RSS
 

Impreza holenderska okiem obserwatora.

01 wrz

Imprezę jakoś przeżyłam… Choć nie powiem,że było łatwo. Przynajmniej początkowo. Drżałam ze stresu.
Dojechaliśmy do celu kilka minut po godzinie 20:00. Szef (właściciel jednego z supermarketów) ma prywatny parking dla kilkunastu aut. Znaleźliśmy miejsce, idziemy. Po lewej stronie mijamy boisko do piłki nożnej z piękną, równą i zadbaną murawą,po prawej zaś stół i krzesła pod drzewem, wyśmienite miejsce na kawę w letni poranek, zaś za tym – woda, a na niej małe łódki. Idziemy dalej, po lewej mijamy prywatny kort tenisowy i widzimy skrzydło budynku, oszklone. Oczom ujawia się komplet wypoczynkowy, jakaś sofa , stolik, oczywiście telewizor, a ze środka obserwować kort. Dochodzimy do celu. Na pierwsze oko wygląda jak budynek gospodarczy z polskiej wsi (choć widziane wczesniej skrzydło jest w tym samym budynku) , wchodzimy do środka. Wysokie,okrągłe stoliki, jednak do nich dostawione wysokie krzesła. Po prawej mamy drewnianą ławkę i kilka małych poduszek na niej. Po lewej jeden wysoki okrągły stolik, a za 3 zwykłe stoliki z wygodnymi krzesłami z oparciem. Po prawej dalej stoją 3 stoliki wysokie, po lewej kolejne 4.
Podchodzi do nad jeden szef, podaje mi rękę przedstawia się, później kolejny. No tak… tylko mnie nikt tam nie zna ! Stresuję się więc i niemalże wżynam paznokcie w ręce mojego kochanego. W końcu siadam na krześle i biorę głęboki oddech – wystarczy. Pokazują slajdy z pracy, zabawne sytuacje,kiedy to ktoś zapomniał o czymś, czegoś nie zrobił. Tylko pracownik może te zdjęcia zrozumieć. A później to już tylko kilka dowcipów i.. wieczór dopiero się zaczyna. Córka szefa odpowiada za muzykę, kilku młodych mężczyzn donosi napoje. Luźne pogawędki, a ja siedzę i obserwuję.
Jeden męzczyzna, T. stoi obok nas, obok niego młoda dziewczyna. Udają,że się nie widzą. Widać między nimi jakieś napięcie, coś tam jest. Po kilkunastominutowej oberwacji mój kochany mówi mi : To jest T. ma 28 lat. Obok niego stoi 16 letnia dziewczyna. Coś ich łączy. Kiedyś potrzebowałem coś od niego odebrać, zszedł półnagi, rozespany niby. W przedpokoju stały damskie buty. Dwie godziny później ona przyszła w tych butach do pracy.
Czyli obserwacja jest owocna. Opisuję mu więc jak to widać między nimi jakieś sztuczne relacje. Dopiero po kilku piwach zaczęli wymieniać zdania.
Następnie widzę jak ze stolika obok obserwują mnie trzy młode dziewczyny. Jedna z nich często zawiesza wzrok na moim ukochanym. Pytam go więc kim ona jest. – To ta dziewczyna, którą spotkaliśmy raz przy wyjściu ze sklepu.
Myślą wracam więc do tego momentu. My wchodzimy (ja troszkę bardziej za nim,niż obok), ona wychodzi. Na jego widok nie kryje zaskoczenia, szczerzy się od ucha do ucha i się wita. Zatrzymuje się, widać chce zamienić słowo. Dochodzę więc do ukochanego i łapię pod rękę, ona patrzy na mnie… odchodzi. A on zdaje mi relację,że to „nowa”.
Obserwuję ją więc już teraz bez odwracania wzroku,kiedy ona patrzy na mnie. Coś do siebie mówią, obserwują nas. Wszystko mi jedno, niech patrzą. Mówię w końcu do mojego partnera,że jesteśmy obserwowani, teraz już śmiejemy się z tego razem. One wychodzą i po kilku minutach wracają,żeby usiąść dużo bliżej nas…
O godzinie 22:00 zaskakuje nas fakt,iż na zewnątrz mamy do dyspozycji „wóz” serwujący frytki i inne przekąski. Do 23:00 ludzie więc wędrują z przekąskami, frytki z majonezem lub curry i frykadele, kotleciki serowe i inne.
Od 23:00 widać,że niektórzy wypili już sporo. Zaczynają się tańce. Ludzie zaczynają biegać trzymając drugich za ramiona. „U nas” robi się to przy piosence „Jedzie pociąg z daleka…” , tutaj nazywają to „polonezem” (?) , a muzyka holenderska, skoczna. Najpierw porywają mi mężczyznę, a następnie jego szef trzyma mnie za ramiona i nakazuje biec. Opieram się, nie wiem jak po około 3ech godzinach siedzenia moje nogi zareagują na te moje  wysokie szpilki ! No,ale widzę,że na nic moje „Noo,noo, noo, please” , więc biegnę za resztą… Szybko jedak udało mi się wyrwać i wrócić do stolika.
Na koniec podchodzą dwie kobiety. Znają mnie…z opowieści. Mój kochany szuka szefa,by podziękować za przyjęcie i oznajmić,że musimy już wracać do domu. A jedna z kobiet w tym czasie uracza mnie masą komplementów. Podziwia,że przyszłam na przyjęcie nie znając nikogo, nie znając języka. Pyta o córkę i oznajmia, iż to dobrze,że wróciłam do Holandii. Wymieniam z nią kilka zdań,ale jestem już naprawdę zmęczona. Zmęczona nudą, głośną muzyką i późną godziną. Tęsknię za domem i za łóżkiem. Zjawia się mój ukochany. Oznajmia kobietom,że wychodzimy. Te naskakują na niego,że powinien być ze mnie dumny,że przyszłam z nim. Obejmuje mnie moja miłość z uśmiechem i mówi,że jest dumny, że bardzo się cieszy,że z nim przyszłam i że następny dzień będzie jeszcze milszy niż zwykle – w podziękowaniu. Dostaję całusa. Żegnamy się z niektórymi  i wychodzimy. A nasza obserwatorka nie spuszcza z nas wzroku. Odprowadza nas nim do samych drzwi, znikamy w ciemności. A ludzie tańczą, śpiewają, krzyczą i gwizdają.
I nie była by taka zła ta impreza, gdyby to byli również moi znajomi… Choć ogółem przeżyłam, zobaczyłam i opisałam. A w aucie mój kochany zerkając na mnie podziękował za wieczór i powiedział,że było dobrze,że jest zadowolony.
Za rok będzie lepiej!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii praca, zycie

 

Tags:

Dodaj komentarz