RSS
 

Rozwód.

10 wrz

No i stało się… Zadzwonił adwokat i przeczytał mi pozew rozwodowy, który sporządził… Przeczytał mi krótki opis mojego życia, naszego życia. Rozdrapał wszelkie zabliźnione rany! Przypomniał,że życie nam nie wyszło…
Stałam tak z telefonem przy uchu i słuchałam jak streszcze moje dawne życie małżeńskie. Jak z mocą napiera, wytyka krzywdy jakie wyrządził mój mąż. Jego głos jakby nadał tym wspomnieniom inny, bardziej dramatyczny wyraz. Nawet z tego wszystkiego nie pamiętam co dokładnie mówił, moja pamięć zgubiła kilka, może kilkanaście zdań, a on i tak mówił,że czyta w skrócie to co napisał. Głowa mnie boli, a myśli wirują. Moje małżeństwo teraz naprawdę się kończy.
Skupiam się dalej na tym,co Pan Mecenas ma mi do powiedzenia. I wtedy wpada mi w ucho „ograniczenie praw rodzicielskich pozwanemu” no i ukłucie… On się wścieknie. Niestety, tak musi być. Jakoś może by się dało to pogodzić,gdybyśmy mieszkali w tym samym mieście, choćby w tym samym kraju,ale niestety nie. Później mi mówi,że jest jedna Sędzina,co to domaga się ustalenia kontaktów. „Co Pani proponuje? Może np. pierwszy weekend w miesiącu?” , o zgrozo… że jak? „Nie, tak się nie da… Ja nie chcę go tutaj, córki on zabrać też nie może” , zaproponował więc pierwszy weekend miesiąca w obecności matki, co i tak uznał za niewykonalne „ale musimy coś napisać, bo ta Sędzina jest przekonana,że jest nakaz Sądu Najwyższego o konieczności ustalenia kontaktów”. I mówił,że na wniosek obydwojga rodziców można by zaniechać ustalania kontaktów,ale mój mąż na to nie pójdzie, nie mam szans na żadne układy czy porozumienia z mężem.
Mimo,iż nie chcę orzekać o winie, ten pozew brzmi jednoznacznie WINNY. I nie wspomniał,że teraz z kimś jestem, że żyję z innym mężczyzną. Skupiamy się na tym, co robił mąż, co doprowadziło do rozpadu małżeństwa, a nie na tym,co jest teraz.
Na koniec wspomina o obojętności ojca na dziecko o braku pomocy w utrzymaniu dziecka… Takie to zagmatwane wszystko i okropne. W tym pozwie zawarł wszystko,co doprowadziło nas do miejsca, w którym teraz jesteśmy.
Witaj, koszmarze. Otwiera się przede mną moje prywatne piekło na ziemii. Przetrwam to i mam nadzieję,że razem z Nowym Rokiem będę świętowała moje NOWE ŻYCIE.

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii, malzenstwo, rozstanie, rozwód

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. aga.p

    2013/09/11 o 22:58

    „Kiedy ciemność jest największa wtedy właśnie czekają na nas nowe możliwości” – i tego Ci właśnie życzę. Miej to już za sobą. Zacznij NOWE ŻYCIE. Uwolnij się od tej kuli u nogi i zrób z uśmiechem krok na przód. Buziaczki :-*

     
  2. ~monika

    2014/08/13 o 13:42

    Jak się cieszę, że Cię znalazłam…
    Sama niedługo będę w sytuacji sklecania swojego pozwu. Mój bilans: 6 lat małżeństwa, dwójka dzieci, marzenia o samodzielności, niezależności, świętym spokoju i nowym życiu. Również z kimś teraz się spotykam i to on dodaje mi sił. Ciągle jednak mam uczucie porażki życiowej, że się nie udało, że dzieci będą miały rozbitą rodzinę…jak Ty sobie z tym poradziłaś?

     
    • Conscience

      2014/08/30 o 12:11

      Całe to rozstanie wiązało się z emocjami. Raz nie wiedziałam co robić, za drugim chciałam zostać, później odejść jak najszybciej… Wahałam się długo nie mając pewności co jest dla nas najlepsze. Czasami mam jeszcze momenty, kiedy zastanawiam się nad decyzjami, które podjęłam… Ale wiem,że innego wyjścia nie było,bo życiez moim byłym mężem było po prostu męką. Dla mnie, córki i dla niego – choć on do tej pory uważa inaczej ja wiem,że i on dusił się w tym związku.