RSS
 

Holenderska ‚impreza’ firmowa.

31 sie

Właśnie rozważam rozpoczęcie przygotowywania się na ‚holenderską imprezę firmową’. Pożera mnie stres. Może byłoby łatwiej,gdyby to była „moja” impreza, ale nie,oczywiście,że nie… Wybieram się na imprezę firmową z moim partnerem jako : przyzwoitka?nośnik jego wstydu?milczek?dziwak?dzikus?
W dalszym ciągu nie przywykłam do tego,że czasm ludzie zerkają na mnie z miną zaskoczenia. ONA NIE MÓWI PO HOLENDERSKU,A PRZECIEŻ JEST W HOLANDII! – odnoszę wrażenie,że takie właśnie słowa dudnią im w głowach. Do tego zerkają na mojego partnera – taki dobry chłopak,po co mu taki ciężar, taki problem? Prawie rozwódka do tego z dzieciakiem! Czemu nie weźmie sobie jakiejś NORMALNEJ holenderki.
I choć to co sobie uroję ma niewielki związek z prawdą – stresuję się. Będzie dużo ludzi. Szacuje się,że około 100. Jak dotąd każda impreza holenderska była dla mnie swego rodzaju torturą. Czemu? Różni się świętowanie niderlandzkie od naszego. My dobrze się bawimy, zazwyczaj w towarzystwie dobrych znajomych, a tu zaprasza się osoby,które czasem spotykają się po raz pierwszy w życiu. Do tego u nas zasiadasz gdzieś wygodnie, popijasz drinka/herbatę czy cokolwiek na co masz chęć, a tutaj większość stoi przy tych ich dzikich, zazwyczaj okrągłych, wysokich stolikach. A ja taka malutka… Przy takim stoliku z grupką holendrów wyglądam jak mała dziewczynka! (szpilki dziś ubiorę!). No i rozmawiają. Na tematy ważne i mniej. Gadają, śmieją się, niekiedy sami siebie nawzajem zrozumieć nie mogą. I co ja biedna mam począć z taką ogromna grupą ludzi? Byłam na kilku mniejszych przyjęciach. Zazwyczaj rodzinnie – bo urodziny, ale zdażyło mi się też „świętować porażkę” drużyny holenderskiej w euro 2012 w pubie pełnym holendrów, byłam też na urodzinach u znajomych mojego partnera. Tylko zabawa z okazji euro2012 była udana, bo było ze mną kilku polaków! A tutaj sama, samiuteńka! Jeszcze jakiś czas temu to jeden z pracowników miał dziewczynę polkę,ale się rozstali – że niby za bardzo się różnili, a owe różnice zaczęły ich razić na tyle,że dali sobie spokój.
No więc dotychczas każda impreza była torturą, aczkolwiek nigdy jeszcze nie byłam na takowej imprezie odkąd jestem w stanie holendrów zrozumieć. Może chociaż troszkę lepiej to zniosę. Jak będzie źle – wyjdziemy. Ani myślę dusić się w tym tłumie i chować po kątach! I jeszcze jedno co drażni… Bo wiedzą tacy,że po angielsku do Ciebie,ale nie… Oni i tak będą z rozbiegu nawijać do Ciebie w ich języku ojczystym…
Dam radę… Dam radę! Przecież będzie przy mnie mój facet idealny!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii, praca, zycie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz