzeba się przygotować do samotności w starości. Ja nie jestem jeszcze teściową, ale byłam synową. Bywało różnie, ale nie wyobrażam sobie aby moje dzieci widywały dziadków raz w roku.

       
      • ~ola

        2013/09/15 o 17:12

        Przykro mi bardzo ale może Pani teściowa albo może nawet i sama Pani nie upokarza synowej na każdym kroku, nie wyklina jej, nie opowiada durnot po całym miasteczku. Ja wolę nie widywać się z nią i mieć święty spokój. Proszę sobie wyobrazić że nawet mój mąż a jej syn też od niej stroni. Wie co to za jędza. Jedno swoje dorosłe dziecko niemal doprowadziła do choroby psychicznej to nie jest normalne. Sama jest sobie winna. Wszystkie jej dzieci od niej uciekły a ma ich 6. Też mamy dzieci i wychowujemy je tak abyśmy nie mieli takich właśnie kłopotów. Wychowujemy je z szacunkiem do drugiej osoby. U nas też różnie bywa ale pierwszym rozwiązaniem to jest szukanie kompromisu. Czasami jedno ustąpi drugiemu i na odwrót. Wierzy mi Pani jest wspaniale. Jak nie wtrącają się inni. Jej dzieci są spokojne jak jej nie widzą.

         
        • ~Karina

          2013/09/15 o 17:30

          Cóż. Punkt widzenie zależy od punktu położenia. Nie odniosłam tego personalnie do Pani, Tak jak pisałam są toksyczne teściowe, matki, synowe. Tylko tak myślę, że większość z nas „szuka dziury w całym” Tak się składa, że moja teściowa była „babą z piekła rodem” (zmarła 2 lata temu) nikomu nie życzę usłyszeć tego co ja miałam „przyjemność” Tylko pełniąc w tym życiu swoją rolę, a myślę, że rola matki jest najważniejsza musimy liczyć się z tym, że dzieci powielają nasze zachowania (są dobrymi obserwatorami) i czasami trzeba czegoś nie usłyszeć lub czegoś nie powiedzieć, aby w przyszłości zebrać żniwo. Ja starałam się zbyt często nie odwiedzać teściów, ale mój mąż i moje dzieci po prostu wysyłałam dosyć często. Ani ja ani Pani nie możemy w 100% powiedzieć, że jesteśmy super rodzicami. Przynajmniej ja mam wątpliwości. Nie wie Pani jak ocenią Panią dzieci kiedy dorosną, albo kiedy się zakochają i ich partnerzy zaczną nam coś zarzucać. Życzę Pani i sobie powodzenia w procesie wychowawczym. Niestety nie zawsze jest tak jak sobie zaplanujemy.

           
      • Conscience

        2013/09/16 o 09:55

        Z komentarza użytkownika ola wynika jasno,że próbowała ich rozdzielić. Więc Twoim zdaniem mimo to synek powinien lecieć do mamusi, a żona jeszcze go ku temu namawiać? Będzie teściową i na pewno nauczy się na błędach swojej teściowej, nie będzie psuła związku własnemu dziecku.

         
  6. ~obserwatorka1953

    2013/09/15 o 19:09

    tak jest z tesciowymi dlatego ….
    http://godzina-odwagi.blog.onet.pl/2012/09/08/post30-ni-to-pies-ni-to-bies-zgadnij-bracie-kto-to-jest/ pozdrawiam dobre synowe i teściowe,które umieja ze sobą rozmawiać z miłości do dzieci czy wnucząt.

     
  7. ~P.

    2013/09/15 o 19:38

    Ze względu na męża i córkę trzy lata robiłam wszystko, żeby mieć z teściami dobry kontakt. Na prośbę męża nie kłóciłam się, wszelkie docinki i jawne oszczerstwa puszczałam mimo uszu. Teściowa wtrącała się w absolutnie wszystko (od tego, o której jemy obiad, przez w jaki sposób powinnam przewijać dziecko, do tego, jak powinno wyglądać nasze pożycie małżeńskie). Każda próba powiedzenia jej, że nie życzę sobie takich ingerencji kończyła się „rozpaczliwym” telefonem do synusia i awanturą pomiędzy mną a nim… Zaczęło się więc psuć, wszelkie moje próby poprawy relacji kończyły się fiaskiem, bo mamusia buntowało go przeciwko mnie. On jest tylko od zarabiania, po powrocie z pracy ma święte prawo legnąć przed tv i pozostawać tam do czasu pójścia spać. Od wszystkiego innego jestem ja, dziecko nie powinno mu przeszkadzać w odpoczynku… A mi się „w dupie poprzewracało”, skoro wymagam jakiejś minimalnej aktywności w domu i przy dziecku. W końcu postanowiłam odejść, bo ileż czasu można znosić bycie osobą drugiej kategorii dla człowieka, który jeszcze nie tak dawno świata za mną nie widział? Wtedy się zaczęło… Mąż przejrzał na oczy po kolejnej wizycie u matki, która kazała mu zabrać mi dziecko i zerwać wszystkie kontakty – bo „my tu ją wychowamy lepiej”. Nie mieszkaliśmy wtedy razem a mąż widywał córkę codziennie, bo nie zamierzałam mu kontaktów w jakikolwiek sposób utrudniać… Koniec końców zeszliśmy się. W końcu powiedziałam jego rodzicom co o nich myślę, nie muszę się już z nimi widywać. Mąż, mimo moich próśb, bardzo drastycznie ograniczył swoje wizyty u rodziców, nie odbiera od nich telefonów.Mówi, że wystarczająco już nabruździli.

    Jest mi przykro, bo zawsze marzyłam o dobrych kontaktach z teściami. Zazdroszczę kobietom, które mają sympatyczne lub chociaż znośne teściowe! Powinny je doceniać. Ja trafiłam fatalnie i już współczuję przyszłej żonie brata męża – jeśli nie będzie tak pokręcona jak oni, to będzie miała tak przekichane, jak ja.

    Żałuję, że nie wyznaczyłam jasnych granic od początku ale podejrzewam, że i tak nie miałabym szans w starciu mamusia, tatuś i synek kontra niedobra synowa. I cieszę się, że to wszystko już za mną.

     
  8. ~Ann79

    2013/09/15 o 20:19

    Dziewczyny prawda jest taka,że najlepiej zamieszkać przed ślubem. Zamieszkać aby faktycznie się poznać. Jeśli ludzie przechodzą ze sobą różne chwile te dobre i te złe,widzą w jaki sposób rozwiązują dane sprawy,to łatwiej podjąć decyzje co do dalszej przyszłości.
    Jeśli przed ślubem jest źle,wtrąca się teściowa,przyszły mąż pije,itd.,to nie wierzmy,że po ślubie będzie ok.
    Dom rodzinny z którego się wychodzi ma znaczenie,bo to wzorzec.
    Miejmy otwarte oczy.
    Sama jestem po rozwodzie,teraz (od wczoraj) jestem zaręczona i o ile mądrzejsza. ;)
    Pozdrawiam.

     
  9. ~Facet. Zonaty.

    2013/09/15 o 20:52

    Moja ciotka zawsze powtarza. Bezpieczny dystans to 300. NIe nie metrow. Kilometrow. Nikt nikomu nie przeszkadza. NIe zawadza. Nie czepia się i nie poucza. Jednak co mnie najbardziej smieszy to to ze większość wypowiadających się kobiet tez będzie złymi wiedźmami tesciowymi. ZObaczymy jak wypelnia ta role. Hehehe. :)

     
    • Conscience

      2013/09/17 o 10:04

      Może nauczymy się na błędach naszych teściowych i naszych zięciów/synowe przyjmiemy do rodziny i będziemy traktować jak własne dzieci? Oby nam wszystkim tak właśnie wyszła rola teściowej. Grunt,żeby nie powielać błędów innych.

       
  10. ~jen

    2013/09/15 o 21:15

    Podpisuję się pod tym tekstem obiema rękami – przeszłam przez to samo piekło, a po rozwodzie usłyszałam od matki mojego mężczyzny, że nigdy nie byłam dość dobra dla jej synka. Nie było ważne, że to dzięki mnie mieliśmy gdzie mieszkać i za co żyć, gdy mąż tracił kolejną pracę, że to dzięki mnie nie pił, a jego siostra miała za co opłacić studia. I tylko dziś nie może się nadziwić, że wnuki nie dzwonią, nie przychodzą odwiedzić. A po prostu nie mają po co…

     
    • ~anita

      2013/09/16 o 00:02

      No właśnie,mowa o teściowych,nie o teściach.Mój ojciec miał powiedzenie,że teściowa powinna się kończyć z plackiem weselnym.
      Te komentarze potwierdzają jego słuszność.Aha i mężczyzna żonaty ma rację,ciekawe,jak piszące synowe spiszą się jako teściowe.

       
  11. ~Martuśka

    2013/09/15 o 23:54

    Ja wymagam mało od męża, ale jak trzeba zrobi wszystko. Na całe szczęście swojej mamusi sie nie słucha.

     
  12. ~sz-g

    2013/09/16 o 02:14

    Trochę zabłądziłem, ale skoro już tu dotarłem to się wpiszę w księgę mądrości komentatorskich.
    Otóż byłem w podobnej sytuacji: partnerka od początku miała wrażenie że moja mama jest dla niej zagrożeniem i że mam zbyt dużo kontaktu z moją rodziną. Myślałem, że przejdzie jej, ale gdzie tam. Było znośnie na początku (byłem zaślepiony miłością). A prawdziwe problemy zaczęły się jak była w ciąży. Nie zauważała, że nie jeździliśmy na imieniny/urodziny/wigilię do mojej rodziny tylko do jej domu rodzinnego. Dni powszednie często też tam spędzaliśmy. Nie widziała że nie dzwonię do rodziców nawet tygodniami, że jestem skupiony na niej. Dla niej to było za mało. Ona musiała mieć kontakt z mamusią i tatusiem (oraz braciszkiem), a oni musieli ją odwiedzać – co najmniej co dwa dni. Ja do rodzinnego miasta jeździłem do pracy, z rodziną widywałem się przy okazji. Ona pokłóciła się z moją mamą bo uważa się za lepszą i mądrzejszą niż członkowie mojej rodziny. Więc nie przyjeżdżała ze mną. A jak urodziły się dzieci to zaczęły się prawdziwe szopki. Jej rodzice mają kontakt z wnukami na co dzień, a mojej mamy nie chciała wpuścić, bo uznała że musi pokazać kto tu rządzi. Mnie wyrzuciła z domu. Byliśmy u psychologa, jako główny problem naszego związku przedstawiła specjaliście… moją mamę!
    Mam szczęście, że nie skłóciła mnie z moją rodziną w takim stopniu, że mogłem wrócić do domu rodzinnego po tym jak mnie wygoniła. Nie mam już siły i ochoty walczyć o chory związek. Mam nadzieję że nasze dzieci nie zrobią jej tego co ja zrobiłem mojej mamie: nie zostawią jej chorej i potrzebującej dla jakiejś rozhisteryzowanej, egoistycznej baby tylko dlatego że się zakochają. Bo jej rodzice przecież wiecznie żyć nie będą, ktoś będzie musiał zastąpić ich w bezwarunkowym wspieraniu zaślepionej własnymi chorymi żądaniami „księżniczki”. Chyba że trafi się jakiś pantoflarz po drodze ;)

     
  13. ~Kasik

    2013/09/16 o 02:39

    Dziękuję Kochany Mój,że Olałeś Matkę swą i całym sobą Stanąłeś za MNĄ!!!

     
  14. ~Majka

    2013/09/16 o 07:18

    Kobieto , Ty też wychowujesz własne dzieci i w przyszłości będziesz czekała na odwiedziny , w razie choroby na pomoc. Trzeba wychowywać dzieci w szacunku do swojej rodziny i do rodziców. Mój mąż odwiedzał starą matke raz w tygodniu byłam z tego zadowolona, matka zawsze jeszcze coś podała , ciasto , jajeczko . Uważałam ,że jak szanuje swoją matkę to będzie też szanował swoja rodzine. I to jest święta stara prawda

     
    • Conscience

      2013/09/16 o 10:05

      Zapomniałam chyba dodać,że mąż odwiedzał matkę często i ona nas, bo mieszkaliśmy blisko. Moja rodzina została odsunięta,bo nie odpowiadała mojemu mężowi, a jego rodzina wiecznie na pierwszym miejscu. Do mojej rodziny zazwyczaj jeździłam sama z córką, a do jego rodziny jeździłam dłuższy czas zmuszana. Długo milczałam i znosiłam to wszystko, mówiłam tylko do męża co myślę,bo nie chciałam robić z tego wojny. Na obiady sama z własnej woli ich zapraszałam z nadzieją,że może coś się polepszy. Nie broniłam mu ich odwiedzać, chciałam tylko,żeby troszkę z nimi przystopował i skupił się na nas. Teraz mieszkam z moim partnerem, córką i jego rodzicami. Próbę mieszkania z ex teściami podjęłam trzy razy. Najdłużej wytrzymałam miesiąc. Każdy mój krok był kontrolowany, każdy wydany grosz rozliczany, a jak chciałam do swoich rodziców jechać to „po co?” a miałam do nich 7 minut jazdy samochodem ! Ale po co do mojej rodziny? Przecież moja rodzina była gorsza od nich. „Po co?” słyszałam od teściowej. To ją trzeba było odwiedzać, a moich rodziców to już nie. Po prostu toksyczna kobieta i tyle. Teraz ma to,na co sama sobie zasłużyła i nie ineresuje mnie fakt,że są dziadkami mojej córki, nie wykazują i nie wykazywali ani grama zainteresowania i niech tak zostanie. W dużym stopniu winię ich za rozpad mojego małżeństwa i za zło,któro mnie spotykało ze strony męża. Dla mnie oni już nie istnieją.

       
  15. aga.p

    2013/09/16 o 22:04

    powiedziałam „Tak” przeszło 6 lat temu. Czy się zastanawiałam? myślę, że tak. Czy byłam pewną… hmm chbya tak. Czy żałuję? póki co nieeee… Oby tak zostało. Wiem, że życie pisze zawsze swój scenariusz. Człowiek w życiu absolutnie niczego nie może być pewnym. Dlatego, żyję trochę z dnia na dzień… by w razie czego zwyczajnie nie rozczarować sie. Bużka :-*

     
    • Conscience

      2013/09/17 o 10:01

      Teraz to już marne szanse,żeby coś się zmieniło. Mówią,że do 7 lat małżeństwo się „dociera”,a później to już z górki! Nie wiem ile w tym prawdy,choć moja siostra potwierdza, a brat neguje. No,ale przecież od każdej reguły jest jakiś wyjątek !

       
  16. ~Natka

    2013/09/17 o 08:44

    Bardzo ciekawy wpis, który daje wiele do mylenia… Jestem świeżo upieczoną narzeczona i bardzo kocham mojego przyszłego męża ale po nocach śni mi się jego matka…. Nasze relacje pozostawiają wiele do życzenia -już przy pierwszym spotkaniu poniżała mnie jak tylko mogła – nikt nigdy mnie nie potraktował tak ja ona …. I bardzo boje się, że po ślubie dopiero pokaże na co ja stać….

     
    • Conscience

      2013/09/17 o 09:59

      Cieszę się,że wpis się podoba. Poza tym powiem jedno… Jeśli relacja z matką narzeczonego jest trudna już przed ślubem,to nie sądzę,żeby była łatwiejsza po. Staniesz się groźniejszą rywalką,więc wyciągnie cięższą broń do walki. Jedno mnie tylko zastanawia… Dlaczego? Czemu często synowa tak okrutnie przeszkadza teściowej?