RSS
 

Mąż… na papierze.

03 wrz

Odbyłam wczoraj niespełna 30-minutową rozmowę z byłym mężem pod nieobecność córki,co by nie dopuścić do tego,żeby słyszała o czym rozmawiamy.
Przeprosił co prawda za niedzielną rozmowę, wypierając się jednak iż nazwał mnie GŁUPIĄ. „Nie powiedziałej TEJ GŁUPIEJ, powiedziałem GŁUPOLOWI”. Jak dla mnie różnicy nie ma, głupia to głupia niezależnie od tego,którego z dwóch podanych słów użyjesz. Interesowało go bardzo,czy zamierzam orzec o jego winie. Nie, nie zamierzam. Nie chce mi się w to bawić, nic mi po tym, a do tego cena pełnomocnika pewnie podwoiła by się,albo potroiła nawet  ! A na to więcej pieniędzy wydawać nie chcę, nie opłaca mi się. Poza tym nie chcę słuchać wymyślonych przez męża historii o tym,iż wina leży po mojej stronie,bo ja kogoś w Holandii znalazłam. Zapomina dodać,iż wtedy już twierdził,że nic do mnie nie czuje, nie chciał być ze mną, proponował rozwód, a w najgorszym przypadku – otwraty związek, że już nie mieszkaliśmy razem,bo oddał wszystko czego się dorobiliśmy i że to było już po tym,kiedy z jego ust usłyszałam słowo aborcja.
Czego on więc wymagał ode mnie? Był moim mężem, to fakt, nadal jest… NA PAPIERZE! A nijak ma się to do rzeczywistości, do życia razem. Na papierze to może i jest moim mężem,ale życiowo to jest niestety jednym z moich wrogów , jedynym z najpodlejszych osób jakie przeplatały się przez moje życie.
„Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię i nazwisko pani młodej / pana młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.”
Nie było ani zgodne, ani szcześliwe i jak się okazało – trwałe też nie było. Jedyne co pozostało trwałe,to akt małżeństwa, kartka urzędowego papieru,mówiąca o tym,iż z panny staję się mężatką i przyjmuję jego nazwisko.
Podstawową zasadą małżeństwa jest równość praw i obowiązków. Może i by tak było, bo mój ex, młody człowiek – nadawał się może do „wychowania” , do wypracowania jakiegoś kompromisu, „systemu”, ale… Przecież jest jeszcze jego matka, która miała już swój „system” i wmówiła synkowi,że TAK W DOMU POWINNO BYĆ. A jak? No więc, kobieta – mimo,iż pracuje, ma po pracy ugotować, posprzątać, zająć się domem i dzieckiem – niezależnie od tego,czy chora, zmęczona, czy pracuje ciężej od męża czy nie. Mąż początkowo nie brał tego do siebie, czasem coś ugotował,pomógł posprzątać,czy wykąpał córkę, ale co doszło to do KOCHANEJ mamusi, to zaraz dostawał rempremendę,że tak być nie powinno,że co za żona, skoro ON GOTUJE. Ugotował może 5 razy podczas naszego wspólnego życia. A ugotował,bo sam chciał. Niejednokrotnie pytał ją jak coś przyrządzić, wiadomo – smaku się uczymy, smak wynosimy z domu. Chciał więc przpisy od matki,żeby żona mogła mu ugotować. Raz zapytał o jedno z dań, a ta zerknęła na mnie „A czego to Ty wiecznie pytasz? Żona Ci powinna gotować”. No błagam! Jakby conajmniej nie po to pytał,żebym ja ugotowała.
No więc, początkowo było i sprawiedliwie i dobrze, on zajmował się jednym pokojem (jeśli o sprzątanie chodzi), a ja kuchnią, łazienką, przedpokojem, ubikacją i pokojem córki. Sprawiedliwie,co? Ale lepsze coś niż nic. Później jednak i ten jeden pokój zaczął mu ciążyć okrutnie i zaczęły się wyrzuty nie z tej ziemii ! Bo „TY NIC NIE ROBISZ”.
Później były jego wyjazdy, byłam sama z córką i wszystkimi obowiązkami, a jeszcze i jedyne auto jakie mieliśmy, któro na pewno się przydawało,bo córki przedszkole było w odmiennym końcu miasta niż moja praca – starał się zabierać, skazując nas zimą na komunikację miejską, a jeszcze jego matka twierdziła,iże auto mi niepotrzebne,przecież są autobusy i zawsze mogę kogoś poprosić o pomoc. No tak , ja wiecznie z dzieckiem na łasce innych, a on pan  i władca. Dodam,że on jako jedyny zawsze jeździł autem na wyjazdy służbowe, inni wybierali pociąg, autobus. Czasem sobie jakiegoś kolegę zabierał – dla rozrywki.
Z czasem naprawdę miałam dość. Był sknerą okrutnym. Z moich pieniędzy płaciliśmy za mieszkanie i rachunki, a z jego mieliśmy żyć. Niestety moje potrzeby i potrzeby dziecka zawsze były nieważne, dosłownie NIC kupić nie mogłam bez konsultacji z nim. Poczynając od ubrań , a na głupim tuszu do rzęs kończąc. Jako kobiecie nie należało mi się nic. Nie byłam tego warta. Więc ani równość praw,ani obowiązków.
A gdzie wierność? Uczciwość? Zaspokajanie potrzeb rodziny? Wpólne rozstrzyganie o sprawach ważny dla rodziny? Każdą decyzję podejmował sam, ja byłam stawiana „przed faktem dokonanym”, nie miałam prawa głosu, nie mogłam mieć swojego zdania. Byłam nikim. Liczył się on i jego matka. Jej zdanie było priorytetem, moje było niczym.
Nigdy nikomu nie mówiłam o tym jak było naprawdę… To niby były błahostki,ale z czasem czułam sie ubezwłasnowolnionia. Nie miałam prawa wziąć kluczy do auta i pojechać gdzieś,jeśli on mi na to nie pozwolił. A pozwalał bardzo rzadko ! Nie mogłam nawet wykąpać się dopóki córka nie zasnęła – musiałam czekać,aż zmoży ją sen. Jeśli wbrew jego zakazon zamykałam się w łazience – on zezwalał na to,żeby dziecko stukało i kopało mi w drzwi, krzyczało,że chce wejść, a on zamykał się w pokoju i grał w swoje idiotyczne gry komputerowe, nie interesując się własnym dzieckiem ! Nie mogłam nigdzie wyjść – poza pracą lub spacerem z dzieckiem. Jeśli chciałam wyjść sama – spotykałam się z dezaprobatą. A każdorazowa próba wyjścia kończyła się jego słowami „To ja wyjdę, a Ty zaproś znajomych do domu”. I ostatecznie to ja zostawałam w domu z dzieckiem, pozbawiona możliwości wyjścia, oderwania się choć na chwilę. I jeszcze kwestia,że coś chciałam, coś było mi potrzebne, coś mi się spodobało. Jestem kobietą, taką samą jak inne kobiety. Też mam potrzeby, też lubię zakupy, nowe rzeczy. Jeśli czegoś chciałam, nawet jeśli chodziło o jakiś drobiazg z okazji walentynek,czy rocznicy, było to możliwe do osiągnięcia tylko jedną drogą. O tym też wcześniej nie myslałam, nie zastanawiałam się nad tym – przecież był moim mężem! Teraz już wiem,czemu przestałam lubić sex… Jeśli własnemu małżonkowi musisz w ten sposób odpłacać za każdy drobiazg, za każdą zgodę na cokolwiek, za choćby głupia farbę do włosów to przestajesz traktować sex jak coś dobrego, traktujesz to jako zapłatę, przemiotowo. Bezsens zupełny wkradł mi się do życia. A zrozumiałam to,dopiero jak od tego uciekłam.

Już od dawna jest tylko MĘŻEM NA PAPIERZE.

 
Komentarze (61)

Napisane przez w kategorii malzenstwo, rozstanie, rozwód, Związek, zycie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~anya

    2013/09/05 o 14:42

    Mam wrażenie ,że mój ex ma klona ;) Tylko ja zostałam z niczym ,a wszystko czego sie dorobiliśmy ma teraz siusiumajtka 10 lat mlodsza i to ona traktuje go jak on przez 18 lat mnie ;) Niech wie ,że role moga się odwrócić -nawet w czystej babskiej zlośliwości jej kibicuję chociaż nie znosze smarkuli :)

     
    • ~Daria

      2013/09/09 o 08:28

      Najgorsze są chyba przypadki, gdy przyszły małżonek przed ślubem jest po prostu aniołem… Wszystko zmienia się z momentem założenia obrączki i nagle poznajesz jego prawdziwe oblicze. Moja znajoma miała taką sytuację – historia praktycznie identyczna jak twoja lecz wzbogacona o przemoc… I również dziewczyna została z córką bez niczego… Bardzo ciężko jest znaleźć wartościowego partnera…

      http://szminkapoasfalcie.pl/kategorie/przemyslenia/13-seks-w-samochodzie

       
  2. ~Paulina

    2013/09/06 o 11:49

    Cieszę się że o tym piszesz bo ja przerabiam bardzo podobne sytuacje w domu.Nie mamy dziecka a ślubu nie mam w planach w tym wcieleniu :) więc nie będzie takich obciążeń. Cieszę się że wyrwałaś się z tego marazmu może ja się wreszcie zbiorę w sobie i zakończę swój.Długo by opowiadać,pisać i zastanawiać się dlaczego faceci tacy są( nie wszyscy oczywiście). Chyba lepiej być nawet i samotną ale mieć spokój niż żyć w toksycznym związku.Gdy tłumaczę to wszystko swojemu odnoszę wrażenie że nie dociera to do niego, może jest tak zapatrzony w siebie że nie może mu przejść przez myśl albo po prostu zbyt głupi.Próbowałąm się dogadać to nic nie dało.Moja matka żyje w takim związku z moim ojcem właśnie.Czas kończyć z brakiem szacunku mężczyzn ,zmieniać stereotypy i świat. Tacy faceci niech zostaną sami jak to Kazik Staszewski”śpiewał”- „Nie ma litości dla skurwysynów”.

     
    • Conscience

      2013/09/07 o 14:10

      Ciężko jest się wyrwać, podjąć jakiekolwiek decyzje i kroki… żyłam tak ładne kilka lat… Dopiero jak człowiek od tego ucieknie,to widzi każdy , nawet najmniejszy szczegół, który nie powinien mieć miejsca.

       
  3. ~Grzegorz

    2013/09/08 o 15:21

    Wbrew pozorom dzięki takim blogom , możemy coś zmieniać w życiu i brzydko się wyrażę uczyć się na cudzych błędach . Miałem odwróconą sytuację bez małżeństwa i dzieci . Na szczęście pozbyłem się problemu , dopiero teraz czuję że żyję mam nadzieję że u Ciebie będzie podobnie :) pozdrawiam.

     
    • Conscience

      2013/09/09 o 00:48

      Podobnie? Też czuję,że żyję. Przekonałam się,że nie każdy mężczyzna jest taki sam i nie każda „teściowa” podła. A to już sukces po tak dużej porażce.

       
  4. ~Maro

    2013/09/08 o 15:21

    Mam gorsza kobietę w domu, która rozwiodła sie ze mną za zgoda stron.Teraz jesteśmy razem i niechęć uprawiania seksu tłumaczy zmeczeniem i ze myśle tylko o sobie.Po za tym w klutnincalkowicie jest obojętna, nie zabiega o naprawę i wspólna rozmowę.

     
    • Conscience

      2013/09/09 o 00:50

      Jeśli nie chce rozmawiać to nie zmusisz choćby nie wiem co. Takim osobom chęć do rozmowy wraca jak czują,że coś się na dobre „wyślizguje z ich rąk”. Niestety – za późno.

       
  5. ~Internautka

    2013/09/08 o 15:23

    Czytając ten tekst mam wrażenie ,że to Ty jesteś niedojrzała , nie Twój mąż w innym wypadku poważnie byś z nim porozmawiała, nie wylewała tych żali na monitor. Żałośni są tacy i im podobni ludzie , jak Ty. Jest to bez znaczenia czy mówimy o kobiecie czy mężczyźnie.

     
    • ~Renee

      2013/09/08 o 19:00

      I oczywiście rozmowa w Twoim mniemaniu wszystko zmieni jak za dotknieciem czarodziejską różdżka? „wylewanie żali” ma akurat świetne działanie w takich przypadkach. Myślę, że autorka rozmowy o których myslisz ma za sobą i to w ilościach hurtowych. Jeśli ktoś jest niedojrzały to komentator w Twojej osobie

       
    • ~maja

      2013/09/08 o 19:23

      Niestety, ten typ mężczyzny tak ma, że rozmowa nie daje rezultatu. Też przeżywałam taki związek, przez 10 lat usiłowałam rozmawiać, lecz okazało się, że on nie był tego nauczony, jego rodzice NIE rozmawiali o swoich problemach, ojciec wydawał polecenia matce, po prostu, a ta nigdy się nie buntowała. Nasze rozmowy były moimi monologami, odpowiadał monosylabami i nigdy nie udało mi się dojść do porozumienia. PO prostu ja sobie gadałam a on najczęściej milczał i robił swoje. Przyszedł dzień, że spakowałam rzeczy swoje i dziecka i wyprowadziłam się. Nigdy tego nie żałowałam, niektórzy po prostu nie są przystosowani do życia w rodzinie.

       
    • Conscience

      2013/09/08 o 21:44

      Myślisz,że ponad 3 lata małżeństwa spędziłam na milczeniu? Mylisz się… Mówiłam do niego (bo rozmową tego nazwać nie można), to on nie chciał rozmawiać. W pewnym momencie po prostu przestał ze mną rozmawiać i żył swoim życiem. Próbowałam ratować związek, naprawdę mi zależało… w końcu przestało. To typ człowieka,który ma swoje racje i tyle.

       
    • ~Elena

      2013/09/08 o 22:14

      A co tu jest niedojrzalego?Ze autorka pisze co mysli?co przezywa?to jest niedojrzalosc?,a moze wedlug ciebie powinna cichutko w takim malzenstwie siedziec i nic nie mowic bo znajdzie sie ktos(taktak,mam ciebie na mysli)i wymysli sobie ze to z nia jest cos nie tak?znam duzo kobiet z takimi problemami,i one zyja w tym nie chca nic zmieniac,bo boja sie ze sobie nie poradza itd!bzdura-ale prawda.A TEN KTO PISZE COS TAKIEGO O SWOIM ZYCIU,TO NIE JEST WYLEWANIE SWOICH ZALI,tylko czysta ocena zwiazku…NIe widzialas wczesniej napisanego,ze autorka nawet nie chce orzekania o winie?zastanow sie dlaczego?bo jest dojrzala,bo wie ze caly ten cyrk tylko by wypral ja z uczuc a w niczym by nie pomogl.W takiej sytuacji wiele kobiet by wlasnie rzadalo orzeczenia o winie chocby po toby sie zemscic i to jest niedojrzale(choc w niewszystkich wypadkach)..A ty skoro tak oceniacz cudze zycie,problemy cudza „spowiedz’to wydaje mi sie ze jestes po pierwsze niedojrzala,po drugie bardzo malo doswiadczona przez zycie,bo gdybysmy my-chocby same tylko te ktore komentuje,podzielilybysmy sie z toba naszymi doswiadczeniami to bys tego nie udzwignela.wiesz kiedy ja myslalam ze takie zale sa onzaka niedojrzalosci?jak mialam 10 lat i slyszalam cos takiego,tak wtedy.a potem przyszla pora gdy weszlam w dorosle zycie,i bardzo szybko to zdanie zmienilam.nie ma czegos takiego jak niedojrzalosc,bo ktos potrzebuje sie wyzalic,pogadac,to jest naturlana rzecz…

       
    • ~Andzia

      2013/09/08 o 23:59

      Czasami rozmowa nie wiele daje.Ja sama próbuję rozmawiać ze swoim mężem żeby mi coś pomagał w domu,ale jak grochem o ścianę.nie powiem bo czasami weżmie starszą córką na spacer,na pole, jak pieniądze trzeba to daje,ale wdomu nic nie robi.uważa że skoro pracuje po 12 godzin to to już wystarczy.Że reszta należy do mnie,czyli pranie ,gotowanie,opieka nad dziećmi itd.Uważa że jego rola na zarabianiu pieniędzy się kończy

       
  6. ~Maro

    2013/09/08 o 15:29

    I dodam ze tylko z moich pieniędzy żyliśmy.A na dodatek byłem taki jak twój mąż, gdy sie zmieniłem ona zaczyna pokazywać swoją pozycje. Z czasem ktoś zawsze może sie pojawić w jej i moim życiu ….

     
  7. ~zbigniew

    2013/09/08 o 15:32

    Twój mąż miał racje -jesteś głupia.

     
    • ~Renee

      2013/09/08 o 18:57

      Opinię tym komentarzem wystawiasz sam sobie. Jedyną głupotą jaka tu widzę to trwanie az tak długo w tym chorym związku – z zewnątrz jednak inaczej się ocenia niż bedąc bezpośrednio zaangażowanym. Gratuluje odwagi i podjęcia słusznej decyzji. W razie potrzeby słuzę pomoca prawną.
      pozdrawiam

       
    • ~Anka

      2013/09/08 o 19:49

      A ty zbigniewie – jebnięty :D
      Żal.

       
    • ~Elena

      2013/09/08 o 22:16

      I powiedzial to ktos-kto nigdy nie byl w takiej sytuacji!!!Bijmy brawo panu ktory najwiecej wie;/…Proponuje taka rzecz:Jak masz pisac glupoty,to poprostu ich nie pisz i sie nie osmieszaj

       
  8. ~Nova

    2013/09/08 o 16:21

    jeśli mogę, bo moją uwagę zwróciło to co napisałaś na początku- na Twoim miejscu postarałabym się jednak o to, żeby rozwód został orzeczony z jego winy. Przypuszczam, że może Ci się to nie udać jeśli sama kogoś miałaś i on o tym wie (zdoła Ci to udowodnić), jednak w przypadku gdyby popadł w tarapaty, po rozwodzie bez orzeczenia o jego winie, to Ty a nie kto inny, jesteś prawnie zobowiązana żeby go utrzymywać i udzielać mu pomocy. Dopytaj prawnika i jeszcze pomyśl. Pozdrawiam, N.

     
    • Conscience

      2013/09/08 o 21:46

      To długa droga, chyba nie mam w sobie tyle siły… Boję się rozwodu bez orzekania, prawie nie sypiam, myśl o tym nie daje mi spokoju, a orzekanie o winie kojarzy mi się z koszmarem na oczach obcych ludzi.

       
  9. ~jola

    2013/09/08 o 16:50

    Dobrze że odeszłaś,ja odważyłam się to zrobić po 27latach.Mój eks zabrał mi wszystko co w życiu miałam ,nawet nastawił moje dorosłe już dzieci przeciwko mnie.Żałuje tylko że trwałam w tym koszmarze przez te wszystkie lata,gdybym odeszła wcześniej moje dzieci nie mówiły by o mnie dzisiaj „TA PANI”.

     
  10. ~Aga

    2013/09/08 o 17:03

    Miałabym tak samo, nie wiem czy nie gorzej, bo do tego wszystkiego był strasznie kłótliwy i złośliwy i chyba byłby w stanie uderzyć mnie gdyby bardzo się zdenerwował. Rozliczał mnie z każdej sekundy dnia, „cenzurował” znajomych i zawsze był pokrzywdzony i zaniedbamy przeze mnie – obiektywnie rzecz ujmując nigdy tak nie było. Miesiąc przed ślubem podziękowałam za „współpracę”, ale niestety nie daje mi spokoju. Już nigdy z nikim się nie zwiążę, życie we dwójkę nie jest dla mnie, za bardzo się poddaję drugiej stronie, nie umiem o siebie walczyć.

     
    • ~Krzysiek

      2013/09/08 o 21:27

      Aga ,na pewno trafisz na kogoś,z kim nie będziesz musiała walczyć…Na kogoś,kto będzie pragnął Twojego szczęścia ponad wszystko…Są na tym świecie i tacy …Pozdrawiam

       
    • Conscience

      2013/09/08 o 23:03

      Życie we dwójkę na pewno jest dla Ciebie. Życie we dwoje, a mimo to osobno nie jest dla nikogo, a o tym właśnie piszesz. To co opisałaś nie jest namiastką życia „we dwójkę”. W końcu trafisz na właściwego mężczyznę i zmienisz zdanie.

       
      • ~Aga

        2013/09/11 o 20:11

        W tej chwili nie wierzę, nie chcę nawet. Byłam w życiu w dwóch związkach i wchodzenie w ten drugi kosztowało mnie strasznie dużo nerwów. Teraz porównując moich byłych, to ten pierwszy był aniołem niemalże, więc nie wyobrażam sobie wchodzenia w jeszcze jeden związek. Widocznie tak musi być, ale nie płaczę nad sobą. Bo i po co.

         
  11. ~Misia

    2013/09/08 o 18:42

    Mam podobną teściową ,tylko że moj mąż zdaje sobie z tego sprawę i stoi cale życie murem za mną -nie wyobrażam sobie inaczej- więc musze powiedzieć że jestem szczęściarą :)
    Dobrze zrobilaś ,że uciekłaś :D

     
  12. ~Tadeusz

    2013/09/08 o 19:11

    Czas ucieka wieczność czeka! Jak szybko mija życie….
    Zawsze warto poświęcić trochę czasu dla wieczności. Póki jeszcze jest czas. Czeka nas niebo albo piekło. Co wybierasz?
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

     
  13. ~Maro

    2013/09/08 o 19:56

    Wy wszyscy zmiencie styl życia na swingersowy i będziecie zgodni i kochający.wy kobiety jesteście gorsze niż faceci,dzieci to dla was karta przetargowa

     
    • ~Elena

      2013/09/08 o 22:21

      I tu sie mylisz…Sa takie kobiety ale nie wszystkie,tez mam meza dzieci ale nigdy nie zrobilam czegos takiego by dzieci uzyc jako karty przetargowej(choc sie rozchodzilismy)…Nie mierz jedna miara wszystkich kobiet,bo tak naprawde nie wiele mozesz powiedziec na temat kobiet oprocz tego ktora ma fajna dupe,a ktora lepsze cycki…

       
    • ~^*^*^*^*

      2013/09/09 o 03:32

      O czym Ty pierdolisz ? KARTA ? jaka ? przetargowa ? dzieci zawsze zostają przy matce . Nie sprowadzaj życia seksualnego do życia NORMALNEGO ,kiedy trzeba nakarmić dzieci !!!!!!!!!!

       
  14. ~marek

    2013/09/08 o 20:05

    Jeśli, jest tak jak piszesz, nie odpuszczaj , orzeczenie o rozwodzi musi być na Twoją korzyść.postraj się , nie daj się, udowodnij, że nie jesteś „GŁUPIA”
    Marek

     
  15. ~aaa

    2013/09/08 o 20:21

    nie wykradł tylko wkradł
    zanim coś opublikujesz sprawdź tekst
    ogólnie masz bardzo ubogi słownik
    lepiej pogadaj z koleżanką zamiast tu „pisać”

     
  16. ~Kalasanty

    2013/09/08 o 20:33

    Ja mam jedno zasadnicze pytanie
    nie wiedziałaś za kogo wychodzisz za mąż?

    czy taki stał się przy Tobie już po ślubie?

    No OK, z tego co czytam to ten pan przykładem świecić nie może, jeśli to wszystko prawda – to jednym słowem – kawał buca z niego
    Ale Ty za niego wyszłaś

    czemu?
    ładny był, wpadka, myślałaś że go zmienisz? no czemu?

    Kiedyś to chyba kobiety umiały bardziej krytycznie patrzeć na mężczyzn – może i mężczyźni też byli ogólnie lepsi – ale to co się teraz dzieje to jakaś masakra. Ludzie się ze sobą wiążą – nawet niby po tzw próbie czyli mieszkaniu ze sobą – i są tragedie.
    Kurde – to o czym rozmawialiście w okresie narzeczeństwa? W ogóle rozmawiałaś z nim o swoich oczekiwaniach, planach, wizji wspólnego zycia?
    A jesli tak, nawet i próbowałaś a on nie chcial albo mętnie odpowiadał, uciekał od tematu

    TO CZEMU DO CHOLERY ZA NIEGO WYSZLAŚ?!?

     
    • ~Seba76pl

      2013/09/08 o 21:26

      Czemu wyszła ? Bo wiekszość ludzi dowiaduje sie o swoich partnerach wiecej przez 1 rok małżeństwa niż przez 3 lata narzeczeństwa. Najgorsze jest to że jedno zatrzymuje się za etapie narzeczeństwa, kiedy sie szaleje, chodzi na imprezki i bawi do rana. Zamiast wydorośleć, zostają dorosłymi dziećmi. Ja też dużo grałem, lubie swój wirtualny świat ale to dlatego, że moja żona jak gdzieś wychodziliśmy wolała żłopać piwsko do rana i być kompletnie nieasertywną dla kolegów i przyjaciół. Nie mam tu na myśli flirtowania tylko zbyt przyjacielskie podejście. A jak zmieniła prace i zaczęła widywać w tygodniu tylko dzieci rano, zaprowadzając do przedszkola i pracy, czuła się się jak to określiła ” niepotrzebna, bo ja zająłem sie sprzątaniem, pomywaniem, odrabianiem lekcji z dzieckiem, obiad, spacery z dziećmi, kąpiel i układanie do snu. I zaraz się znalazł pocieszyciel i dał znać o sobie alkohol i brak asertywności do mężczyzn. Tylko jak mąż zdradzi ale wróci i przeprosi, kobieta potrafi mu wybaczyć. Natomiast kiedy zdradza żona, tak sobie łamie kręgosłup moralny, że jej honor nie pozwala kontynuowanie małżeństwa, nawet jak mąż jest wstanie zrozumieć ” błądzenie rzecz ludzka”. Ale finał tego jest zawsze jeden : zawsze na tym cierpią najbardziej dzieci. Dlaczego się z nią ożeniłem? A skąd miałem wiedzieć co w niej siedzi. Tak samo to się tyczy autorki !! Wszystko

       
    • Conscience

      2013/09/08 o 21:49

      Był dobry, naprawdę dobry. Opiekuńczy, kochany, wierny. Rozmawialiśmy o przyszłości, nic z tego się nie sprawdziło, nic poza imieniem dla córki, które wybraliśmy jeszcze nie mając pojęcia kiedy będziemy mieć dziecko. Zmienił się na kilka miesięcy po przyjściu córki na świat. Nie do poznania. „Gdybyś wiedział,że upadniesz,to byś usiadł”, nie miałam pojęcia co mnie czeka… Gdyby mi ktoś powiedział jeszcze 2 lata temu,że w przyszłości się rozwiodę,to uznałabym za kiepski dowcip. Nie spodziewałam się tego….

       
    • ~logiczek

      2013/09/08 o 21:58

      Ten komentarz powinien się znaleźć na wyszczególnionym miejscu na onecie… bardzo dobrze napisane.

       
    • ~Elena

      2013/09/08 o 22:23

      A moze w trakcie narzeczenstwa wygladalo to zupelnie inaczej?moze on zachowywal sie inaczej,nie wiesz ze tacy ludzie istnieja?…tak wlasnie to moglo tak wygladac,a moze poprostu autorka tak bardzo go kochala i wierzyla ze on sie „naprostuje”po slubie?roznie moglo byc

       
  17. ~Gaja

    2013/09/08 o 21:23

    walcz… bo będziesz musiała dziadowi płacić zapomogę jak będzie w niedostatku… a nie mając honoru i będąc cwaniakiem niedostatek łatwo udać. I będziesz miała darmozjada na utrzymaniu.

     
    • ~Seba76pl

      2013/09/08 o 21:29

      ale tylko przez 5 lat, chyba że sie zrzeknie prawa do alimentów. Zawsze podczas procesu możesz zmienić z orzekania bez winy na orzekanie o winie. Wiem bo sam się rozwodzę i przyjaciółka mamy też tak miała, że sędzina podeszła do niej w przerwie i prosiła by zmieniła na orzekanie o winie. Ale ty na pozwie musisz być powodem, a mąż pozwanym.

       
      • ~Rena

        2013/09/08 o 23:09

        nie do konca to prawda ze ona na pozwie musi byc powodem a maz pozwanym -moj rozwod byl orzeczony z winy meza ale to on wniosl sprawe do sadu o rozwod z mojej winy czemu zdolalam zaprzeczyc i udowodnic odwrotnosc -owszem sprawa sie ciagnela dlugo bo ponad rok tylko i przyzneje szczerze ze w pewnym momencie bylam tym tak wszystkim zmeczona ze powiedzialam adwokatowi konczymy to bez orzekania o winie i tak by sie stalo lecz ostatecznie odwolalam swa decyzje -rozwod zakonczyl sie sprawiedliwie z winy meza -tylko ze ja mialam dowody na jego wine i zdrade-chociaz przypominam to on wniosl pozew przeciw mnie i z mej niby winy

         
      • Conscience

        2013/09/08 o 23:12

        Ale ja naprawdę nie chcę walczyć. Nie chcę tego przeciągać. Marzę tylko,żeby już to mieć za sobą, jak najszybciej i jak najmniej boleśnie. Spory kawał mojego i tak krótkiego jeszcze życia muszę odciąć i nazwać przeszłością. Byle rozwód był,żebym mogła normalnie funkcjonować z córką.

         
  18. ~babcia Anna

    2013/09/08 o 21:33

    Piszę to do młodych kobiet, które wychowują synów.
    Bądzcie wygodnickie i wyręczajcie się synami w pracach domowych a wtedy ich żony będą szczęśliwe. Jak się ożenią przychodźcie do nich z wizytą a nie z wizytacją. Ja tak wychowywałam swoich synów że moje synowe są mi wdzięczne za to, a poza tym wogóle się nie wtrącam w ich życie przez co jestem przez synowe bardzo lubiana i szanowana.

     
    • ~Maro

      2013/09/08 o 21:59

      Gdzie miałaś oczy przed ślubem? Ja nie mogę takich tekstów czytać spokojnie. Jestem żonaty już 36 lat, znaliśmy się przed ślubem 5 miesięcy i jesteśmy razem tyle lat i przez te lata, tak jak przed ślubem, żadne z nas wobec siebie nie użyło brzydkiego słowa. Sprzeczamy się nawet czasem ostro ale kulturalnie, bez obrażania drugiej osoby. I co najważniejsze, kochamy się. Dlatego nie mogę zrozumieć co się dzieje i dlaczego, tak jak to opisuje „poszkodowana”.

       
      • ~Aga

        2013/09/12 o 12:31

        Pan nie może czytać, ale czasami to co widać to nie jest wszystko. Faceci zmieniają się w momencie jak już są pewni, że kobieta jest ich. Pan piszę, że od 36 lat jest żonaty i wszystko jest ok. Przepraszam, ale wzbudził Pan tym moją ciekawość – czy Pana Żona też jest taka zadowolona z życia jak Pan. Czy kiedyś Pan się nad tym zastanawiał w ogóle?

         
    • ~^*^*^*^*

      2013/09/09 o 03:06

      Kochana jesteś i mądra jak moja teściowa :) Tylko mój exs miał „łapki ” lekkie jak jego ojciec ,mam przyjaciela w mojej teściowej :) Pozdrawiam

       
    • ~^*^*^*^*

      2013/09/09 o 03:12

      poszło chyba do „maro ” a miało iść do „babcia Anna „

       
  19. ~szynka

    2013/09/08 o 21:43

    Zawsze jak czytam takie rzeczy to sie zastanawiam jak to jest ze taka inteligetna zdawałoby sie kobieta daje sobie zawiązać sznur na szyii i daje soba tak pomiatać? Dałaś sobie wejśc na głowe… co to znaczy ze mąz ci na cos pozwalał? a jakie on miał prawo ci pozwalac lub nie? Jesteś dorosla robisz co chcesz, chcesz wyjśc to wychodzisz… w czym rzecz? dziecko wyje? to tez jego dziecko jak jemu to nie przeszkadza to czemu tobie? I co to za dziwny podział z jednej pesji mieszkanie, z drugiej życie? Takie rzeczy załatwia się stosunkiem pęsji do wydatków, kazdem musi cos zostać dla siebie… niewiem niewiem… dać chłopu raz przewage i jestes ujajona…

     
    • Conscience

      2013/09/08 o 21:50

      Nawet nie wiem kiedy zaczął całkowiecie kontrolować każdy mój krok.

       
  20. ~gosia

    2013/09/08 o 22:27

    O matko i corko…………jestem w dokladnie takiej samej sytuacji; najgorsze jest jednak to, ze spakowalam sie juz raz i bylam gotowa odejsc, ale on zaczal obiecywac i zarzekac sie, ze sie zmieni; ze przezylismy tyle juz razem, przeciez rodziny corce nie rozbijemy.
    No i rzeczywiscie sie zmienil………na 2 dni. A teraz na dodatek mi wypomina: I tak nie odejdziesz, juz przeciez raz stchorzylas……
    zalamka totalna

     
    • Conscience

      2013/09/08 o 23:08

      Ja też pakowałam rzeczy wiele razy. Kilka razy to on mi kazał pakować rzeczy. Dużo czasu minęło nim odeszłam. A samo pakowanie na jego oczach było torturą. Żal, setki myśli w głowie „a co jeśli tym razem naprawdę się zmieni?” i koło się zatacza,bo skoro nie zmienił się do tej pory…. Poza tym ja wiem,że ja wygrałabym walkę o nasze małżeństwo, gdyby to była walka między nami, wywalczyłabym, wyciągnęła nas na prostą… I walczyłam…..póki jego mamuśka nie wkroczyła z posiłkami. Szanse miałam marne. Kiedyś trzeba powiedzieć „dość”.

       
  21. ~errare

    2013/09/09 o 00:37

    Sorry, ja też mam wrażenie,że jesteś niedojrzała emocjonalnie. W każdej bajce jest trochę prawdy – w Twojej zapewne też. I te stwierdzenia: ja robiłam; głównie „ja”.
    Jeśli potrafisz – popatrz obiektywnie i bezstronnie na wszystko z boku, Zazwyczaj wina leży w 50% po obydwu stronach.Czasami są to ułamki procenta, czasami od razu połowa – ale prawie zawsze po 50%.
    Życzę optymizmu i pogody ducha……..

     
    • Conscience

      2013/09/09 o 00:45

      Ale przecież mnie uświadamiano cały ten czas,że to moja wina,bo ja mężulkowi nie dogadzam,pod nos nie podsuwam. Patrząc na to „z boku” widziałabym mężczyznę za nic mający żonę i kobietę,która godzi się na poniżenia w imię pełnej rodziny dla dziecka. Chciałabym znaleźć w sobie więcej winy,ale jej niestety nie ma. Pytając jego usłyszałabyś to samo. Bo kiedy przyszło do rozstania,to potrafił przyznać się do winy i przepraszać za to,że nie widział,nie doceniał tego jaką byłam żoną. Nie płakałby po kimś,kto nosi drugie 50% winy. Podzieliłabym to tak , 50% dla niego, 40% dla mamuśki, a 10% spoczywa na mnie,bo może nie posprzątałam dokładnie, niekiedy krzyknęłam i przestałam tolerować jego rodzinę (a to dlatego,że wieczne spiskowanie przeciwko mojej osobie z czasem stało się zbyt dokuczliwe).

       
      • ~loris

        2013/09/09 o 01:13

        Tak, to prawda. Nigdy nie wiemy do końca z kim się pobieramy. To wielki łut szczęścia trafić na kogoś rozsądnego. Ktoś, kto pisze, że jesteś niedojrzała, ma albo wysokie mniemanie o sobie, albo zerowe pojęcie o życiu. Jednym słowem jest ograniczony. Mój mąż zmienił się dwa tygodnie po ślubie. Byliśmy ze sobą cztery lata przed. W życiu bym nie powiedziała, że mógłby być tyranem psychicznym i burakiem przez duże B. Jego znajomi do dziś dnia by w to nie uwierzyli – i tu jest pies pogrzebany. Jak dowiedział się (pokątnie), że planuję rozwód, zmienił się nie do poznania i trwa tak odmieniony od roku. Ale ja go już nie kocham. Nie po tym wszystkim co się stało. Jest człowiekiem (mimo, że z dużą wiedzą) o ciasnym, prymitywnym umyśle. Naśmiewa się z innych ludzi, uważa się za coś lepszego, nie uznaje mojej racji. Gardzę ludźmi tego pokroju. Te cechy pozostały – pomimo odmiany. Nie mam jednak chwilowo wyjścia innego, jak tkwić w tym związku. Najgorsze jest to, że jak mu już sarkastycznie na wszystko przytakuję, on coraz bardziej porasta w piórka. Przecież jest naj… Głupi jest, niestety… O naszym życiu mogłabym książkę napisać, ale TU szczegółów nie mam zamiaru ujawniać. Bardzo dobrze, Autorko, że uciekłaś. Może ja w końcu też ucieknę…

         
  22. ~^*^*^*^*

    2013/09/09 o 02:56

    Jak z życia przeciętnej kobiety (te mądre są same i nie wiem czy szczęśliwe) Każdy był przekonany że MY to super małżeństwo TYLKO NIE JA , nigdy nikomu nie mówiłam jak jest , nawet mamie ,no może nasi przyjaciele , tacy prawdziwi ,on i ona na prawdę kochająca się para do dziś (takich jest nie wiele) Pytanie ? czego chciałam ? i komu chciałam udowodnić jak jestem taka mądra ? odważna ? dzielna? empatyczna? wyrozumiała? i.t.p. ……………….
    NIKOMU , tyko sobie :) i co mi po tym moim wielkodusznym poświęceniu NIC!!!!! i te NIC dało do myślenia . Teraz to JA jestem (po rozwodzie) panią własnego losu ,to JA mam pomysł na życie ,to JA mam „kierownicę” życia .Szkoda że tak późno :(
    Mamę mojego „exsia’ mam OKI , z teśćówką jestem w dobrych relacjach ,kobieta też nie miała lekkiego życia .
    Nie jesteś sama i nie ostatnia GŁUPOLKA :))) kobiety same sobie tak „ugotowały ” ten przepis na życie :) Czy dobry ? to pozostaje już dla konesera dań wyszukanych :)
    Pozdrawiam autorkę ,współczuć nie ma czego ,bo by nieba zabrakło ,tylko pozostaje żal ,że jesteśmy BABY takie GŁUPIE .

     
  23. ~kruszyna

    2013/09/09 o 08:33

    Bylo sobie mlode malzenstwo,mieli roczne dziecko.Maz przcowal,zona siedziala w domu,prala,prasowaloa,sprzatala,gotowala,piekla,dbala o meza i dziecko.Maz wracal do domu po pracy,dostawal smaczny obiadek pod nos,czytal gazetke czasem obejrzal jakis meczyk,czasem sie przespal.A czasem poszedl z kolegami na piwko,albo do mamusi.I wg.niego wszystko bylo ok,bo taki wzorzec wyniosl z domu.Ktoregos dnia zona poprosila go zeby w czyms w domu jej pomagal,zeby ja troche odciazyc i zeby tez mogla miec troche czasu dla siebie.Maz zdziwil sie bardzo- a co ty w ogole robisz? siedzisz w domu i nie masz nic do roboty!Na tym stanelo.Na drugi dzien maz wraca z pracy,a w domu totalny balagan,nie ugotowany obiadek,ciuchy panosza sie po calym domu,smiecie kipia z wiaderka,podloga zaplamiona i w okruszkach,dziecko z pelna pielucha,porozrzucane zabawki,sterta nie pomytych naczyn i o zgrozo!-jego wczorajsze skarpetki pod lozkiem!Glodny i zly pyta sie sie zony-cos Ty robila caly dzien? odpowiedziala mu; jak zwykle -NIC.

     
    • Conscience

      2013/09/09 o 09:22

      Tu by pasowało „Tylko tyle miałaś do roboty, a nic nie zrobiłaś”. Ale co za różnica, skoro „nic nie robienia” zarzucał jej zapewne na codzień. Żałuję,że nigdy mu nie pokazałam jak wygląda takie prawdziwe NIC.

       
  24. ~Zbig

    2013/09/09 o 22:51

    Co się dziwisz gościowi, który obserwując swoją rodzinę, doszedł do wniosku, że kobieta (jego mamusia) ma wszystko robić. Tatuś pewnie za bardzo się robotą nie skalał. I ex mężusiowi wydaje się to normalne. A co do przedszkola, to natychmiast kazałbym mu wsiadać do zapchanego autobusu i zapier…. na drugi koniec miasta. A co… Sprzątanie – pisemny podział obowiązków. W sumie to cała wina po Twojej stronie, bo być tak zaślepiona na takiego lalusia to tylko (chyba) kobieta potrafi. A faceci to takie dranie….

     
    • ~Conscience

      2013/09/10 o 11:24

      To prawda,że moja w tym wina, bo się łudziłam,że coś się zmieni jak go od mamusi odciągnę…Jego brat mi na samym początku powiedział „musisz odciąć pępowinę,bo inaczej nic z tego nie będzie”, co jak nie dał jej sobie odciąć…

       
      • ~Aga

        2013/09/12 o 12:44

        Faceci się zmieniają, ale tylko na GORSZE. Mój ex, bo niestety widuję go prawie codziennie, zmienił się na lepsze. Tak to wygląda, ale ja nie wierzę, wręcz przeciwnie, brzydzi mnie jego zachowanie. Dobrze widzę, że stara się na siłę. Gdybym nie uciekła, gdybym została jego żoną to skończyłby mnie. Dobrze zrobiłaś, że w końcu odeszłaś.

         
  25. ~monika

    2014/08/13 o 16:19

    Czytam, czytam i aż płakać mi się chce…jakbyś opisywała moje życie, od sprzątania, przez zakaz kąpieli zanim dzieckoo zaśnie aż po propozycję że to on wyjdzie a ja mam znajomych zaprosić do domu… to niesamowite!